Wieża sztuk

inna gierka oraz Rewia NUTTER

Twórczość własna naszych forumowiczów

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez ratharienn » 1 paź 2010, o 20:24

^ Owszem, ja. :mrgreen: Zgadła i należą jej się brawa! :clap: :clap:
> Mam zastrzeżenie:
grace napisał(a):nie do końca zgadzam się z tym zamawianiem odcinków. To może działać tylko i wyłącznie wtedy, kiedy zamawiający ma zamiar wkleić odcinek w ciągu np. godziny, czy dwóch. A bywa tak, że ktoś klepnie, a potem rewia leży i zdycha, bo jakoś ten obiecany odcinek się nie pojawia.

Czyżby to była jakaś aluzja do mojej osoby? Wiem, że ostatnio przetrzymywałam odcinek, ale go w końcu napisałam. ;) Myślę, że Twoje rozwiązanie, choć mądre i logiczne, jest trochę niesprawiedliwe.
Eoren napisał(a):Oj, Grace, gdyby to było, że się odcinek tak szybko pisze to by było pięknie. Myślę, że jeden, powiedzmy dwa dni czekania na zamówiony odcinek powinny byc liczbą całkiem odpowiednią. Poza tym wystarczy trochę taktu i rozsądku i powinno byc dobrze. Przez tyle czasu dawaliśmy sobie jakoś radę bez drastycznych ograniczeń liczbowych...

Tak, jestem "za". Nie wprowadzajmy ograniczeń. Skoro ktoś zamówił, to jego obowiązkiem jest albo dodać, albo zrzec się. No, to pojechałam z mądrością... :roll:
Popieram Eoren również w dalszej części - zachowujmy ten porządek, bo potem czytam i nie mam pojęcia, skąd wziął się Kurczak Zagłady, a także nagle sześćset innych i cała akcja skupia się na licznikach w ich kuperkach i momencie nastania końca, a nikt nie przejął się za bardzo, że mały EjDżej dowiedział się, kto jest jego ojcem (i to nie z Pudelka, a to w naszych czasach trzeba chwalić!). Ejment.
v Ktoś, kto ma dobry humor, bo udał mu się dzień.
"Co to za sztuka i kogo w niej gram?"
Avatar użytkownika
ratharienn żeńska
Dziekan
 
Posty: 1840
Lokalizacja: Jelenia Góra/Cieplice (Kraina Elfów)
Reputacja: 1980

Reklama

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Eoren » 1 paź 2010, o 20:56

^ Dziękuję. W sumie to mam.

Napisałam odcinek, który jest w sumie sklejeniem dwóch poprzednich według mojej wizji. Co prawda Marek się jeszcze nie wypowiedziała ale może nawet lepiej, wypowie się jak przeczyta... Oto i on:

Słońce miało się ku zachodowi, tworząc walkę oranżu i błękitu, odbijającą się na powierzchni jeziorka o wodzie przejrzystej jak kryształ. Ptaki ćwierkały, jelenie skubały trawę, a wiewiórki skakały między drzewami tak entuzjastycznie, niebo było jeszcze bardziej pomarańczowe. Wszystko było piękne i niewinne, dopóki ziemia nie zatrzęsła się w odpowiedzi na długie:
- AAARGH!
Bo przecież słońce nie może ani razu zajść sobie spokojnie.

Kilkanaście minut później Zła Wiedźma siedziała pod Drzewem Wisielca rosnącym niedaleko jej chatki. W rzeczywistości była to stara jabłonka. Czas nie przypominał sobie, by kiedykolwiek powieszono na niej człowieka, ale ktoś z zamierzchłej przeszłości uznał, że skoro jest to drzewko przy chatce przeznaczonej dla wiedźm, powinno mieć mrożącą krew w żyłach nazwę. Nawet jeśli miało dwa metry wysokości i dawało słodkie owoce.
Spojrzała w prawo i z rozbawieniem obserwowała jak Loki biega w kółko machając rękami i wykrzykując co chwila: „Przymknij się!”. Ten widok wart był wypicia kilku butelek nalewki.
- Od kiedy bieganie dookoła twojej chatki pomaga na kaca?
- Nie marudź. Jeszcze piętnaście okrążeń - przymknęła oczy, a jej twarz wykrzywiła się w złośliwym uśmieszku. Kretyn…
Usłyszała ćwierkanie. Kurczak Zniszczenia wskoczył jej na nogi i zaczął wydzióbywać frędzle na jej szacie. Wiedźma wzięła kurczątko w dłoń i spojrzała w słodkie, czarne oczka. Tykanie wydobywające się z Opóźnionego Zapłonu dawało pewność, że pewne rzeczy są pewne – na swój sposób było to uspokajające. O ile zapomni się o zapowiedzi Ragnaroku. Zła Wiedźma mruknęła coś niezrozumiałego pod nosem i zaczęła zbliżać palec do żółtych piórek na główce. Wtedy znieruchomiała. Coś było nie tak. Czegoś nagle zabrakło w otoczeniu. Rozejrzała się. Słońce nadal było. Ziemia nadal byłą pod jej… no, pod nią całą. Powietrze nadal pachniało jabłkami z Drzewa Wisielca. Loki nadal biegał dookoła chatki.
- Hm… - rzekła tylko.
Spojrzała na Kurczaka Zniszczenia. Dlaczego on tak dziwnie patrzy? Odwróciła dłoń i znieruchomiała. Na kuperku licznik pokazywał zastraszające zera. Same zera.
Wstała natychmiast i rozejrzała się. Co robić? W książce było napisane, że Kurczak Zniszczenia Z Opóźnionym Zapłonem po upływie czasu zmieni się w Coś Strasznego. Co teraz? Przecież nie będę tak dalej trzymać go w dłoni!
Myśli przebiegły przez jej umysł szybciej niż upływ sekundy. Wtedy obudziła się w niej Naprawdę Zła Wiedźma. Uśmiechnęła się złośliwie.
- Loki! Łap!
I rzuciła skrzącym się kurczątkiem w stronę biegnącego.

