Wieża sztuk

inna gierka oraz Rewia NUTTER

Twórczość własna naszych forumowiczów

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Melissa » 31 gru 2012, o 15:33

^ Mnie tak, dlatego niniejszym: *werble*
Odcinek Specjalny Sylwestrowo - Noworoczny (jak konkurs w TVP)

> Mam nadzieję, że mała powtórka z rozrywki, którą wplotłam w tekst, dzięki plikowi Marka, pozwoli wszystkim zorientować się na powrót w wątkach i zachęci do dalszego pisania :D

V. Ten jeden znak był kluczem do całej historii. Nie wiedziała, dlaczego, ale instynktownie czuła, że ta litera zawiera w sobie obietnicę: ciąg dalszy nastąpi. Ale dlaczego znak był wyhaftowany na fartuszku? Jej myśli biegały po błędnym kole. Szarlotka, sałatka, żmijówka, ból głowy, żmijówka… Pewna była tylko jednego. Rzecz jest poważna, potężne moce starły się ze sobą i, jak zwykle w takich wypadkach, narobiły straszliwego bałaganu. Skąd to wiedziała? Czyżby była żywym dowodem na istnienie reinkarnacji? Cóż, wiele mówiący był sam fakt, że dziecięciem w kołysce będąc, znała to słowo. A właśnie, kołyska. Marianna zorientowała się, że jej tylne łapki wystają poza krawędź posłania. Właściwie to prawie opierają się o podłogę. Zastanowiło ją przez chwilę, jak długo jeszcze będzie rosła w tym tempie. Wstała i podeszła do okna. Były w nim zamontowane kraty zapobiegające, może nie tyle włamaniom, co nocnym eskapadom podopiecznych sierocińca, jako że znajdowało się na parterze. Trzeba wykorzystać swoje niewielkie rozmiary póki czas. Po chwili była na zewnątrz. Bezchmurne, rozgwieżdżone niebo, biały śnieg odbijający blask księżyca, błyskawice rozświetlające widnokrąg na zachodzie… zaraz, te ostatnie wcale nie pasowały do tego obrazka. Marianna skoczyła prędko z powrotem do środka, wysunęła się ostrożnie na korytarz i po krótkich poszukiwaniach odnalazła kuchnię. Miała nadzieję, że siostra Wilhelma nie będzie się bardzo gniewać o tę szynkę, a jej prowiant był bardzo potrzebny na długą drogę. Na zachód oczywiście.

