^Dzięki Tobie moja piękna poczułem moc (w bateriach też). Dlatego pomyślałem, czemu by nie skrobnąć odcinka? Myśl przerodziła się w czyn a słowo... no ogólny pogląd macie. Zapraszam na odcinek (prawie jedno wątkowy

).
>
Siostra Wilhelma była dziś strasznie sfrustrowana. Podczas zakupów nie udało jej się zdobyć upragnionego przyrządu do masażu (głupi kod kreskowy i bezwstydna ekspedientka nie czująca w ogóle kobiecej solidarności!) a w dodatku na progu znalazła „koszykarza” zupełnie innego od standardu do jakiego przyzwyczaiło ją wieloletnie doświadczenie. Pierwsze wrażenie było mniej więcej podobne do tego, gdy raz weszła do pokoju przeora bez pukania. Od tamtej pory zawsze puka. Dwa razy, a wcześniej sprawdza czy siostra Leokadia jest w celi. I czy ma na sobie ubranie. Maluch w koszyku, jak to zwykle bywa, powinien być wyposażony w liścik i jakiś magiczny przedmiot, tudzież znamię, ułatwiające jego identyfikację. Tym razem koszyk takowego nie zawierał. Ani liściku, ani korony którą można by po sprzedaży przeznaczyć na rosnące potrzeby klasztoru, ani nawet znamienia. Choć tu się zawahała w osądzie, bo najpierw trzeba by było ogolić maleństwo z futerka porastającego całe jego jestestwo.
Wilhelma podniosła malucha do góry i zdecydowanie oceniła, że to raczej „koszykarka” niż „koszykarz”. Zdziwił ją też fakt posiadania przez maleństwo ogona, ale do póki w komplecie z nim nie szły kopytka, rogi i strach przed święconą wodą wszystko było jak najbardziej do zaakceptowania. Kiedy maluch rozglądał się dookoła podtrzymywany przez niosące miłość dla bliźnich i samej siebie, dłonie siostry Wilhelmy, jej oczom ukazywał się świat całkiem niezwykły. Powiecie, że dla dziecka, które niedawno przyszło na świat byle kuchenna łyżka będzie czymś niezwykle wyjątkowym, bo widzi ją pierwszy raz w życiu. Problem tkwił w tym, że gdy mała dziewczynka rozglądała się po klasztornym ganku wszystko wydawało się do niej wracać. Tak jak gdyby już to kiedyś widziała. Obrazy, które jej maleńkie oczka z brązowymi źrenicami, widzą po raz pierwszy, w duszy dziecka są odległym wspomnieniem budzącym się do życia. Widok wejścia do kuchni, kiedy sistra Wilhelma przełożyła ją na swoje ramiona pod odpowiednim kątem, przypomniał stare nawyki i tęsknotę do bycia gosposią i kucharką. Kiedy przechodziły obok biblioteczki, od razu jej wzrok przyciągnął podręcznik „Jak traktować akwizytorów i okupantów” – podręcznik skrytobójstwa, napisany przez jej profesora z Akademii. Umysł dziecka buntował się wysyłając jej obrazy różowych kucyków zamiast przepisu na „żmijówkę”, jednak wspomnienia wracały do małego ciałka coraz większymi falami.
- Tutaj będziesz spała – Wilhelma rzeczowo przedstawiła sytuację mieszkaniową dzieciaka, wyrywając ją spod wodospadu powracających wspomnień – Kołyska numer 16. Masz szczęście, bo na ten miesiąc już prawie skończyły nam się limity. Uff! Ale ty jesteś ciężka. Jakbyś rosła w oczach. – Wilhelma nie wiedziała, że może mieć wiele racji w swoich domysłach. - Leż tu grzecznie a ja przyniosę ci jakiś kocyk. Przecież nie nakryjemy cię tym fartuszkiem, który miałaś w koszyku.
