Wieża sztuk

inna gierka oraz Rewia NUTTER

Twórczość własna naszych forumowiczów

Re: inna gierka

Postprzez ratharienn » 22 wrz 2010, o 13:22

^Już jest! Świeży odcinek! Zamiast walnąć się na łonie natury i korzystać z pięknej pogody, napisałam!
>
- Starzy, powiadasz?
Loki przełknął ślinę. Musiał się szybko zastanowić, by móc jeszcze szybciej podjąć decyzję. Miał Jedyny-W-Swoim-Rodzaju-Oryginalny-Zegarek-Przedwiecznych, chociaż nie był pewien, czy to dokładnie to, o co mu chodziło, bo nigdy wcześniej nie miał z nim styczności. Teraz powinien uciekać, prawda? Uczynił krok w stronę drzwi, nie spuszczając czujnego wzroku ze Złej Wiedźmy.
- No, przecież młodzi nie byli... - Spróbował uśmiechnąć się czarująco, ale ze złością zauważył, że na tę kobietę jego wrodzony urok nie działa.
- Nie mydl mi tu oczu, blondwłosy baranie! - irytowała się. - Kim są jego rodzice?
- Nie wiem - grał na zwłokę, ale z każdym słowem był coraz bardziej pewny, że to raczej gra na zwłoki.
Konkretnie: jego zwłoki.
- Nie zapominaj, mój drogi, że znam Twoje pełne imię i mogę je w każdej chwili wykorzystać przeciwko tobie - zagroziła, opadając z gracją na fotel, który zatrzeszczał złowieszczo ze starości*.
- Nie możesz znać mojego imienia - odparł pewnie Loki. - Zostało starannie zaszyfrowane i...
Zła Wiedźma pokiwała głową i unosząc brwi zapytała:
- Jak bardzo starannie, Lokacjuszu?

EjDżej siedział na gałęzi swojego ulubionego drzewa, jedynego, które rosło w niedużym ogródku ciotki za domem. Rozłożysta jabłonka, pokryta maleńkimi białymi kwiatkami, mocno pachnącymi o tej porze roku, stanowiła świetną kryjówkę przed... chyba przed wszystkimi.
EjDżej nie miał zbyt wielu kolegów odkąd w pierwszej klasie niechcący jednego podpalił. Oczywiście dorośli nie uwierzyli w dziecięcą historyjkę, w której niby EjDżej popatrzył na Brajana i mała iskierka zaprószyła ogień na jego jesiennej kurteczce, ale dorośli nie wierzą w mnóstwo rzeczy, bo nie umieją naprawdę otworzyć oczu. Wszystkie dzieci uwierzyły i od tamtego dnia bały się trochę EjDżeja.
Nie przeszkadzało mu to, sprawiało nawet radość. Żaden z jego znajomych nie pachniał dymem, chłopiec najzwyczajniej w świecie się z nimi nudził.
Teraz sąsiad rozpalił ognisko i wrzucił do niego mokre liście. EjDżej odetchnął głęboko gryzącym, czarnym dymem, który wypełnił mu płuca.
Matka nie była tak ważna. Znał ją, pamiętał trochę, może nieszczególnie wyraźnie, ale dla niego była zwyczajna. Ojciec. Chłopczyk czuł, że chodzi o ojca, ale nie wiedział, w jaki sposób dowiedzieć się, kim był.

- Zawsze, kiedy kontaktujesz się ze mną w ten sposób, zaczyna boleć mnie głowa - marudziła Batman, opadając na łoże - i boli mnie przez tydzień! Nie mogłeś wysłać Hermesa?
- Pomyliły ci się mitologie, kochanie - odparł Odyn, odpalając fajkę.
- No to gołębia?
- Nie mamy tu gołębi. Kiedy Loki dowiedział się, że potrzeba gołębiego pióra, by przejąć władzę nad światem, kazałem Thorowi przepędzić wszystkie toporem.
- Jesteś Odynem, na bogów! - zdenerwowała się. - Na pewno mogłeś zrobić coś innego!
- Masz, łyknij sobie. - Podał jej flaszkę. - Mnie pomaga na wszystko.
Batman pociągnęła z pękatej buteleczki brunatnego napitku i przymknęła oczy z zadowolenia.
- Teraz posłuchaj mnie - zaczął Odyn. - Musisz zejść na ziemię. W niebezpieczeństwie znajduje się mały EjDżej... Nie może pozostawać sam, nie zdając sobie sprawy z mocy, którą posiada. Wszystko może potoczyć się bardzo niedobrze, jeśli...
- Przecież nie mogę zejść na ziemię - przerwała Batman, oddając mu butelkę. - Sam tak zarządziłeś. - Spojrzała na niego smutno.
- Do stu demonów, muszę zacząć prowadzić pamiętnik! - Odyn potarł czoło.
- Wtedy Loki go ukradnie - zauważyła dziewczyna, wzdychając.