***

Ręka trzymająca igłę szarpnęła znowu gwałtownie, wywołując falę dzikich wrzasków, uderzających w okolicy piorunów i koszmarnych przekleństw.
- Nie ruszaj się – mruknęła Zła Wiedźma do leżącego na stole nieszczęśnika – bo ci krzywo pozszywam skórę na boskim pośladku.
- Przyznaj, ała! Przyznaj, że nie masz bladego pojęcia o chirurgii, aaa!!
- Wręcz przeciwnie, kochanieńki. Ja jestem kobieta pracująca, żadnej pracy się nie boję, ale każdej nienawidzę. Pracowałam kiedyś jako pielęgniarka instrumentariuszka i mogłam do woli napatrzeć się na pracę panów doktorów… całkiem przystojnych panów doktorów – dodała po chwili. – Inaczej nie wiedziałabym, jak cię ciąć, żeby ominąć duże naczynia.
- Ty? Aaa! Pielęgniarką?
- A jak? Kradzież materiałów opatrunkowych, podmienianie kroplówek, podstawianie nóg pacjentom z chirurgii urazowej, pobieranie po pięć razy krwi jednorazową igłą… Jako Zła Wiedźma miałam masę roboty. Ciężkiej. I nikt mi za nią nie dziękował. Nawet dziewczę, które złamało nogę w trzech miejscach na podłodze, którą nasmarowałam wazeliną. Leżała potem na wyciągu cztery tygodnie.
- I za to miałaby ci dziękować?
- A pewnie, bo w tym czasie trafił na oddział jej wymarzony książę z bajki, który przejął się losem biedaczki, dotrzymywał jej towarzystwa, gapił się w te sarnie oczy, no i z miejsca się zakochał.
- Aha, z bajki, może jeszcze na białym koniu? Auć!
- Nie, w czarnym Audi, ale zasada ta sama. W tym świecie, mimo braku magii, zostało jeszcze sporo narrativum, ale do tego, by działało, potrzebne są czarne charaktery. Dobra, możesz już podciągnąć spodnie. Teraz wytłumacz mi jedną rzecz. Lutnia została zniszczona, prawda? Przecież to właśnie miał na celu rytuał, przez który zginął ten chłopak, Marcus zdaje się.
- Owszem, co w związku z tym?
- Nie udawaj głupiego! Wiesz przecież, że Lutnia znów się pojawiła i jest prawdziwa, czuję to w kościach.
- Cóż, czy znana jest ci idea światów równoległych? – odparł bóg konwersacyjnym tonem. Miał ochotę wygodnie rozsiąść się w fotelu i zapalić, ale ze względu na… szwy ograniczył się do tego drugiego.
- Nogawki spodni czasu i tego typu rzeczy?
- Właśnie. Istnieje z pewnością wariant rzeczywistości, w której lutnia nie została zniszczona…
- Ale wtedy zostałby unicestwiony cały świat! Przez kretynkę, Matkę Naturę, która sądziła, że odzyska moc, przyzywając tę obmierzłą kreaturę.
- Nie przerywaj! Był ktoś, komu jeszcze bardziej zależało na powrocie waszej trzeciej siostry. Ten ktoś potrafi podróżować między światami, całkiem nieźle tańczyć, ale, jak sądzę, niewiele więcej. Za to miał wystarczający tupet, żeby ukraść Lutnię z jakiegoś innego uniwersum tuż przed momentem zagłady tegoż i przywlec ją tutaj. Uważa pewnie, że tym razem mu się uda. Przywróci magię światu, nie powodując ostatecznego rozchwiania rzeczywistości. Jest w błędzie oczywiście, biedny głupiec. Za to sama idea nie jest zła i może dałoby się wykorzystać Lutnię, skoro już tu jest, ale ten meloman od siedmiu boleści zabiera się do tego zupełnie bez sensu.
- Co ty gadasz?! Mało było problemów? Pewnie, ja też tęsknię za czasami, kiedy mogłam pstryknięciem palca zamieniać ludzi w żaby, ale jak ktoś nie potrafi sobie poradzić z tą ilością narrativum, jaka tu została, to już jego problem – odwróciła się do wyjścia.
- Czekaj.
- Na co? Skoro wszyscy powariowali, nie pozostało mi nic innego jak zrobić im na złość. Ha! Poznają Złą Wiedźmę! – krzyknęła i wyszła, trzaskając drzwiami.
- A ja poczekam. Gdzie też ona mogła ukryć zapas żmijówki?
Za oknem małego, drewnianego domku na drzewie cienie poruszyły się, liście zaszeleściły, a po chwili niewysoka postać ześlizgnęła się po pniu i wylądowała na ziemi na czterech łapach. W jej głowie wszystko zaczęło układać się w logiczną całość. Był czarny charakter, który starał się wszystkim zaszkodzić, ale tak, by zostawić tylną furtkę otwartą dla szczęśliwego zakończenia. Był bóg, który nie ingeruje w nic, by odwrócić kartę dopiero, gdy ludzie doprowadzą swój los do ostatecznego momentu. Był też tajemniczy artefakt, który wszyscy wyrywają sobie z rąk. W takim razie do dopełnienia kompozycji tego typu epickiej historii brakuje już tylko jednego. Marianna wstała i otrzepała futerko z kurzu. Była zdecydowana. Należy zebrać drużynę.
Drogę przeznaczenia wyznaczała jej litera
V

Czy magiczna lutnia trafi do orkiestry?
Kto rozdaje karty - Tańczący czy Prześliczna Wiolonczelistka?
Czy doczekamy się owocu związku Diwy Deotymy i Miecia?
Kim jest Szaman?
Co knuje Loki?
I czy sam to wie?
Na kogo w pierwszej kolejności natrafi rozjuszona Zła Wiedźma?
Czy w drużynie V. więcej będzie stepowania czy różowego ciulu?