Siostra zarzuciła fartuszek na ramię i ruszyła do magazynu kocyków dla znajd. Mała dziewczynka w kołysce rzuciła za nią bystrym wzrokiem i wyciągnęła łapki. W drgającym świetle lampy zdołała na niesionym przez zakonnicę fartuszku odczytać wyhaftowany napis: „V. Marianna”.
Marek w mrocznym pokoju pracowicie kończył dzieło rąk swoich. Biały alabaster to materiał z którym bardzo ciężko się pracuje. Jednak już od dobrych kilku dni nie wypuszczał dłuta z rąk. Ostatnio kiedy czegoś z rąk nie wypuszczał tak długo zyskał pseudonim odkurzacz. Kto mógł przewidzieć, że potrawy na stypie stryjenki okażą się aż tak dobre. Dziwne spojrzenia na pracujący ciężko widelec nie peszyły go w ogóle. Nawet gdy ksiądz upominał go, że wieko od trumny to nie jest miejsce na kończenie deseru zaryzykował bezę nad widmo ekskomuniki.
Dziś jednak narzędzie w jego dłoniach nie było widelcem destrukcji. Dłuto tworzyło w twardym kamieniu zapis jego natchnienia. Już od wielu lat taki projekt chodził mu po głowie. Próbował zamknąć w prostym kształcie jego wyobrażenie muzy, damy z alabastru, która potrafiłaby wspierać jego palce w przelewaniu na papier, tego wszystkiego co plącze się po jego głowie. W końcu, w pewien wrześniowy wieczór, odkrył postać idealną do bycia nazwaną muzą.
Prace trwały i trwały. Mogły zakończyć się dużo wcześniej, ale Marek postanowił szczególnie pieczołowicie dopracowywać posąg nieskromnie ubranej damy. Dając upust artystycznej pasji nadał damie kształty idealne (o precyzyjne wymiary w szczególnie newralgicznych miejscach dbał, biorąc miarę we własne ręce i rumieniąc się przy tym obficie) by stojąc przy jego biurku wskazywała myślom dobrą drogę. W końcu dzieło zostało ukończone. Można było przejść do kolejnego.
Herbata gotowa. Palce rozgrzane. Marek usiadł i zaczął pisać. Jednak coś rozkojarzyło go. Jakiś pies czujący wiosnę, albo inne zwierzę postanowiło zwrócić na siebie uwagę za oknem wyjąc jak niezadowolona dama po powrocie męża z baru. Telefon właśnie w tej chwili musiał zadzwonić i niecierpiąca zwłoki sprawa w pracy musiała być pilnie załatwiona a pranie akurat wyjęte z pralki.
Kiedy uporał się z tym wszystkim wyłączył telefon, rzucił laczkiem w czujące wiosnę psy i przelał chłodną już herbatę do imbryka mógł zasiąść do przerwanej pracy. Zanim jednak palce zaczęły flirt z klawiaturą zerknął na stojącą obok damę, z dozą skromności i wstydu, ale i niekłamanej przyjemności, pogładził swoją muzę po alabastrowej piersi na szczęście i powrócił do pracy.
-No to na czym to ja skończyłem Jolu? – rzucił w kierunku stojącej przy biurku muzy - Aha.
„Siostra Wilhelma była dziś strasznie sfrustrowana. Podczas…”
Słowa popłynęły wyjątkowo gładko…
V
Czy magiczna lutnia trafi do orkiestry?
Jaki Plan ma Tańczący?
Kto rozdaje karty - on czy Prześliczna Wiolonczelistka?
Czy Odyn przeżyje?
Czy doczekamy się owocu związku Diwy Deotymy i Miecia?
Jaki udział w historii ma Tony?
Kim jest Szaman?
Czy współpraca Wiedźmy i Odyna może prowadzić do czegoś sensownego?
Co knuje Loki?
I czy sam to wie?
DEMONY WIEDZĄ. BOGOWIE PODEJRZEWAJĄ.