- Skoro "Jeremy" to zła pieśń, co mam śpiewać? - spytał Bard, mocując się z kolejną struną, która pękła, kiedy zakładał tamtą.
Przyznajmy szczerze: muzyk z niego był lichy.
- Nie wiem... - Psjeżozwierz westchnał z poirytowaniem. - A co jeszcze umiesz?
- No... - Bard zastanowił się. - "Jenie's got a gun"? - Popatrzył na towarzysza.
- Rzeczywiście, jesteś Ostatnim Bardem, koleś - załamał się.
- W takim razie sam coś zaproponuj, jakeś tak mądry! - obraził się chłopak.
- Może coś Bon Jovi? - strzelał Psjeżozwierz.
- Bon Jovi? Serio, Bon Jovi?!
- Koniec tematu! - uciął. - Podjąłeś decyzję?
- Jaką decyzję?
Psjeżozwierz miał dość. Legenda głosiła, że to będzie trudne, ale spodziewał się, że przynajmniej trafi mu się jakiś sensowny partner. Widać geny tępieją wraz z kolejnymi pokoleniami...
- Zapobiegnięcie Armageddonowi, wykończenie dzieciaka, wieczna chwała, sławienie w legendach i pieśniach... - podsuwał.
- A kto by o nas śpiewał? - spytał z zapałem Bard.
- Na Odyna, ty naprawdę taki jesteś, czy udajesz, żeby mnie wkurzyć, koleś?
- Jaki jestem?
Psjeżozwierz kopnął kamień, który ze świstem przeciął powietrze tuż przy uchu Barda.
- Dobra, dobra! - krzyknął chłopak, odkładając lirę. - Muszę to przemyśleć.
Poszedł do parku. Wykończenie dzieciaka nie bardzo mu pasowało. Legendy nie sławią ludzi, którzy zabijają małe dzieci. Zresztą, w jaki sposób ten gówniarz ma się przyczynić do rozpoczęcia Apokalipsy... Trzeba złamać mnóstwo pieczęci, wypuszczać demony, szczuć ogary piekielne, stanąć oko w oko z Lucyferem... Bard nie sądził, by jakiś tam dzieciak był do tego zdolny. Z drugiej strony, był to syn Odyna. Odyna i kogo? Chłopak uznał, że to kluczowe zagadnienie w sprawie jego mocy.
Tak wchodząc głębiej w park i odbiegając coraz bardziej od tematu, przykucnął nad rzeką. Coś rzuciło mu się w oczy. Coś z futerkiem, bardzo zmechaconym i sfilcowanym, wyglądającym jak zdechła mysz. Odchylił kamień i wyciągnął tę... rzecz. Ktoś musiał ją nosić na szyi, bo miała przyczepiony zniszczony teraz rzemień. Ostatni Bard, nie wiedzieć czemu, przełożył pętlę przez głowę i ukrył zdechłą mysz pod dziurawą koszulą. Wstąpiło w niego uczucie. Uczucie, że może wszystko. Pobiegł w miejsce, w którym zostawił Psjeżozwierza, dziwiąc się, bo ani razu się nie potknął.
- Zrobię to! - krzyknął, wytrzeszczając oczy z podekscytowania. - Ale nie możemy zabić dzieciaka.

Loki schodził z wzgórza. Był tak wściekły i rozedrgany, że aż rozprostowały mu się loki. Bezczelna baba! Nie słyszał swojego imienia od... Wystarczająco długo, by zacząć udawać, że nie należy do niego, że nie jest nim. Teraz Lokacjusz, uwięziony gdzieś głęboko w podświadomości, powoli wypływał na wierzch, rozpychając się po drodze łokciami.
Daleko od chaty Złej Wiedźmy wyciągnął z kieszeni Jedyny-W-Swoim-Rodzaju-Oryginalny-Zegarek-Przedwiecznych. Wiedział, jak go używać. Otworzył wieczko, uważając, by nie pogubić żadnych malutkich śrubek i wyciągnął okrągłą, zdobioną misternie blaszkę ze środka. Teraz powinien zastąpić ją inną blaszką, którą pożyczył** od Idun. Mała czarownica nawet nie wiedziała, co posiada. Loki poklepał się po kieszeniach. Sprawdził wszystkie, nawet tą ukrytą***. Nie znalazł blaszki.
- Cholerna wiedźma! - zaklął, po czym pozbierał zegarek i ukrył przy sobie.

- Popatrz, co znalazłem. - Bard pokazał towarzyszowi ładną blaszkę z małą wskazówką.
- Co to niby jest, koleś?
- Blaszka. - Bard wzruszył ramionami.
- Pfff!
Ostatni Bard jednak schował swe znalezisko do kieszonki. Nie wiadomo, kiedy może się przydać...

v Kogo Odyn poprosi o pomoc? Dlaczego Batman nie może zstąpić na ziemski padół? Kim jest matka EjDżeja i czy w końcu pełni jakąś ważną rolę w tej opowieści? Czy Ostatni Bard zgubi Króliczą Łapkę tak samo, jak jego ojciec? Czy Loki odzyska blaszkę? Co zrobi Zła Wiedźma? Czy EjDżej przeżyje?
DEMONY WIEDZĄ! BOGOWIE PODEJRZEWAJĄ!

*Ciężko powiedzieć czy ze swojej starości, czy ze starości Złej Wiedźmy. Niektórzy podejrzewają, że być może istotna w tym punkcie jest po prostu starość.
**Na wieczne oddanie.
***Parę razy przejechał się na tej tajemnej skrytce...
****
Eoren napisał(a):Oczywiście jeśli nie byłlby przyczepione na czole...

Czemu nie? :roll:
"Co to za sztuka i kogo w niej gram?"
Avatar użytkownika
ratharienn żeńska
Dziekan
 
Posty: 1840
Lokalizacja: Jelenia Góra/Cieplice (Kraina Elfów)
Reputacja: 1980

Reklama

Re: inna gierka

Postprzez Dicey Reilly » 23 wrz 2010, o 10:08

^stworzyła naprawdę świetny odcinek. Bravissimo!
>wczoraj wieczorkiem pełna entuzjazmu i chęci głębszego poznania rewii zaczęłam czytać od 7 strony. Po 21 gałki oczne wypłynęły mi z czaszki. Dzisiaj już z nimi wszystko w porządku i nie poddam się: Ni deszcz, ni grad nie przeszkodzą mi w ogarnięciu co tu się dzieje. No, chyba że do akcji wkroczy Inkwizycja, której nikt się nie spodziewa.
v życzy mi powodzenia no i napisze coś jeszcze po polsku z 1 błędem interpunkcyjnym <- koniecznie!

Obrazek
Skład: 75%Marchewy, 75%Bibliotekarza, 74%Niani Ogg, 64%Rincewinda, 63%Śmierci i 60%Vimesa.
Avatar użytkownika
Dicey Reilly żeńska
Kwestor
 
Posty: 2412
Lokalizacja: Kopalnia pomarańczy
Reputacja: 2500

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez grace » 23 wrz 2010, o 10:25

^ życzy powodzenia. Po co Ci błędy interpunkcyjne?
<korzystając z magicznych mocy editu nadanych przez Corvvina, poprawiłam tytuł w pierwszym poście i zaznaczyłam gdzie zaczyna się Rewia ;) Jeśli ktoś pamięta gdzie zaczynają się kolejne części, to również mogę to zaznaczyć ;)Przy okazji, Dicey, jeśli coś Ci się podoba (jak odcinek Rewii) to śmiało możesz przyznawać pkt reputacji ;)
v prawdopodobnie będzie to Pani Reżyser, żeby zatwierdzić ostatni odcinek i dopisać swoje
kliknij Tu>ObrazekA tu znajdziesz->Obrazek
Rejestr postaci i Naszą Encyklopedię, którą możesz pomóc tworzyć.
Avatar użytkownika
grace żeńska
Kelda
 
Posty: 4740
Lokalizacja: Kraków

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez 4jola » 23 wrz 2010, o 21:46

^ Nie!TO JA-ODYN!-dyn,-yn,-nnn.