DEMONY WIEDZĄ. BOGOWIE PODEJRZEWAJĄ.
Avatar użytkownika
Melissa
Mag III stopnia
 
Posty: 370
Reputacja: 571

Reklama

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Marek_Sobczak » 1 sty 2013, o 12:10

^ Łaaaaaaaaa! W końcu! :) Rewia Żyje:)!!!
> No to nie pozostaje nic innego jak kontynuować opowieść. Coś czuję, że teraz utrzymamy dobre tempo :)
v nie pozostaje chyba nic innego jak tylko kontynuować tak dobrze rozwijającą się opowieść. Czyżbym czuł kolejny odcinek za rogiem?:)
We’re all stories in the end. Just make it a good one!
Avatar użytkownika
Marek_Sobczak męska
Dyżurny Klasowy
 
Posty: 3122
Lokalizacja: Oxford
Reputacja: 5264

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Melissa » 14 sty 2013, o 21:02

^
>I co? I nikt się nie skusi?
V
Avatar użytkownika
Melissa
Mag III stopnia
 
Posty: 370
Reputacja: 571

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Marek_Sobczak » 21 sty 2014, o 16:03

^ Ja. Bo wygrzebałem był temat mi tak bliski w czeluściach i ucieszyłem się jak dziecko. A wszystko to dzięki Niani. I jej dedykuję ten odcinek.

>
Klemens właśnie próbował zmusić się do oddania moczu, jednak po wizycie wycieczki z Ameryki jego pęcherz był kompletnie pusty. Postanowił, że może składników stałych dodawał do zupy mlecznej nie będzie, dlatego po prostu tradycyjnie doprawił własną śliną, jednak zażartość dyskusji nie pozwoliła mu podać zamówionego dania.
Tańczący dyskutował z Prześliczną Wiolonczelistką. Dyskusja to może zbyt mało powiedziane. Gra wstępna byłaby lepszym słowem, gdyby nie fakt, że nad wszystkim czuwał Klemens Roznosiciel-Jadłopodawca. Po tym jak Tańczący odgarnął kosmyk za ucho Prześlicznej wydarzenia potoczyły się same. Nachylił się nad nią. Ciepło jego oddechu oplotło jej szyję i spłynęło na kształtne piersi (pewna podstawę dla instrumentu) i spływało dalej wzdłuż kręgosłupa sięgając tam, gdzie nie zwykło się sięgać przed piątą randką. W jego oddechu można było wyczuć ciepłe słońce Hiszpanii, niezliczone westchnięcia kobiet i lekki posmak cygara. Tańczący szeptał jej do ucha. Gdyby nie fakt, że mówił jej o swoim planie ten dzień mógłby zakończyć się bardzo ciekawie. Szczególnie, że już od dość dawna nikt nie miał okazji podać Prześlicznej śniadania do łóżka. Niestety pomimo uwodzicielskiej aury Tańczącego i braku przesadnych oporów ze strony Prześlicznej było to spotkanie czysto biznesowe.
- Dlatego właśnie to jedyne rozwiązanie. - podsumował Tańczący.
-Co ty bredzisz? Przecież to bez sensu. W jakim równoległym świecie jakiś obdartus ulicy zaczyna karierę w profesjonalnej orkiestrze? Co to jakiś samouk? Jakiś geniusz muzyczny w przebraniu dający koncerty na ulicy?
-Zdecydowanie nie mi bella. Kompletne beztalencie. Poza graniem na nerwach nie umie zbyt wiele. Ale nie ważne jest kim jest. Ważne czyją krew nosi w swoich żyłach. – Tańczący z grymasem bólu odsunął swoją rękę od włosów Wiolonczelistki. Zerknął na maleńkie nakłucie na kciuku i wyciągnął z niego coś co wyglądało jak igła. – Jestem przekonany, że w odpowiednich okolicznościach magicznych będzie w stanie zagrać niepowtarzalną melodię. Mogę dać Ci moje słowo.
-To nie dorzeczne. Nie ma żadnych szans! Przecież dzieciak musiał by przejść egzaminy wstępne. I dyrektor opery musiałby go zaakceptować. To nie jest jakaś podejrzana speluna dla chałturników. Zdecydowanie mniej nam płacą. Przykro mi, ale nie mogę Ci pomóc. Musisz znaleźć inne rozwiązanie.

