Odcinek Specjalny Sylwestrowo - Noworoczny (jak konkurs w TVP)
> Mam nadzieję, że mała powtórka z rozrywki, którą wplotłam w tekst, dzięki plikowi Marka, pozwoli wszystkim zorientować się na powrót w wątkach i zachęci do dalszego pisania
V. Ten jeden znak był kluczem do całej historii. Nie wiedziała, dlaczego, ale instynktownie czuła, że ta litera zawiera w sobie obietnicę: ciąg dalszy nastąpi. Ale dlaczego znak był wyhaftowany na fartuszku? Jej myśli biegały po błędnym kole. Szarlotka, sałatka, żmijówka, ból głowy, żmijówka… Pewna była tylko jednego. Rzecz jest poważna, potężne moce starły się ze sobą i, jak zwykle w takich wypadkach, narobiły straszliwego bałaganu. Skąd to wiedziała? Czyżby była żywym dowodem na istnienie reinkarnacji? Cóż, wiele mówiący był sam fakt, że dziecięciem w kołysce będąc, znała to słowo. A właśnie, kołyska. Marianna zorientowała się, że jej tylne łapki wystają poza krawędź posłania. Właściwie to prawie opierają się o podłogę. Zastanowiło ją przez chwilę, jak długo jeszcze będzie rosła w tym tempie. Wstała i podeszła do okna. Były w nim zamontowane kraty zapobiegające, może nie tyle włamaniom, co nocnym eskapadom podopiecznych sierocińca, jako że znajdowało się na parterze. Trzeba wykorzystać swoje niewielkie rozmiary póki czas. Po chwili była na zewnątrz. Bezchmurne, rozgwieżdżone niebo, biały śnieg odbijający blask księżyca, błyskawice rozświetlające widnokrąg na zachodzie… zaraz, te ostatnie wcale nie pasowały do tego obrazka. Marianna skoczyła prędko z powrotem do środka, wysunęła się ostrożnie na korytarz i po krótkich poszukiwaniach odnalazła kuchnię. Miała nadzieję, że siostra Wilhelma nie będzie się bardzo gniewać o tę szynkę, a jej prowiant był bardzo potrzebny na długą drogę. Na zachód oczywiście.
***
Ręka trzymająca igłę szarpnęła znowu gwałtownie, wywołując falę dzikich wrzasków, uderzających w okolicy piorunów i koszmarnych przekleństw.
- Nie ruszaj się – mruknęła Zła Wiedźma do leżącego na stole nieszczęśnika – bo ci krzywo pozszywam skórę na boskim pośladku.
- Przyznaj, ała! Przyznaj, że nie masz bladego pojęcia o chirurgii, aaa!!
- Wręcz przeciwnie, kochanieńki. Ja jestem kobieta pracująca, żadnej pracy się nie boję, ale każdej nienawidzę. Pracowałam kiedyś jako pielęgniarka instrumentariuszka i mogłam do woli napatrzeć się na pracę panów doktorów… całkiem przystojnych panów doktorów – dodała po chwili. – Inaczej nie wiedziałabym, jak cię ciąć, żeby ominąć duże naczynia.
- Ty? Aaa! Pielęgniarką?
- A jak? Kradzież materiałów opatrunkowych, podmienianie kroplówek, podstawianie nóg pacjentom z chirurgii urazowej, pobieranie po pięć razy krwi jednorazową igłą… Jako Zła Wiedźma miałam masę roboty. Ciężkiej. I nikt mi za nią nie dziękował. Nawet dziewczę, które złamało nogę w trzech miejscach na podłodze, którą nasmarowałam wazeliną. Leżała potem na wyciągu cztery tygodnie.
- I za to miałaby ci dziękować?
- A pewnie, bo w tym czasie trafił na oddział jej wymarzony książę z bajki, który przejął się losem biedaczki, dotrzymywał jej towarzystwa, gapił się w te sarnie oczy, no i z miejsca się zakochał.
- Aha, z bajki, może jeszcze na białym koniu? Auć!