> Jam jest również pod wrażeniem nowego odcinka(Producent wykonawczy Mody na Sukces jest właśnie w szpitalu,taki go trafił szlag z zazdrości.I dobrze,niech wie,komu może buty czyścić).

Jeszcze się nie podłączę.Tyle tych wątków,ze nie wiem,do którego a wszystkich na pewno nie pociągnę.Jakem Odyn.
Zauważyliście,że oddaliliśmy się jakoś od teatralnego klimatu Rewii?Teraz piszemy regularną powieść-rzekę!Zaginął problem dekoracji,kostiumów,ciulu...obsady...
Bardzo lubię poczytać sobie odcinki z tymi Waszymi komentarzami.
Najlepsze lekarstwo na deprechę.

V Pani Reżyser?
"My,z matką twoją,rasizmowi mówimy twarde i zdecydowane: raczej nie !"

"-Zamknijcie się sierżancie.Jesteście wolnym trollem.To rozkaz."
Avatar użytkownika
4jola
Pani Palm
 
Posty: 5360
Reputacja: 6042

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez grze_tomas_20 » 24 wrz 2010, o 08:18

^ Sorry, nie ta płeć.

> Primo: Brawa i ukłony do samej podłogi dla Rath za kolejny odcinek. Rath, dzięki tobie Rewia nie zginie!
Secundo: Jak widzę (a widzę jasno i przejrzyście) wszystkich współtworzących NUTTER'a, włącznie ze mną, dopadła jakaś wrześniowa depresja. Nic się nie chce i nawet sukces Mody na Sukces (uhh, nawet nie umiem tego w cudzysłowie napisać, tak mnie obrzydza. PS: serdecznie wystawiony gest Kozakiewicza w stronę producenta MnS) nie jest w stanie zachęcić do tworzenia. Rath, jak ty to robisz, że jeszcze możesz???

v Ktokolwiek.
Avatar użytkownika
grze_tomas_20
Student Magii
 
Posty: 80
Lokalizacja: Gliwice
Reputacja: 20

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Dicey Reilly » 24 wrz 2010, o 10:29

^rzeczywyście, ktokolwiek:)
>jakoś wena mi przyszła i musiała znaleźć ujście. Nie jest to odcinek, ale coś jakby trailer następnego. Rath jeśli uznasz to za perfidne wykorzystanie twojego odcinka, to wybacz.

Niektóre rozmowy w rzeczywistości nie mają znaczenia. Są jedynie schematem logicznie (przeważnie) połączonych zdań, które zaś są zlepkiem słów, połączonych zasadami gramatyki (a przynamniej chęcią dostosowania się do gramatyki). Niestety, w rzeczywistości niektóre rozmowy tylko pozornie nie mają znaczenia. Prawda jest taka, że mają nie dość, że znaczenie, to jeszcze źródło i, co gorsza, konsekwencje.
„- Zawsze, kiedy kontaktujesz się ze mną w ten sposób, zaczyna boleć mnie głowa - marudziła Batman, opadając na łoże - i boli mnie przez tydzień! Nie mogłeś wysłać Hermesa?
- Pomyliły ci się mitologie, kochanie - odparł Odyn, odpalając fajkę.”
Wbijające się w mózg „Wrymmmhhh!” zabrzmiało i zatrzęsło cząsteczkami powietrza w Powiązanej Przestrzeni.
- No co? Przecież dobrze grałem! – odezwał się z wyrzutem Dudziarz 120, jednocześnie wyrywając Bębniarzowi 120 jedną z piszczałek.
Powiązana Przestrzeń, zgodnie z nazwą, była powiązana: mogła wmieszać się w wydarzenia każdej innej przestrzeni. Dzięki czemu? Dzięki Muzykom Ciągów Wydarzeń. Każdy z nich miał za zadanie grać Ciągi Wydarzeń innych przestrzeni. Nie wiadomo, skąd znali właściwą melodię i rytm, ale w większości się udawało i tylko raz doszło do rozdzielenia galaktyk, gdy jeden z Muzyków odkrył jak grać na klarnecie na dwa głosy. Również Dudziarz i Bębniarz, gdy otrzymali swoje Instrumenty, mieli dostać własne przestrzenie. Los (a może raczej Przypadek?) zadecydował jednak, że obaj będą odpowiedzialni za ten sam świat – świat NUTTER, w katalogach numer 120. Dyrekcja była podniecona eksperymentem: jeszcze nigdy wcześniej nie wymyślił duetu. Przypadek otrzymał medal za kreatywność.
- „Dobrze zagrałem”? Skąd ci przyszedł do głowy Hermes w takcie numer dwa tysiące trzysta osiem? – Bębniarz 120 był zły.
- Źle nastroiłeś bęben… Zdezorientowało mnie to!
- Tym głupim fałszem wprowadziłeś Błąd! Teraz może tam powstać cokol…
Wtedy rozległ się dźwięk prutego materiału. Ciąg Wydarzeń drgnął lekko. Muzycy przestrzeni 120 podeszli do taśmy. Dostrzegli niewielką przerwę, która wytworzyła dwie dyskretne ćwierćnuty, połączone w dwudźwięk: Kurczak Zniszczenia z Opóźnionym Zapłonem. W świecie NUTTER błysk w lesie wytworzył żółty obiekt.
- Ojoj. – odezwał się Dudziarz 120. – Zgłosimy to dyrekcji?
- A bo ja wiem. Brzmi to obiecująco. – Bębniarz już nie był tak zły jak wcześniej. Dla pewności nastroił bęben i dyskretnie pałki. Był dumny, że jako pierwszy potrafi nastroić pałki. Spojrzał na przygotowującego dudy partnera. – Nowych postaci nigdy za mało. A jeśli coś za bardzo się popsuje, zagramy pauzą.

v jak nie Pani Reżyser, to może ktoś inny z zespołu?