Coś żółtego leciało w jego stronę.
- Na cholerę mi to-ooooo!
"Niedobrze odezwał się Lokacjusz.
Kurczak Zniszczenia zaskrzeczał nienaturalnie i wbił oczęta w Lokiego, który podrzucił go do góry i skulił na ziemi, zatykając uszy i zamykając oczy. Ogarnęła go ciemność i cisza – był mistrzem w wyłączaniu zmysłów. Leżał, czekając aż ktoś go uratuje.
Leżał.
Leżał.
Leżał.
- Obudź się!
- Hę?
Włączył wzrok. Ponieważ zobaczył minę Złej Wiedźmy, zaczął tego żałować. Wstał i zaczął otrzepywać się z piachu. O dziwo, Lokacjusz nie odzywał się od kilku długich chwil. Spojrzał do góry. Na wszelki wypadek zasłonił jedno oko nie chcąc zobaczyc tego co mógł przypadkiem... zobaczyc. Drugie oko Lokiego pozostało niezasłonięte ponieważ Lokacjusz już się trochę otrząsnął i zaczął powoli dochodzic do głosu a on chciał się dobrze przyjrzec sytuacji. Tak więc Loki spojrzał jednym okiem w górę. Spodziewał się spadających gwiazd, buchających płomieni i nieba zwijającego się niczym księga. I faktycznie, niebo tam było jednak jednolicie błękitne jeśli nie liczyc pojedynczych cumulusów. Nie wykazywało też najmniejszych chęci zwijania się. W takiej sytuacji wzrok Lokiego powędrował w dół. U jego stóp, ku bezbrzeżnego zdumienia zarówno jego jak i Lokacjusza, stało maleńkie kurczątko. Zapiszczało. Loki skierował pytający wzrok ku Złej Wiedźmie.
- A ilustracja w księdze? - zapytał.
Zła Wiedźma podeszła bliżej i czubkiem buta szturchnęła lekko kurczątko. Wzruszyła obojętnie ramionami.
- Nic z tego - oświadczyła. - Rozbroił się.
- Jak to? Sam?
- Nie. Z rodziną i przyjaciółmi - odparła kąśliwie. - Co się głupio pytasz.
- Ale skoro się rozbroił to co z Ragnarokiem?
Wzrok Złej Wiedźmy rozbłysnął złowieszczo.
- To tylko kwestia czasu...
- Co możemy teraz zrobic? - dopytywał się Loki.
- A wiesz co - odparła - chyba wiem. Przypomniałam sobie gdzie schowałam ostatnią butelkę żmijówki...

- Ay mi morena de mi corazòn!
Bard obudził się z krzykiem. Rozejrzał się chaotycznie i z przestrachem w wytrzeszczonych oczach. Siedział tuż przy resztkach ognia, ściskając do serca swoją lutnię. Nigdzie nie było czarnowłosych facetów chodzących po barze, jednocześnie śpiewając i grając na dziwnych lutniach z długimi gryfami. Był za to leżący Psjezozwierz, co nie było lepszą alternatywą. Przynajmniej nie śpiewał.
Ale za to mówi mi, że jestem Ostatnim Bardem i każe ratować świat! Aha, no i mam załatwić jakiegoś dzieciaka.
- Cześć, koleś. – Psjezozwierz przeciągnął się na pokrytej rosą trawie, po czym wstał i zaczął robić przysiady. – Śniło mi się, że grałeś tak pięknie, że jakiś król uznał, że dostaniesz rękę księżniczki. Nie ma to jak czysty surrealizm, nie?
- Myślisz, że księżniczka by mnie nie chciała?
- Może i by chciała, ale w rzeczywistości król nie mógłby usłyszeć, jak grasz.
Bard puścił tę uwagę mimo uszu.
– Coś nudno ostatnio - spróbował zagaic nowy wątek rozmowy. - Żadnych trzęsień ziemi, ani nic…
- To może mały rabunek? – rozległ się okrzyk z gęstwiny.
Wtedy zabrzmiał świst i strzała wbiła się w pieniek cal od ucha Psjezozwierza. Bard zamarł patrząc na niebieskie piórka w lotce strzały.
- Błękit Hood! – krzyknął przerażony, wiedząc, że za chwilę z krzaków wyskoczy na nich dwudziestka zaprawionych w boju drabów na czele z chudym mężczyzną z kapturem z niebieskiego atłasu.
- A było tak fajnie… - jęknął Psjezozwierz, biorąc do ręki garść piachu i rozcierając w dłoniach.