- Nie, w czarnym Audi, ale zasada ta sama. W tym świecie, mimo braku magii, zostało jeszcze sporo narrativum, ale do tego, by działało, potrzebne są czarne charaktery. Dobra, możesz już podciągnąć spodnie. Teraz wytłumacz mi jedną rzecz. Lutnia została zniszczona, prawda? Przecież to właśnie miał na celu rytuał, przez który zginął ten chłopak, Marcus zdaje się.
- Owszem, co w związku z tym?
- Nie udawaj głupiego! Wiesz przecież, że Lutnia znów się pojawiła i jest prawdziwa, czuję to w kościach.
- Cóż, czy znana jest ci idea światów równoległych? – odparł bóg konwersacyjnym tonem. Miał ochotę wygodnie rozsiąść się w fotelu i zapalić, ale ze względu na… szwy ograniczył się do tego drugiego.
- Nogawki spodni czasu i tego typu rzeczy?
- Właśnie. Istnieje z pewnością wariant rzeczywistości, w której lutnia nie została zniszczona…
- Ale wtedy zostałby unicestwiony cały świat! Przez kretynkę, Matkę Naturę, która sądziła, że odzyska moc, przyzywając tę obmierzłą kreaturę.
- Nie przerywaj! Był ktoś, komu jeszcze bardziej zależało na powrocie waszej trzeciej siostry. Ten ktoś potrafi podróżować między światami, całkiem nieźle tańczyć, ale, jak sądzę, niewiele więcej. Za to miał wystarczający tupet, żeby ukraść Lutnię z jakiegoś innego uniwersum tuż przed momentem zagłady tegoż i przywlec ją tutaj. Uważa pewnie, że tym razem mu się uda. Przywróci magię światu, nie powodując ostatecznego rozchwiania rzeczywistości. Jest w błędzie oczywiście, biedny głupiec. Za to sama idea nie jest zła i może dałoby się wykorzystać Lutnię, skoro już tu jest, ale ten meloman od siedmiu boleści zabiera się do tego zupełnie bez sensu.
- Co ty gadasz?! Mało było problemów? Pewnie, ja też tęsknię za czasami, kiedy mogłam pstryknięciem palca zamieniać ludzi w żaby, ale jak ktoś nie potrafi sobie poradzić z tą ilością narrativum, jaka tu została, to już jego problem – odwróciła się do wyjścia.
- Czekaj.
- Na co? Skoro wszyscy powariowali, nie pozostało mi nic innego jak zrobić im na złość. Ha! Poznają Złą Wiedźmę! – krzyknęła i wyszła, trzaskając drzwiami.
- A ja poczekam. Gdzie też ona mogła ukryć zapas żmijówki?
Za oknem małego, drewnianego domku na drzewie cienie poruszyły się, liście zaszeleściły, a po chwili niewysoka postać ześlizgnęła się po pniu i wylądowała na ziemi na czterech łapach. W jej głowie wszystko zaczęło układać się w logiczną całość. Był czarny charakter, który starał się wszystkim zaszkodzić, ale tak, by zostawić tylną furtkę otwartą dla szczęśliwego zakończenia. Był bóg, który nie ingeruje w nic, by odwrócić kartę dopiero, gdy ludzie doprowadzą swój los do ostatecznego momentu. Był też tajemniczy artefakt, który wszyscy wyrywają sobie z rąk. W takim razie do dopełnienia kompozycji tego typu epickiej historii brakuje już tylko jednego. Marianna wstała i otrzepała futerko z kurzu. Była zdecydowana. Należy zebrać drużynę.
Drogę przeznaczenia wyznaczała jej litera
V
Czy magiczna lutnia trafi do orkiestry?
Kto rozdaje karty - Tańczący czy Prześliczna Wiolonczelistka?
Czy doczekamy się owocu związku Diwy Deotymy i Miecia?
Kim jest Szaman?
Co knuje Loki?
I czy sam to wie?
Na kogo w pierwszej kolejności natrafi rozjuszona Zła Wiedźma?
Czy w drużynie V. więcej będzie stepowania czy różowego ciulu?
DEMONY WIEDZĄ. BOGOWIE PODEJRZEWAJĄ.