Obrazek
Skład: 75%Marchewy, 75%Bibliotekarza, 74%Niani Ogg, 64%Rincewinda, 63%Śmierci i 60%Vimesa.
Avatar użytkownika
Dicey Reilly żeńska
Kwestor
 
Posty: 2412
Lokalizacja: Kopalnia pomarańczy
Reputacja: 2500

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Eoren » 24 wrz 2010, o 15:23

^ Tak to wreszcie ja! W końcu ktoś trafił")
> I w końcu coś się dzieje! Dicey (można tak w skrócie?) rewelacja! Nowy pomysł, nowy wątek w naszej Rewii - już kombinuję co z tym zrobic. No i oczywiście Rath również wspaniale ale to przecież norma, prawda? A ja sobie zamawiam kolejny odcinek, bo chyba mi się zaczyna coś klarowac..
v Cóż powie?

*Rath, ukradłaś mi moje "DEMONY WIEDZĄ..."... (!)
THERE IS NO JUSTICE. THERE IS JUST ME.
"Outside of a dog, a book is man's best friend. Inside a dog, it's too dark to read."
Avatar użytkownika
Eoren żeńska
Bibliotekarz
 
Posty: 1645
Lokalizacja: Nałęczów...KRK
Reputacja: 362

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Motopompa » 24 wrz 2010, o 21:04

^Ano powie...
:arrow: Że jest pod wrażeniem. Wątek Wielkiej Muzyki* ze strojeniem pałek jest cudowny. A Rath tak kopnęła scenariusz, że wszystkie wątki się ruszyły! Brawo, brawo i tak dalej, bo miło się czyta :)
v la, la, la.

*WWM
Nie jest tak, że my, używając naszych mózgów, snujemy nasze opowieści, ale to nasze mózgi, używając opowieści, snują nas.
~ Daniel Dennett
♪♫♪♪♫•☼ ☾*♪♫.☮♡♪ (✿◠‿◠)♫❀♡♪♫•ღ♪♫•♪☾♫♪♪♫♡♡
Avatar użytkownika
Motopompa męska
Corvvin jest mądra i śliczna!!
 
Posty: 5675
Lokalizacja: Castelldefels
Reputacja: 5786

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Eoren » 26 wrz 2010, o 14:26

^ la, la, la - to ja! Teraz się trzymajcie! Przepraszam ale chciałam żeby to było mocne...

> Loki szedł przez las. Z całej siły starał się ignorowac dającą się już we znaki obecnośc Lokacjusza. Nawet dobrze mu szło. Czasem tylko krzyczał sam do siebie:
- Nie słucham cię! Wcale cię nie słucham!
Sumienie Lokiego zwane też Lokacjuszem albo Dajmonionem uśmiechało się pod nosem. Na wszystko przyjdzie czas...
Tak więc Loki, a właściwie Loki i Lokacjusz, przemierzali las. Księżyc w pełni wyłonił się zza chmur i cienie drzew wydłużyły się złowrogo. Loki zadrżał. W tym samym momencie pomyślał, że to dziwne - przecież nie miał się czego bac, w końcu był nieśmiertelny, a jednak... No właśnie, zawsze pozostawało to "jednak". Każdy kolejny krok stawiał coraz bardziej niepewnie.
"Znowu pakujesz nas w kłopoty!" syknął Lokacjusz w głębi jego umysłu.
- Zamknij się! - odpowiedział Loki. - Nie ma żadnych nas. Ty nie istniejesz. A tak w ogóle to wcale cię nie słucham!
"Kogo nie słuchasz?" spytał podchwytliwie Lokacjusz.
- Ciebie! - wrzasnął Loki na cały głos.
Gdy zamilkł wokół zapadła nagle pełna wyczekiwania cisza. Lokacjusz odchrząknął - co było godnym podziwu osiągnięciem jak na tak eteryczną istotę.
" Aha" rzekł. "Bo tak tylko chciałem się upewnic w kwestii formalnej. Skoro jednak ustaliliśmy już, że jednak istnieję i mam tę wątpliwą przyjemnośc dzielic z tobą jedno ciało to może byś mnie posłuchał, baranie: nie idź tam!"
- Dlaczego? - spytał niepewnie Loki, który stracił już motywację do podważania bolesnego faktu istnienia Lokacjusza.
Sumienie westchnęło.
"Już ci mówiłem: pakujesz nas w kłopoty."
- Jakie kłopoty?
"O boże..." rzekł zrezygnowany Lokacjusz.
- Słucham? - odparł odruchowo Loki.
Lokacjusz, a co za tym idzie Loki, machnął ręką.
"Nie mówiłem do ciebie!" warknął.
Wtem coś zaszeleściło wśród liści. Oczy Lokiego i Lokacjusza machinalnie odwróciły się w kierunku, z którego dobiegł odgłos. W mroku jarzyły się dwa ognistoczerwone ślepia...
- Aaargh! - wrzasnęli obaj i rzucili się do ucieczki.