Tymczasem w chatce Złej Wiedźmy rozległy się kroki. Bardzo niewielkie kroki, można by wręcz powiedziec kroczki. Nikt ich nie usłyszał ponieważ dwie obecne w chatce osoby nie były w tej chwili w stanie usłyszec czegokolwiek. Spowodowane było to, iż Loki aktualnie spał zwisając ze stołu w stylu swobodnym zaś Zła Wiedźma katatonicznie wpatrywała się w jeden punkt na ścianie, który pod tymi wszystkimi pajęczynami mógł kryc stary dagerotyp małego chłopca, tak więc żadne dźwięki raczej nie miały szans przedostac się do świadomości tej dwójki. Tak więc, kroki pozostały nieusłyszane, co samo w sobie poddaje fakt ich istnienia. Gdyby jednak zaryzykowac i dla celów czysto teoretycznie uznac iż istniały mogłby wtedy należec do malutkiego Zablokowanego Kurczaka Zagłady, który na swoich maleńkich nóżkach przedostał się przez niedomknięte drzwi chatki i ruszył w świat w poszukiwaniu Blaszki z Zegarka Przedwiecznych dzięki, której licznik znów by ruszył radośnie odmierzając czas do Ragnaroku...

Kilka godzin wcześniej w gabinecie Franka Błękit Hooda cisza odbijała się echem od wyposażenia pokoju (szczególnie nabierała rozpędu w nadmuchiwanym basenie [o standard trzeba dbać] a potem? Potem powoli acz skutecznie docierała do biurka. Na tym droga się kończyła, gdyż poza biurkiem i nadmuchiwanym basenem w gabinecie franka nie było niczego więcej). Czekał już od dłuższego czasu na kolejnego (nie oszukujmy się pierwszego) klienta. Ciężko było o chętnych do korzystania z usług prywatnych detektywów. Czekał tak długo, że zawartość wody do kurzu w basenie wynosiła 2:1 (co zdecydowanie uniemożliwiało pierwotny zamiar zwabiania tam podstępnie nagich dziewic i proponowanie im usług SPA.)
Nagle jednak drzwi otworzyły się z impetem (zatrzymując na ścianie następnego w kolejności gabinetu bezzębnej cyganki – jedynej pani z okoli wciąż chętnej na korzystanie z basenu).
Frank ze stoickim spokojem przerwał picie tequili, nasunął kapelusz na głowę i podał rękę nieznajomemu.
- Witam. Nazywam się Frank Błękit Hood . W czym mogę – tu przyjrzał się dokładnie, próbując dyskretnie odnaleźć oznaki płci postaci która weszła do jego biura. Po kilku sekundach jego opiewana w pieśniach spostrzegawczość zadziałała i zauważył lewoskrętny sposób zapinania sandałów, co jednoznacznie definiowało płeć – Pani pomóc?.
Frank zwykł był każdą damę lustrować od stóp do głowy. Wodził po zgrabnych łydkach, łechcił kolanka oplatającym spojrzeniem, w tym miejscu zwykle upadały mu na podłogę dokumenty, czyniąc okazję do ocenienia jakości (miał jedną skalę – brak, koronka, barchany, spodnie) bielizny noszonej przez klientkę. W tym wypadku owłosione kostki odwiodły go od tradycyjnego postępowania.
- mam dla Pana zadanie – odparła nieznajoma, a jej dolna warga zamiast poruszać się w synchronizmie z górną opadła odsłaniając stan uzębienia odpowiadający stanowi upalczenia drwala z doświadczeniem. – Z mojej farmy zniknął Kurczak zagłady. Ostatni ślad prowadził na ziemię. Niestety nie mogę go sama odszukać, ze względu na – tu wciągnęła powietrze powodując falowanie dolnej wargi podobne do ruchu firanki na wietrze – pewne komplikację, nie mogę tu przebywać. Jak Pan sam widzi, bardzo źle to na mnie wpływa.
Frank wolałby nie widzieć, ale niestety widział. W końcu zrozumiał sens wyrażenia sypać się jak kamienica w Sarajewie.
- Czy ma pani jakieś poszlaki? Kobieta zrobiła zdziwiona minę i zaczęła zdejmować (ku przerażeniu Franka) wierzchnią odzież.
- Tak, tu – wskazała lewą pierś, zwisającą swobodnie w okolicach kolana i na pierwszy rzut oka dyndającą równo z wahadłem zegara – Blizna Po Ostatniej Potyczce z Lokim – a tu z tyłu…
Tego było za wiele jak na słabe serce Błękit Hooda
- Jakieś ślady!! Ślady czy jakieś zostawił złoczyńca? – wykrzyknął spanikowany, jednak nie zdołał się ustrzec przed widokiem wyglądającej jak kalafior pupy Nieznajomej.
- Nic poza wstrętnym zapachem i śladem ośmionożnego konia.
Frank dzięki swej przebiegłości szybko złożył fakty w całość i wygrzebał spod biurka swoje poczucie dobrego smaku. Kiedy się otrząsnął z pierwszego szoku w pokoju już nikogo nie było. Na jego biurku leżał liścik z miejscem kolejnego spotkania oraz pokaźna suma pieniędzy, które Błękit Hood szybko schował w sakwie
- Więc szykuje się kolejne (nie oszukujmy się - pierwsze) zadanie. Przypiął do pasa miecz, nałożył płaszcz i kapelusz z błękitnymi piórami. Po zapięciu płaszcza wyglądał na posiadającego dużo większe atrybuty męskości niż w rzeczywistości (po prostu miecz założył z złą stronę i sterczał on z przodu zamiast opadać spokojnie przy nodze). Tak przygotowany ruszył na poszukiwania zaginionego Kurczaka. Trop wiódł do ciemnego lasu… Przynajmniej tak mu się wydawało…
Wielu posądzało go o zapędy homo (co nie było takie bezpodstawne - w końcu kto normalny ubiera rajstopy i płaszcz jednocześnie na wielgachnego umięśnionego faceta?). Zza krzaków usłyszał szum... Spanikował trochę, a miecz wyprostował się bardziej niż zwykle. Był gotowy na najgorsze.