W tym czasie Klemens zapatrzony w biust Prześlicznej niezgrabnie podał zupę mleczną Tańczącemu rozlewając połowę na stół a drugą połowę wykorzystując do moczenia palców. Przez nieuwagę popatrzył głęboko w oczy Tańczącego chcąc zawodowo, z zupełnym brakiem szczerości, wyrazić swoje największe ubolewanie. Niestety zbyt głęboko. Dla jego duszy nie było już ratunku. Bezwładne ciało osunęło się na podłogę wywołując zamieszanie i wrzaski w całej kawiarni.
Prześliczna chciała rzucić się na pomoc jej znajomemu kelnerowi, ale Tańczący złapał ją za rękę nie pozwalając się nawet ruszyć z miejsca.
-Jesteś pewna mi bella?
Prześliczna poczuła przejmującą siłę zmuszającą ją do spojrzenia wprost w ukryte pod kapeluszem oczy Tańczącego.
-Dobrze. Zrobię to. Przyrzekam. Lutnia zagra w orkiestrze!

Wśród harmidru mało kto zauważył, że przed drzwiami kawiarni zaparkował właśnie Harley z dość ciekawym kierowcą.

Czy doczekamy się owocu związku Diwy Deotymy i Miecia?
Kim jest Szaman?
Co knuje Loki?
Na kogo w pierwszej kolejności natrafi rozjuszona Zła Wiedźma?
Czy w drużynie V. więcej będzie stepowania czy różowego ciulu?

DEMONY WIEDZĄ. BOGOWIE PODEJRZEWAJĄ.

v o i tyle. Mam nadzieję, że zreanimujemy jedno z najfajniejszych dzieci tego forum.
Prawda?
We’re all stories in the end. Just make it a good one!
Avatar użytkownika
Marek_Sobczak męska
Dyżurny Klasowy
 
Posty: 3122
Lokalizacja: Oxford
Reputacja: 5264

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez nanny_ogg » 21 sty 2014, o 17:04

^ Dziękuję Mareczku, nic nie zrobiłam przecież...
> Najbardziej utkwił mi w pamięci Biust, biust jest ważny, ciul jest ważny, niech Rewia ożyje!
vKreatywne mymłonowe żuczki łączcie się, pomóżcie zreanimować to najbardziej czarujące dziecko forumowych rodziców... :roll:
Everything in life I share, except of course my teddy bear.
Avatar użytkownika
nanny_ogg żeńska
Plantopecha
 
Posty: 2903
Lokalizacja: Albion...
Reputacja: 3912

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Marek_Sobczak » 17 kwi 2014, o 18:02

^ nic?
>Szkoda, że Rewia drepcze w miejscu. Nie chcę pisać kolejnego odcinka, bo to nie ma być praca pojedynczego autora... Nie o to w tym chodzi.
v to jak? Może na święta uda się złapać chwilkę czasu na drobny upust talentu drodzy Autorzy?
We’re all stories in the end. Just make it a good one!
Avatar użytkownika
Marek_Sobczak męska
Dyżurny Klasowy
 
Posty: 3122
Lokalizacja: Oxford
Reputacja: 5264

Poprzednia strona

Powrót do Wieża sztuk

Trymon nie uśmiechał się zbyt często, lubił liczby i przedziwne schematy struktur organizacyjnych, na których była masa strzałek wskazujących inne kwadraciki. Krótko mówiąc, był takim człowiekiem, który potrafi użyć słowa "personel" i nie żartować.

Blask fantastyczny, dodał(a) Kinga

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników

cron