Gdyby Zła Wiedźma spała tej nocy obudziłby ją obłąkańczy krzyk i walenie w drzwi chatki. Ale nie spała - zbyt wiele rzeczy było do przemyślenia. Mimo to nieuchronna przyczynowośc narracyjna sprawiła, że obłąkańcze krzyki i walenie w drzwi i tak się pojawiły. Westchnęła w duchu, wstała i podeszła do drzwi. Przez chwilę zastanawiała się czy zdjąc wiszący przy wejściu topór jednak zrezygnowała z tego pomysłu. Nie warto tępic dobrej stali na takim nieudaczniku. Otworzyła drzwi.
Spojrzały na nią przekrwione oczy skulonego na progu, co chwilę targanego drgawkami stworzenia.
- Wejdź Loki - rzekła ze znurzeniem.
Loki wpadł do wnętrza chatki. Złapał najcięższy kredens i zaczął go przesuwac w kierunku drzwi.
- Ej! Co ty robisz?! - krzyknęła Zła Wiedźma.
- Nie pytaj tylko mi pomóż! Muszę zastawic drzwi. To mnie ściga!
- Co cię ściga?
Loki spojrzał na nią obłąkańczym wzrokiem.
- To-to-to-to-to-to... - zaczął.
- Weź się w garśc, Lokacjuszu! - rzekła z przyganą w głosie Zła Wiedźma.
- To-to-to-to-to-to-to... - drżąca ręka Lokiego wyciągnęła się w kierunku drzwi skąd dobiegał właśnie odgłos skrobania - ...to-to-to to przyszło!
Zła Wiedźma ostrożnie zbliżyła się ku drzwiom, zdjęła topór ze ściany i trzymając go pewnie w jednej ręce powoli przekręciła klamkę.
Pod drzwiami stało małe, żółte kurczątko.

Zła Wiedźma położyła na stole ciężką księgę i zdmuchnęła z niej równą warstewkę zaległego kurzu. Przekartkowała kilka stron i postukała w paznokciem w rycinę.
- Zły znak - rzekła z powagą. - To Kurczak Zagłady. Ragnarok jest blisko.
Loki wytrzeszczył oczy. Małe kurczątko dziobało ziarno z blatu stołu.
- Wiesz - rzekł, - teraz, w tym świetle, muszę przyznac, że wcale nie jest taki straszny jak mi się wydawało za pierwszym razem. Szczerze mówiąc nie przypomina tego potwora na rysunku...
Zła Wiedźma złapało go nagle za szyję i przygięła jego głowę w kierunku książki tak, że nos Lokiego zatrzymał się o cal nad zakurzoną kartką.
- Tu - rzekła wskazując palcem. - Czytaj!
- "Z Opóźnionym Zapłonem" - odcyfrował Loki. - Aha - rzekł podnosząc się znad księgi i próbując otrzepac z godnością, - no chyba, że tak. Czyli Ragnarok powiadasz?
- Tak - potwierdziła. - Znowu.
- O nie... - jęknął Loki.
Zła Wiedźma zamknęła księgę i spojrzała nieufnie na kurczątko, które zwróciło ku niej swoje czarne niczym koraliki oczy.
- Trzeba je będzie umieścic w bezpiecznym miejscu - oznajmiła i włożyła zwierzątko do dużej klatki zawieszonej pod sufitem.
Potem otrzepała ręce i usiadła przy stole naprzeciwko Lokiego.
- No to teraz będziesz musiał mi wszystko powiedziec - rzekła.
Loki spojrzał na nią spode łba.
- Orżnęłaś mnie z tym Zegarkiem - wypomniał jej.
- Lokacjuszu! - zagrzmiała Zła Wiedźma. - Mów!

Parę godzin i jakichś pięc butelek nalewki ze żmii dalej Zła Wiedźma oparła ciężko głowę na dłoni.
- ...no i Odyn postanowił wtedy, że kiedy ten mały przebywa na świecie - kontynuował Loki - żadne istoty nieśmiertelne nie mogą zstąpic na ziemię. Rozumiesz - za duża ilośc magii - nie utrzymałaby się.
Zła Wiedźma spojrzała na niego mętnym spojrzeniem.
- Ale przecież ty tu jesteś - rzekła i dla pewności pomachała ręką w miejscu, w który siedział jeden z trzech Lokich, których widziała w tej chwili.
- Oczywiście - przyznał przywdziewając najpodlejszy ze swoich uśmiechów. - Jestem specjalistą od łamania zasad.
Zła Wiedźma patrzyła przez chwilę w pustkę a potem kiwnęła głową.
- Ale ja też tu jestem - stwierdziła. - Jestem magiczna.
Loki westchnął.
- Ale to dotyczy tylko istot spoza tego świata - rzekł, - a ty tu mieszkasz na stałe. Nie mogą zstąpic, rozumiesz? Zstąpic. Reszta jest tak jakby... wliczona w straty.
- Straty... - powtórzyła Zła Wiedźma i pociągnęła solidnie z butelki. - A wiesz - rzekła o chwili wystarczającej by stwierdzic, że kolejna butelka została już opróżniona, - ten drań obiecał, że da mu na imię Melkor. To takie ładne imię dla chłopca...

- Co?! - wrzasnęła Batman aż wszystkie krużganki Asgardu zadrżały po drugiej stronie linii.
- Nie krzycz tak - rzekł słabo Odyn. - Tylko nie krzycz...
- Coś ty powiedział?! - darła się dziewczyna ignorując problem chronicznego kaca swojego rozmówcy. - Kto jest matką?! Możesz powtórzyc?!
- Nie byłem wtedy trzeźwy... - próbował się wytłumaczyc Odyn.
- Nie byłeś trzeźwy?! Nie byłeś trzeźwy?!!! Przecież ty nigdy nie jesteś trzeźwy! - Akrobatyczka wciągnęła głąbiej powietrze próbując się uspokoic. - No dobrze - rzekła, - o ile dobrze rozumiem chcesz mi powiedziec, że Ragnarok znowu zbliża się wielkimi krokami bo po ziemi jak gdyby nigdy nic chodzi sobie dzieciak Odyna i Złej Wiedźmy?
- Uhu... - przytaknął niepewnie Odyn.
- Słucham?
- To znaczy: tak.
- I nikt z nieśmiertelnych nie może teraz zstąpic na ziemię?!
- Uhu...
- Coś ty do cholery zrobił?!!! - wrzasnęła znowu Batman.
- Tylko nie zaczynaj od nowa - rzucił Odyn. - Problem w tym co mam zrobic teraz.
Po drugiej stronie linii Arkobatyczka przygryzła w zamyśleniu wargę.
- Obawiam się, że znowu będziemy musieli zdac się na śmiertelników - rzekła w niesmakiem.

v Co?!!!
DEMONY WIEDZĄ! BOGOWIE PODEJRZEWAJĄ!
THERE IS NO JUSTICE. THERE IS JUST ME.
"Outside of a dog, a book is man's best friend. Inside a dog, it's too dark to read."
Avatar użytkownika
Eoren żeńska
Bibliotekarz
 