Ciotka EjDżeja wracała do domu. Westchnęła - tak trudno jest cały czas dbac o losy świata i jednocześnie opiekowac się ośmiolatkiem. Gdyby nie on i nie stanowcze życzenie jego ojca aby chłopiec nie miał nic wspólnego z istotami nie z tego świata mogłaby zwyczajnie wleciec przez okno. A tak musiała zatrzymac się za rogiem, wyciągnąc różdżkę z torebki i zastosowac czar przemiany. Dziecko mogłoby się śmiertelnie przerazic gdyby zobaczyło ją w takiej postac w jakiej odwiedziła detektywa. Uśmiechnęła się pod nosem - to był świetny plan udac kogoś, kto nie może przebywac na ziemi. W tej sytuacji było to zrozumiałe chociaż nie była pewna czy detektyw w ogóle się zorientował o co chodziło w jej sprytnym kamuflażu. Przez chwilę naszła ją niespokojna myśl czy z pewnością zatrudniła właściwego człowieka. Po chwili jednak ustąpiła ona miejsca drugiej myśli - niepokojowi o EjDżeja. Już ponad godzinę temu zostawiła go w domu magicznie uśpionego by zyskac czas na wizytę u Franka Błękita Hooda i przygotowac się na wybuch chłopca. Należało się go spodziewac, w końcu dopiero co dowiedział się, że jogo ojcem jest Odyn. "Zawsze mogło byc gorzej - pomyślała. - W końcu mógł się dowiedziec o matce..." No właśnie, i jeszcze to. Jej ukochana siostrunia przez całe ich wielusetletnie życie spędzała jej sen z powiek. Ciocia EjDżeja zatrzymała się przed domem i spojrzała z niepokojem w okno sypialni swego siostrzeńca. Po takiej dawce magii powinien właśnie smacznie spac ale z tym chłopcem nic nie wiadomo. Nerwowo przeszukiwała torebkę w poszukiwaniu kluczy. W końcu znalazła je, po kilku próbach udało jej się nawet trafic w dziurkę od klucza i otworzyc drzwi. Matka Natura westchnęła i weszła do domu myśląc o rozmowie jaką za chwilę będzie musiała odbyc z EjDżejem...

v Czy Frank odnajdzie Kurczaka Matki Natury? Co spotka Barda i Dżeka? Jak zareaguje EjDżej? Czy Zła Wiedźma będzie próbowała odnaleźc syna? Co uczyni Odyn i jak pomoże mu w tym Akrobatyczka vel Batman?I czy Kurczak Zagłady znajdzie Blaszkę, która sprowadzi na świat Ragnarok?
DEMONY WIEDZĄ! BOGOWIE PODEJRZEWAJĄ!

*
nie mam pojęcia, skąd wziął się Kurczak Zagłady, a także nagle sześćset innych i cała akcja skupia się na licznikach w ich kuperkach i momencie nastania końca, a nikt nie przejął się za bardzo, że mały EjDżej dowiedział się, kto jest jego ojcem (i to nie z Pudelka, a to w naszych czasach trzeba chwalić!).

Tak tylko gwoli przypomnienia - Kurczak wziął się z Błędu Muzyków Powiązanych Przestrzeni. To było wtedy kiedy Batman spytała Odyna dlaczego nie przysłał Hermesa. Słowo "Hermes" nie w tej mitologii co trzeba spowodowało Błąd. Dobrze rozumiem, prawda?
**I jak moje sklejenie odcinków? Dajcie znac.
***No i przypominam, że trzeba obsadzic nowe role. Marek, chcesz byc Frankiem Hoodem? Jeśli tak to zostaje jeszcze EjDżej, Matka Natura i Psjeżoziwerz. Jako tego ostatniego widziałabym Qfasa, bo chociaż nas aktualnie opuścił to kto inny jeśli nie on?****
****Pamiętacie tamto zdjęcie? :mrgreen:
THERE IS NO JUSTICE. THERE IS JUST ME.
"Outside of a dog, a book is man's best friend. Inside a dog, it's too dark to read."
Avatar użytkownika
Eoren żeńska
Bibliotekarz
 
Posty: 1645
Lokalizacja: Nałęczów...KRK
Reputacja: 362

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Dicey Reilly » 2 paź 2010, o 16:09

^mi się podoba i nie ma w tym żadnej wazeliny
>no ja już wcześniej zgłaszałam się do castingu tak że jakakolwiek rola, również męska, by mi odpowiadała - wszystko jest kwestią wczucia się:D
v a nie wiem... może też wyrazi swoje zdanie

Obrazek
Skład: 75%Marchewy, 75%Bibliotekarza, 74%Niani Ogg, 64%Rincewinda, 63%Śmierci i 60%Vimesa.
Avatar użytkownika
Dicey Reilly żeńska
Kwestor
 
Posty: 2412
Lokalizacja: Kopalnia pomarańczy
Reputacja: 2500

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Marek_Sobczak » 2 paź 2010, o 19:25

