Tolkien stworzył pewien typ fantasy, ale początki gatunku są wcześniejsze, np. Lord Dunsany
Córka króla elfów.
Natomiast samego Pratchetta w zasadzie nie można określać jako pisarza fantasy - spotyka się określenia, że to fantasy humorystyczne lub ironiczne. Po prostu fikcja literacka z dużą ilością elementów fantastycznych - a i trochę też technicznych a la science fiction.
Edward James w eseju "Weaving the Carpet" (
Terry Pratchett: Guilty of Literature) stwierdza wprost, że pierwsza wersja
Carpet People to jest jedyne dzieło Pratchetta w dużym stopniu utrzymane w konwencji fantasy. Druga wersja, po 21 latach, pokazuje, że Pratchett wyraźnie odrzucił tropy typowe dla fantasy: "królów, bitwy, ideał heroizmu, wartości starożytne", a jednocześnie dodał sporo tekstu, wprowadzając nieobecny w pierwszej wersji humor. Według Jamesa, Świat Dysku to "anty-fantasy".
I trzeba uważać, żeby się nie dać zwieść brakowi bitew i królów w ŚD - trup i tak się ściele całkiem gęsto, tylko że w tej przezabawnej

otoczce tak bardzo tego nie zauważamy. W zasadzie można by stworzyć wątek-wyliczankę wszystkich pozabijanych postaci. O ile król Verence - mimo że brutalnie zamordowany - 'żyje' nadal jako sympatyczny duch, to już Teatime/Herbatka ze swoją morderczą bezwzględnością wydaje się być pewnym wykroczeniem poza ramy wyznaczone w tym względzie przez Pratchetta we wcześniejszych 19-tu częściach cyklu.
A potem lodowiec wycofał się, zostawiając po sobie moreny, jeziora i kamienie...
E. Niziurski