Posty: 1645
Lokalizacja: Nałęczów...KRK
Reputacja: 362

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Marek_Sobczak » 26 wrz 2010, o 16:49

^Dała się poznać jako bardzo utalentowana osoba
>pracuje w niedzielę i w sumie dobrze mu z tym, choć czuje się zmęczony (a to!!? wszy tresuje świetnie :P )
v świetnie wygląda w koronkowej bieliźnie ale rzadko ja zakłada
We’re all stories in the end. Just make it a good one!
Avatar użytkownika
Marek_Sobczak męska
Dyżurny Klasowy
 
Posty: 3122
Lokalizacja: Oxford
Reputacja: 5264

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez grze_tomas_20 » 26 wrz 2010, o 17:59

^ No i się wydało :twisted:. I nie aż tak rzadko :twisted:
^^ Eoren, jak zwykle dałaś czadu. Już mi się w głowie kołaczą nowe pomysły.
> Już za moment, już za chwilkę zapodam kolejny odcinek, dajcie mi ino troszkę czasu do namysłu.
v Jak zawsze...
Avatar użytkownika
grze_tomas_20
Student Magii
 
Posty: 80
Lokalizacja: Gliwice
Reputacja: 20

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez 4jola » 26 wrz 2010, o 22:13

^ Prawie jak zwykle.

>
Eoren napisał(a):Przecież ty nigdy nie jesteś trzeźwy!


To są zwykłe oszczerstwa i kalumnie!Wypraszam sobie.Zdarza się,że jestem trzeźwy...Choć muszę przyznać,że nasza radość z prawie uniknięcia Końca Świata,była oszałamiająco-podniecająca.No i od słowa do słowa...szampan,ostrygi,ambrozja...jakoś tak wyszło...A Kraken miał wolną chatę...
Dobra,dobra,proszę mi tu nie prawić kazań!Się stało i już.


..."Ja im zagram pauzą!Cholera ciężka,carramba!Chałturnicy Ciągów Wydarzeń-do kotleta grać a nie się za rzeczywistośc brać!"
-mamrotał pod nosem Tańczący Między Słowami.
-Rzeczywistości to jest poważna sprawa a nie dyskoteka.Las pallabras są najważniejsze!Ja im pokażę siłę los narrativos completos!
...W odległej równoległości prostopadłej pałeczki Bębniarza zmieniły się z tych do pary,w dwie prawe!Bez możliwości wymiany bo skończył się termin na paragonie!
-Ha!Eat this,sucker!-powiedział mściwie Tańczący po angielsku.Był bardzo zdenerwowany,zwykle wolał hiszpański.
"Nie napiszę im,że do tego jest potrzebna blaszka ukryta sprytnie w Zegarku Przedwiecznych"
-Teraz sobie zmieniaj kurczaka w potwora.
I postawił KROPKĘ na końcu zdania.

...Malutki licznik na kuperku kurczaka,odliczający czas do katastrofy zatrzymał się...


Mały Ejdżej siedział na jabłonce(to na pewno ta z mojego zdjęcia)już dość długo,myślał,dłubał w nosie,myślał znowu,od czasu do czasu przypalał pióra w ogonach ptaków,które nieświadome jego obecności,siadały na gałęziach.
Pupa zaczęła go już boleć,chciało mu się siku i jak zwykle w takich krytycznych momentach,naszło go NATCHNIENIE.
-Co mi szkodzi,spróbuję.Na prezenty to działa.
Popędził do domu jak szalony.Zwolnił przed oknami domu,zaczął iść noga za nogą,żeby wyglądać na zmartwionego,dopóki nie przypomniały mu o sobie nerki i ich kolego pęcherz.Ale ciotka i tak go nie widziała więc zaliczył łazienkę,umył ręce i wszedł do kuchni z bardzo dziwną miną...
-Co ci jest mały?
-Niiic...
-No przecież widzę,że coś cię trapi?
_Co to znaczy trapi?...A nie, nie ważne-Ejdżej zagapił się w okno.
-Mów zaraz...
-Tata do mnie dzwonił-przerwał jej chłopiec.
Dźwięk tłukących się naczyń był wyjątkowo dramatyczny.Ale nie tak jak głos ciotki!
-Cooo?!?!Odyn się do ciebie przy...???
Świadomość,że się wysypała jak amatorka,a za chwilę świadomość,że przecież nie mają telefonu przytruchtały do niej mocno zasapane i niestety spóźnione.Ale bezczelnie niezawstydzone.To nie ich wina!Niech się ciotka teraz gimnastykuje,ha!

Cisza między chłopcem a kobietą była brzemienna w oczekiwanie...

V mam nadzieję,że nie przeszkodziłam...
"My,z matką twoją,rasizmowi mówimy twarde i zdecydowane: raczej nie !"

"-Zamknijcie się sierżancie.Jesteście wolnym trollem.To rozkaz."
Avatar użytkownika
4jola
Pani Palm
 
Posty: 5360
Reputacja: 6042

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez ratharienn » 27 wrz 2010, o 14:14

^
4jola napisał(a):mam nadzieję,że nie przeszkodziłam...

Ależ skąd! Każdy może się wyżyć twórczo. O to tu chodzi. ;)
W ogóle! Raptem cztery dni mnie nie było, a Wyście tyle nadrukowali. Jak jestem codziennie, to nic się nie dzieje... -.-

>
4jola napisał(a):Producent wykonawczy Mody na Sukces jest właśnie w szpitalu,taki go trafił szlag z zazdrości.I dobrze,niech wie,komu może buty czyścić

Jestem pod wrażeniem zmienności nastrojów producenta wykonawczego Mody na Sukces. Tylko żeby chłop na serce nie padł - wtedy mogłoby dojść do punktu krytycznego. Jeśli Serial Wielkich Twarzy się zakończy, będzie to zwiastun Końca Świata...
4jola napisał(a):Zauważyliście,że oddaliliśmy się jakoś od teatralnego klimatu Rewii?Teraz piszemy regularną powieść-rzekę!Zaginął problem dekoracji,kostiumów,ciulu...obsady...