^ wyrazi
> zadeklarowałem się jako Frank znany jako Błękid Hood. Postaram sie godnie poprowadzić ten wątek i posłużyć swoim piórem. Powoli będę się bawił w novy odcinek. Pora skonfrontowac sławny miecz Franka z przeznaczeniem:)
v zrobi striptiz przed lustrem i stwierdzi, że ma niezły tyłek. a potem zada pytanie o odpowiedni motyw muzyczny dla detektywa szukającego Kurczaka Zagłady.
We’re all stories in the end. Just make it a good one!
Avatar użytkownika
Marek_Sobczak męska
Dyżurny Klasowy
 
Posty: 3122
Lokalizacja: Oxford
Reputacja: 5264

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez 4jola » 2 paź 2010, o 22:47

^ Już po wszystkiem.! Całkiem niezły jeszcze.( :) )
> Pytam o motyw muzyczny dla detektywa szukającego KZ.
-Jaki motyw muzyczny?
Obawiam się,że nasz nadworny muzyk się zbiesił i nas porzucił dla innych...!

FAŁ Odyn czeka na sprostowanie,że niby jest WIECZNIE pijany!

Nieśmiertelność zobowiązuje a poza tym ambrozja ostatnio szybko fermentuje.Chyba klimat się ociepla...

Czekam....(tupanie nogą.Niecierpliwe)
"My,z matką twoją,rasizmowi mówimy twarde i zdecydowane: raczej nie !"

"-Zamknijcie się sierżancie.Jesteście wolnym trollem.To rozkaz."
Avatar użytkownika
4jola
Pani Palm
 
Posty: 5360
Reputacja: 6042

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Dicey Reilly » 4 paź 2010, o 20:49

^ nie wiem, czy spełnię oczekiwania...
> kolejny odcinek w moim prowykonaniu. Kurczę, trzeba było patrzeć na pytania z poprzedniej części, już nie było tak swobodnie. Chyba nie ominęłam żadnego punktu...

Z życiem jest tak, że każdy czegoś szuka. Mrówki szukają pokarmu dla królowej i larw. Wielbłądy szukają wody dla siebie, by przetrwać. Kurczak Zagłady szukał Blaszki Ragnaroku, dla wewnętrznego głosu (a raczej pisku), przypominającemu mu o swoim przeznaczeniu.
Ciemny las był zdaniem wielu poszukiwaczy dobrym miejscem na rozpoczęcia wędrówki. Kurczak Zagłady dreptał między zaroślami, rozglądając się za blaszką. Widząc znacznie większe od niego trawy, jeszcze większe paprocie i gigantyczne drzewa, westchnął. A przynajmniej zachował się na sposób przypominający u ludzi westchnienie. Było mu dobrze w chatce tamtej kobiety. Dostawał ziarna pod dostatkiem, klatka choć wisząca dwa metry nad ziemią, była wyściełana słomą a mężczyzna z lokami był ciekawym obiektem do obserwacji. Wszystko byłoby piękne, gdyby nie zatrzymanie się licznika, a po tym Zew. Tęsknił za charakterystycznym tykaniem pochodzącym z kuperka – działał bardzo uspokajająco a z towarzyszącym mu drżeniem nie mógł równać się żaden rodzaj masażu. Z powodu tego jakże znaczącego braku miał kłopoty z chodzeniem – już żadne wibracje nie pomagały mu w utrzymaniu równowagi. Co parę minut przewracał się, wykonując przy okazji dwa przewrotu w przód. Co najgorsze, gdy próbował wstać, Zew podkręcał głośniki i domagał się dążenia ku przeznaczeniu z jeszcze większym entuzjazmem. Powtarzające się piski w umyśle były bardzo uciążliwe, zwłaszcza że Kurczak Zagłady miał dość małą głowę. Blaszka Ragnaroku! Blaszka Ragnaroku! – te piski spędzały Kurczakowi sen z powiek.
Kilka godzin wcześniej dostrzegł wyraźny ślad pozostawiony po blaszce. Musiała leżeć dwa dni w wysychającym błocie, a potem ktoś ją podniósł i chamsko sobie przywłaszczył. Na szczęście zostawiał ślady…
O! Ziarno!
Nie upłynęła sekunda, a już dziobał pożywienie z ziemi. Ponieważ skupienie na jedzeniu ogarnęło Kurczakiem, nie zastanawiał się, skąd wśród krzaków i paproci tyle ziarna pszenicy ułożonych w zgrabny kopczyk.
-Mam cię!

- Ach! Cholerny ty…! – rozległo się kilkanaście minut później. Frank Błękit Hood siedział na przewróconym drzewie nieźle wnerwiony, masując kolano. Nie rozumiał, jak tępemu kurczakowi udało się mu uciec. No, fakt, gęste paprocie nie były na korzyść detektywa, nawet jeśli cel był wyróżniająco się żółty. Podobnie było z wystającymi korzeniami, które skutecznie wytrącały go z rytmu biegu i o które zaplątywała sieć, rzucana nieudolnie w stronę zwinnie uciekającego kurczaka. Nie wziął też pod uwagę, że przypięty w złą stronę miecz może być znacznym utrudnieniem.
- Spokojnie, to dopiero pierwszy dzień. – uspokajał się. – Jeśli znalazłeś go tak szybko, to z drugim razem nie będzie już problemu.
Wstał, wzruszył ramionami dla rozluźnienia mięśni, poprawił pasek z kołczanem, poprawił niebieski kapelusz i ruszył dalej. Długi miecz przebijał przestrzeń, zanim ona osiągnęła styczność z ciałem Franka. Był zły. Dodatkowo zaczęła dopadać go depresja. Tęsknił za dawnym życiem. Jako głowa dwudziestu zaprawionych w boju drabów stał się żywą legendą – każdy po zobaczeniu wbitej w drzewo strzały o niebieskich lotkach krzyczał przerażony: „Błękit Hood!”, jednocześnie spodziewając się grupy rabusiów. A teraz? Towarzysze broni po kilkudniowym strajku odeszli, zapewniając że to nic osobistego…
- Po prostu zatęsknili do żon?! Jasne… - mruknął do siebie.
… a on musiał przeskoczyć na inną gałąź gospodarki. Fucha detektywa zdawała się bardzo interesująca – biurko, nadmuchiwany basen, żyć nie umierać! Aż otrzymał zlecenie. Znaleźć Kurczaka Zagłady. No i teraz bolało go kolano.
Zatrzymał się słysząc dwa męskie głosy pochodzące zza drzew. Z uśmiechem zobaczył małe obozowisko, a przy nim dwie sylwetki. Dostrzegł także leżącą na ziemi lutnię i z niesmakiem uznał, że ktoś kilkanaście razy nakładał na nią te same struny. Znieruchomiał, spoglądając na piekące się na rożnie mięso. Hm, wiewiórki… Poczuł ssanie w żołądku. Poczuł mrowienie w palcach – przeszłość domagała się stania się teraźniejszością. Czemu nie?, pomyślał, wyciągnąwszy łuk. Naciągnął cięciwę. Poczuł narastającą błogość. Stare dobre czasy…
Zapomniał tylko, że nie ma z nim dwudziestki zaprawionych w boju drabów. Godzinę później, siedząc pod drzewem związany własnymi rajtuzami i tłumacząc się przed kimś przypominającego barda i nieokreśloną formą życia, zaczął żałować, że dał przeszłości dojść do słowa.

- Wysłać list? Ty chyba zwariowałaś… - odezwał się Odyn, jednocześnie popijając z piersiówki. Smak Ognisto-piorunowej mocnej rozszedł się rozkosznie po jego podniebieniu, tworząc małe błyskawice, których błysk wydostał się na zewnątrz przez oko Odyna. Nareszcie poczuł się świetliście trzeźwy.
- A jak chcesz się z nią skontaktować? – Akrobatyczka z mistrzowską precyzją naostrzyła gęsie pióro, po czym otworzyła niewielki kałamarz. – Nie możemy zstąpić, ale możemy zesłać niewielki meteoryt z wiadomością. Nie ma innego wyjścia – dodała, spoglądając z irytacją na zniesmaczonego. – Kazałeś Matce Naturze porwać i ukryć synalka tuż po narodzinach, to teraz masz.
- Spodziewałem się od ciebie pomocy bardziej zaawansowanej.
- Nie wiesz nawet, jak zaawansowane jest poprawianie twoich błędów ortograficznych. Teraz zabierz się za pisanie.

Loki obudził się, nieco zaskoczony swoją pozycją. Zwis w stylu swobodnym już od jakiegoś czasu zdawał mu się czynem nieosiągalnym, ale nalewka ze żmii miała swoją moc…
Gdy już jego stopy dotykały ziemi, a ciało znajdowało się pod kątem w miarę prostym względem podłogi, jęknął. Nalewka ze żmii zdecydowanie miała swoją moc.
Rozejrzał się. Był sam w chatce. Wyszedł. Tam też nie dostrzegł Złej Wiedźmy.
- Hm… - mruknął. Podszedł co cebra z wodą i omal nie tracąc równowagi sięgnął po czerpak. Nie mogąc się powstrzymać wypił pół pojemnika. Kolejne dwa czerpaki wody poświęcił na zmoczenie czoła, otoczonego różową aureolą migreny. Odetchnął z lekkim poczuciem ulgi i wrócił do chatki, nie zauważając niewielkiego krateru ze źle zaadresowanym meteorytem nieopodal zagrody z kozami. Opadł na krzesło, opierając łokieć o porysowany blat stołu. Chwilę później uświadomił sobie, że stół jest za miękki, a nie przypominał sobie, by zeszłego wieczora zauważył oznaki butwienia.
Uniósł łokieć i zobaczył złożony arkusz. Jako mistrz od łamania zasad, między innymi grzeczności, bez wahania rozwinął pergamin. Zaskoczony przeczytał zwrot do adresata. Nie była nim Zła Wiedźma.
Do Matki Natury? odezwał się nareszcie Lokacjusz.
Loki ogniskując w końcu wzrok, zaczął czytać. Im głębiej poznawał treść, tym szerszy był jego uśmiech. Przeczytawszy jakże tajemnicze „O.” na koniec listu wybuchł głośnym i złowieszczym śmiechem.