Nowa część, niedługo opiszę kostiumy, a Eoren może narysuje. Reklamówki ciulu na pewno się przydadzą, a w tym tygodniu wprowadzam się na powrót do Wrocławia, więc znowu będę podwędzać rajtuzy współlokatorkom. Obiecuję!
4jola napisał(a):Najlepsze lekarstwo na deprechę.

Tak, miałam to właśnie napisać.
grze_tomas_20 napisał(a):Rath, jak ty to robisz, że jeszcze możesz???

Nie to, że ja coś robię. Dźwigam się z dołów, chwytając wszystkich możliwych opcji. Rewia jest jedną z nich. :)
Dicey Reilly napisał(a):Rath jeśli uznasz to za perfidne wykorzystanie twojego odcinka, to wybacz.

A w życiu! Niczego nie wybaczam! Bo nie mam czego. ;) Wszyscy tu perfidnie wykorzystują odcinki, ciągnąc wątki.
Eoren napisał(a):Rath, ukradłaś mi moje "DEMONY WIEDZĄ..."... (!)

Ej, uznałam, że moglibyśmy przyjąć formę. A to jest już jakaś forma, prawda? Chyba, że to prawa autorskie i inne, to się wycofam z pomysłu, bo nie chcę mieć jeszcze Sądu Najwyższego na karku... :mrgreen:

v Pomimo złej pogody ma dobry humor i możliwe, że będzie to Kiniro. ;)
"Co to za sztuka i kogo w niej gram?"
Avatar użytkownika
ratharienn żeńska
Dziekan
 
Posty: 1840
Lokalizacja: Jelenia Góra/Cieplice (Kraina Elfów)
Reputacja: 1980

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Eoren » 27 wrz 2010, o 16:15

^ To Kiniro wrócił? Bo mi się wydawało, że zwiał jak zażądaliśmy od niego biletów...

>
Ej, uznałam, że moglibyśmy przyjąć formę. A to jest już jakaś forma, prawda? Chyba, że to prawa autorskie i inne, to się wycofam z pomysłu, bo nie chcę mieć jeszcze Sądu Najwyższego na karku... :mrgreen:

Spokojnie. Gdyby to miało prawa autorskie to Sąd Najwyższy (albo i Ostateczny) z Interpolem na doczepkę wisiałyby już mi na karku. Czekajcie, wezmę lusterko i sprawdzę - uf, nie mam nic na karku...
Nowa część, niedługo opiszę kostiumy, a Eoren może narysuje.

Oczywiście, że narysuję. I trzeba jeszcze obsadzic nowe role.
No i się wydało :twisted:. I nie aż tak rzadko :twisted:

Przez Was moje zdrowie psychiczne niedługo na zawsze już powie mi: żegnaj. Ciekawe kiedy?...

v Miłego dnia ;)
THERE IS NO JUSTICE. THERE IS JUST ME.
"Outside of a dog, a book is man's best friend. Inside a dog, it's too dark to read."
Avatar użytkownika
Eoren żeńska
Bibliotekarz
 
Posty: 1645
Lokalizacja: Nałęczów...KRK
Reputacja: 362

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Dicey Reilly » 27 wrz 2010, o 18:30

^ a dziękuję bardzo :D
>
Eoren napisał(a):I trzeba jeszcze obsadzic nowe role.

To ja zgłaszam się do castingu!
Jaśnie Pratchettowe Forum nakręca mnie bardzo pozytywnie! No i wena jest:

Słońce miało się ku zachodowi, tworząc walkę oranżu i błękitu, odbijającą się na powierzchni jeziorka o wodzie przejrzystej jak kryształ. Ptaki ćwierkały, jelenie skubały trawę, a wiewiórki skakały między drzewami tak entuzjastycznie, niebo było jeszcze bardziej pomarańczowe. Wszystko było piękne i niewinne, dopóki ziemia nie zatrzęsła się w odpowiedzi na długie:
- AAARGH!
Bo przecież słońce nie może ani razu zajść sobie spokojnie.

Kilkanaście minut później Zła Wiedźma siedziała pod Drzewem Wisielca rosnącym niedaleko jej chatki. W rzeczywistości była to stara jabłonka. Czas nie przypominał sobie, by kiedykolwiek powieszono na niej człowieka, ale ktoś z zamierzchłej przeszłości uznał, że skoro jest to drzewko przy chatce przeznaczonej dla wiedźm, powinno mieć mrożącą krew w żyłach nazwę. Nawet jeśli miało dwa metry wysokości i dawało słodkie owoce.
Spojrzała w prawo i z rozbawieniem obserwowała jak Loki biega w kółko machając rękami i wykrzykując co chwila: „Przymknij się!”. Ten widok wart był wypicia kilku butelek nalewki.
- Od kiedy bieganie dookoła twojej chatki pomaga na kaca?
- Nie marudź. Jeszcze piętnaście okrążeń. - Przymknęła oczy, a jej twarz wykrzywiła się w złośliwym uśmieszku. Kretyn…
Usłyszała ćwierkanie. Kurczak Zniszczenia wskoczył jej na nogi i zaczął wydzióbywać frędzle na jej szacie. Wiedźma wzięła kurczątko w dłoń i spojrzała w słodkie, czarne oczka. Tykanie wydobywające się z Opóźnionego Zapłonu dawało pewność, że pewne rzeczy są pewne – na swój sposób było to uspokajające. O ile zapomni się o zapowiedzi Ragnaroku. Zła Wiedźma mruknęła coś niezrozumiałego pod nosem i zaczęła zbliżać palec do żółtych piórek na główce. Wtedy znieruchomiała. Coś było nie tak. Czegoś nagle zabrakło w otoczeniu. Rozejrzała się. Słońce nadal było. Ziemia nadal byłą pod jej… no, pod nią całą. Powietrze nadal pachniało jabłkami z Drzewa Wisielca. Loki nadal biegał dookoła chatki.
- Hm… - rzekła tylko. Spojrzała na Kurczaka Zniszczenia. Dlaczego on tak dziwnie patrzy? Odwróciła dłoń i znieruchomiała. Na kuperku licznik pokazywał zastraszające zera. Same zera.
Wstała natychmiast i rozejrzała się. Co robić? W książce było napisane, że Kurczak Zniszczenia Z Opóźnionym Zapłonem po upływie czasu zmieni się w Coś Strasznego. Co teraz? Przecież nie będę tak dalej trzymać go w dłoni!
Myśli przebiegły przez jej umysł szybciej niż upływ sekundy. Wtedy obudziła się w niej Naprawdę Zła Wiedźma. Uśmiechnęła się złośliwie.
- Loki! Łap!
I rzuciła skrzącym się kurczątkiem w stronę biegnącego.