Ku zdziwieniu Matki Natury, EjDżej zachowywał się dość spokojnie. Siedział przy kubku naparu z lipy, nie wydobywając z siebie żadnych płomieni ani nie próbując oddziaływać na jedyną żarówkę w pokoju. Mimo optymalnej atmosfery, nie zapominała o sztuce EjDżeja panowania nad własną mimiką i pomysłowości chochlika, dlatego też usiadła przy najdalszym rogu stołu.
- Jak mógł nadać mi tak idiotyczne imiona? Sam o, wielce wszechmogący Odyn miał atak idiotycznej pomysłowości?
- Moim zdaniem są bardzo ładne. – ciotka popatrzyła na swoje paznokcie. Kątem oka zauważyła wystający z torebki czubek różdżki. Nie dając nic po sobie poznać, stopą wcisnęła ją w głąb torebki. – Naprawdę nie ma sensu byś przedstawiał się jako EjDżej, może…
- Dziękuję bardzo. Apolinary nie jest dobrym skrótem od Apoloniusza Januarego. – przerwał jej EjDżej z przekąsem. Zamilkł, patrząc na unoszącą się nad kubkiem parę. Zanurzył palec w herbacie. Po chwili zaczęła wrzeć.
- Nie narzekaj! Chciałbyś się nazywać Milko? A może Makler? – ciotka zamyśliła się, zapominając o obecności siostrzeńca. – Jak ona chciała go nazwać…?
- Ona? Masz na myśli matkę? - odpowiedziała mu cisza. Nie zniechęciło go to. - Kim była?
Szlag by to trafił, pomyślała Matka Natura. Starzejesz się…
- Moją siostrą.
EjDżej podniósł brew.

V Czy EjDżej sięgnie do mniej delikatnych środków perswazji? Czy Frank Hood wciągnie Barda i Dżeka do spółki? Co się dzieje ze Złą Wiedźmą? Jaki plan utworzył się w głowie Lokiego? Czy Akrobatyczka i Odyn będą patrzeć na to umywając ręce?
DEMONY WIEDZĄ! BOGOWIE PODEJRZEWAJĄ!

Obrazek
Skład: 75%Marchewy, 75%Bibliotekarza, 74%Niani Ogg, 64%Rincewinda, 63%Śmierci i 60%Vimesa.
Avatar użytkownika
Dicey Reilly żeńska
Kwestor
 
Posty: 2412
Lokalizacja: Kopalnia pomarańczy
Reputacja: 2500

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Eoren » 7 paź 2010, o 11:00

^ Pięknie Dicey, świetny odcinek ;)
> Mam wrażenie, że chcę zamówic kolejny. Tylko zobaczę kiedy go wrzucę, mam nadzieję, że nie później niż w sobotę, bo muszę jeszcze trochę nad tym wszystkim pomyślec...
v Pojawi się w tym temacie i to już niedługo... i na dodatek mógłby byc kimś z tych któryś, którzy to jak się zdaje dawno już nas opuścili. Mam nadzieję, że zrozumieliście...

*
no ja już wcześniej zgłaszałam się do castingu tak że jakakolwiek rola, również męska, by mi odpowiadała - wszystko jest kwestią wczucia się:D

Dicey, a chcesz może byc Matką Naturą?
Jeśli tak to zostaje nam jeszcze rola EjDżeja - są chętni?
THERE IS NO JUSTICE. THERE IS JUST ME.
"Outside of a dog, a book is man's best friend. Inside a dog, it's too dark to read."
Avatar użytkownika
Eoren żeńska
Bibliotekarz
 
Posty: 1645
Lokalizacja: Nałęczów...KRK
Reputacja: 362

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez ratharienn » 8 paź 2010, o 13:04

^ Niestety, to tylko ja.
> Nadrobiłam wreszcie wszystkie zaległe odcinki. Dicey, błędy ortograficzne Odyna bardzo mnie rozbawiły - świetnie! Eoren, dziękuję za wyjaśnienie, teraz już wszystko rozumiem. Uwielbiam tą historię, rozwija się z zastraszający sposób i bardzo dobrze, że zaangażowało się w nią więcej osób.
v Może będzie to któraś osoba z "fałki" Eoren.
"Co to za sztuka i kogo w niej gram?"
Avatar użytkownika
ratharienn żeńska
Dziekan
 
Posty: 1840
Lokalizacja: Jelenia Góra/Cieplice (Kraina Elfów)
Reputacja: 1980

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez 4jola » 8 paź 2010, o 22:07

^ No cóż...
> B,b,b,błędy?ORTOGRAFICZNE?
615x330_Statue of Liberty lightning.jpg
Noł koments.
V Może teraz ktoś z pobożnych życzeń Eoren?
Ja myślę,że oni już są za bardzo dojrzali,żeby się wygłupiać...
ICH STRATA!
615x330_Statue of Liberty lightning.jpg (43.27 KiB) Przeglądane 1063 razy
"My,z matką twoją,rasizmowi mówimy twarde i zdecydowane: raczej nie !"

"-Zamknijcie się sierżancie.Jesteście wolnym trollem.To rozkaz."
Avatar użytkownika
4jola
Pani Palm
 
Posty: 5360
Reputacja: 6042

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Eoren » 11 paź 2010, o 17:20

^ Spokojnie!
Może teraz ktoś z pobożnych życzeń Eoren?
Ja myślę,że oni już są za bardzo dojrzali,żeby się wygłupiać...