Coś żółtego leciało w jego stronę.
- Na cholerę mi to-ooooo!
Niedobrze odezwał się Lokacjusz.
Kurczak Zniszczenia zaskrzeczał nienaturalnie i wbił oczęta w Lokiego, który podrzucił go do góry i skulił na ziemi, zatykając uszy i zamykając oczy. Ogarnęła go ciemność i cisza – był mistrzem w wyłączaniu zmysłów. Leżał, czekając aż ktoś go uratuje.
Leżał.
Leżał.
Leżał.
- Obudź się!
- Hę?
Włączył wzrok. Ponieważ zobaczył minę Złej Wiedźmy, zaczął tego żałować. Wstał i zaczął otrzepywać się z piachu. O dziwo, Lokacjusz nie odzywał się od kilku długich chwil. Spojrzał do góry. Czuł jak pada mu szczęka. Miał przed sobą kilka ton ognistej masy. Masa miała błoniaste i płonące skrzydła, stała na dwóch potężnych płonących nogach a w jednej z dwóch płonących rąk trzymał rozżarzony bat. Postać pochyliła się ku niemu. Gorąco wydobywające się z rozgrzanych do białości oczu przypalił Lokiemu brwi. Coś, co kiedyś było małym, niewinnym i żółciutkim Kurczakiem Zniszczenia, otworzyło paszczę.
- Tatuś!
Bardzo niedobrze. – odezwał się Lokacjusz.
- AAARGH! – krzyknął Loki
- Spalisz mi dach, ty mały… To jest… Ty wielki skurczybyku! – krzyknęła Zła Wiedźma.

Ay mi morena de mi corazòn!
Bard obudził się z krzykiem. Rozejrzał się chaotycznie i z przestrachem w wytrzeszczonych oczach. Siedział tuż przy resztkach ognia, ściskając do serca swoją lutnię. Nigdzie nie było czarnowłosych facetów chodzących po barze, jednocześnie śpiewając i grając na dziwnych lutniach z długimi gryfami. Był za to leżący Psjezozwierz, co nie było lepszą alternatywą. Przynajmniej nie śpiewał.
Ale za to mówi mi, że jestem Ostatnim Bardem i każe ratować świat! Aha, no i mam załatwić jakiegoś dzieciaka.
- Cześć, koleś. – Psjezozwierz przeciągnął się na pokrytej rosą trawie, po czym wstał i zaczął robić przysiady. – Śniło mi się, że grałeś tak pięknie, że jakiś król uznał, że dostaniesz rękę księżniczki. Nie ma to jak czysty surrealizm, nie?
- Myślisz, że księżniczka by mnie nie chciała?
- Może i by chciała, ale w rzeczywistości król nie mógłby usłyszeć, jak grasz.
- Głodny jestem. – Bard puścił tę uwagę mimo uszu. – Skończyło nam się żarcie.
Psjezozwierz spojrzał w górę. Uśmiechnął się, widząc skaczące między drzewami setki wiewiórek.
- Jadłeś kiedyś gryzonia?
- No… powiedzmy że nie chcę tego powtarzać.
- Szkoda, będziesz dalej głodny. – i skoczył dwa metry do góry. Bard z zauroczeniem patrzył jak towarzysz zatrzymuje się w powietrzu, z krzykami typu : „Aiiiiiia!”, macha zdecydowanie nogami i rękami i ląduje na ziemi. Tuż po nim na trawie wylądował deszcz nieprzytomnych wiewiórek.
- Dobre! – zawołał Bard kilkadziesiąt minut później, oskubując malutką kość z przypieczonego mięsa. – Raz mama dała mi do zjedzenia za karę szczura, ale był obrzydliwy…
- Coś ty! Na surowo z dodatkiem gałki muszkatołowej jest pycha! – Psjezozwierz beknął mistrzowsko i oparł się o pień. Spojrzał na rożen z wiewiórkami i westchnął. – Coś nudno ostatnio. Żadnych trzęsień ziemi, ani nic…
- To może mały rabunek? – rozległ się okrzyk z gęstwiny.
Wtedy zabrzmiał świst i strzała wbiła się w pieniek cal od ucha Psjezozwierza. Bard zamarł patrząc na niebieskie piórka w lotce strzały.
- Błękit Hood! – krzyknął przerażony, wiedząc, że za chwilę z krzaków wyskoczy na nich dwudziestka zaprawionych w boju drabów na czele z chudym mężczyzną z kapturem z niebieskiego atłasu.
- A było tak fajnie… - jęknął Psjezozwierz, biorąc do ręki garść piachu i rozcierając w dłoniach.

v hm... niewątpliwie ktoś bardzo sympatyczny

Obrazek
Skład: 75%Marchewy, 75%Bibliotekarza, 74%Niani Ogg, 64%Rincewinda, 63%Śmierci i 60%Vimesa.
Avatar użytkownika
Dicey Reilly żeńska
Kwestor
 
Posty: 2412
Lokalizacja: Kopalnia pomarańczy
Reputacja: 2500

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Wieża sztuk

Światło na Dysku sunie powoli, ze względu na hamujący efekt potężnego pola magicznego. W tej chwili fragment Krawędzi, na którym leżała wyspa Krull, znajdował się dokładnie pod orbitą małego słońca, zatem wciąż panował tu wczesny wieczór. Było też całkiem ciepło, jako że Krawędź otrzymuje więcej energii i cieszy się łagodnym morskim klimatem.

Mort, dodał(a) Marw

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników

cron