...Oni? Dojrzali?... Joluś, zastanów się nad tym... A tak btw, to brakuje ostatnio ścieżek dźwiękowych w Rewii, prawda?
> Ja tu tak tylko na chwilkę żeby przeprosic i odblokowac kolejkę - nie dam rady dzisiaj wrzucic odcinka więc nie będę stopowiac Rewii. PDM znów jest wolne... może Rath coś napisze skoro ogarnęła tę kuwetę? :roll:
v Hm?
THERE IS NO JUSTICE. THERE IS JUST ME.
"Outside of a dog, a book is man's best friend. Inside a dog, it's too dark to read."
Avatar użytkownika
Eoren żeńska
Bibliotekarz
 
Posty: 1645
Lokalizacja: Nałęczów...KRK
Reputacja: 362

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez ratharienn » 12 paź 2010, o 18:38

^Hm.
>Może uda mi się napisać odcinek, ale to nie dzisiaj... Taak, ogarnęłam tę kuwetę. :mrgreen: Dobrze, ZAMAWIAM ODCINEK.
Ścieżka dźwiękowa umiera na brak Postępu. Niestety. Trzeba Coś Z Tym Zrobić.
vZrobi Coś Z Tym. :mrgreen:

*Jolu, cudny piorunek! Wyszedł Ci, nie ma czego zarzucić Odynowej robocie. ;)
"Co to za sztuka i kogo w niej gram?"
Avatar użytkownika
ratharienn żeńska
Dziekan
 
Posty: 1840
Lokalizacja: Jelenia Góra/Cieplice (Kraina Elfów)
Reputacja: 1980

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Eoren » 12 paź 2010, o 19:48

^ Miałam się nie logowac ale muszę na to odpisac, mianowicie:
> Odnoszę wrażenie, że trzeba jakoś inaczej zadziałac, bo nasze zaklęcia już nie działają...
v Tylko jak? :roll:
THERE IS NO JUSTICE. THERE IS JUST ME.
"Outside of a dog, a book is man's best friend. Inside a dog, it's too dark to read."
Avatar użytkownika
Eoren żeńska
Bibliotekarz
 
Posty: 1645
Lokalizacja: Nałęczów...KRK
Reputacja: 362

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez 4jola » 12 paź 2010, o 21:32

^Aj dont noł?

>
ratharienn napisał(a):*Jolu, cudny piorunek! Wyszedł Ci, nie ma czego zarzucić Odynowej robocie


Ależ ofkors,że cudny.I to tylko ostrzegawczy był.
Bo się zirytowaem,zdenerwowaem i unios...łem.
Wiem,że w tak zwanych gorszych dniach wyglądam tak jak na załączonym obrazku.(A mogę wyglądać jak ktokolwiek,więc...)
ale to jeżdżenie po mej boskiej postaci w te i we wte,jest przesadzone.Czekam na rehabilitacyjny odcinek.(I nie mam tiu na myśli masażu)

V Czy ktoś tu się w ogóle boi Odyna?!?
Załączniki
noltemug.jpg
noltemug.jpg (109.52 KiB) Przeglądane 1047 razy
"My,z matką twoją,rasizmowi mówimy twarde i zdecydowane: raczej nie !"

"-Zamknijcie się sierżancie.Jesteście wolnym trollem.To rozkaz."
Avatar użytkownika
4jola
Pani Palm
 
Posty: 5360
Reputacja: 6042

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Draco Nobilis » 14 paź 2010, o 10:58

^ Witam miłych Twórców.
Bardzo boję się Odyna, a zwłaszcza jego piorunów (jeden z moich psów też bardzo się ich boi).
>Z radością (aczkolwiek z bólem karku i pląsem w oczach, po tylu godzinach skupienia) przeczytałam Waszą "Rewię Nutter". Nie było mnie w czasie wakacji, a tu tyle się działo.
Widzę, że Ratharien zamówiła odcinek, ale czy później mogłabym wziąć udział w tworzeniu? Moje smoki są niezastąpione i chciałabym je wprowadzić do tak cennego dzieła. Chcielibyśmy pomóc w uniknięciu Końca Świata, a nie przeczę, że worki z pieniędzmi, to też miła zachęta.
v Czy ktoś jeszcze boi się Odyna?
Prawda jest nieosiągalna. Nie mówię jej, bo nie wierzę w jej istnienie.
Avatar użytkownika
Draco Nobilis żeńska
Mag III stopnia
 
Posty: 355
Lokalizacja: Stolica
Reputacja: 1016

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez ratharienn » 14 paź 2010, o 11:46

^
Draco Nobilis napisał(a):Widzę, że Ratharien zamówiła odcinek

Draco, jeżeli masz ochotę dołączyć do nas, czyli w pewnym sensie Twórców Rewii, jestem gotowa odstąpić Ci odcinek. Należą Ci się brawa i jeszcze większe oklaski od Różowych Chrabąszczy spowitych ciulem za to, że przeczytałaś i rozumiesz. :clap:
>Jolu, ja się trochę boję, aczkolwiek ten pan, którego zdjęcie wkleiłaś jest świetny - to co, że wygląda, jakby sam siebie strzelił piorunem...
vBędzie to Draco Nobilis z następnym, genialnym odcinkiem Rewii, wzbogaconym o smoki. ;)
"Co to za sztuka i kogo w niej gram?"
Avatar użytkownika
ratharienn żeńska
Dziekan
 
Posty: 1840
Lokalizacja: Jelenia Góra/Cieplice (Kraina Elfów)
Reputacja: 1980

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Wieża sztuk

Od razu było widać, że rozbójnik jest całkiem martwy. Ludzie żywi mają zwykle w sobie trochę krwi.

Carpe Jugulum, dodał(a) nanny_ogg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników

cron