przez Marek_Sobczak » 26 wrz 2011, o 14:49
Za oknem nastała noc. Atmosfera była mokra od testosteronu. Nic dziwnego kiedy w pokoju siedzi facet ze swoją zdobyczą. A trzeba wam wiedzieć, że sprowadzenie tak egzotycznej i idealnie dopasowanej do moich potrzeb nie było łatwe. Dobrze, że telefonicznie doradziło mi kilku lepiej doświadczonych w tej kwestii kolegów i jedna koleżanka, dzięki czemu udało mi się wydać mniej niż przewidywałem na tą okazję.
Zabrałem się więc za akt właściwy. I tu zaczęły się schody, bo to był mój pierwszy raz. Nie wiedziałem kompletnie jak się za to zabrać. Na szczęście wśród mniej doświadczonych kolegów krążyła pewna książka, która wyjaśniała wszystko po kolei. Na jej stronach można było przeczytać, ale i przede wszystkim zobaczyć, dzięki bogatym ilustracjom, jak należy się za to zabrać. Pierwszego domyśliłem się sam bez problemu. Rozsunąłem zamek i moim oczom ukazała się piękna zawartość.
Na chwilę oszołomiony widokiem wypadłem z rytmu grającej dookoła muzyki (słyszałem od bardziej doświadczonych kolegów, że rytmiczna muzyka pomaga przy stawianiu pierwszych kroków). Jednak dzięki radom z książki wiedziałem, że najpierw trzeba zapewnić odpowiednią temperaturę. Zacząłem więc od delikatnego przekręcenia sterczących guziczków. Potem wydarzenia potoczyły się bardzo szybko. Jedna iskra i nagle zapłonął ogień. Zadowolony z efektów obserwowałem szybki wzrost temperatury. Nie zwlekałem i szybko poszedłem za ciosem. Sięgnąłem więc głębiej pod zameczek i dotykiem natrafiłem na gładkie kule. Chwyciłem je pewnie i dokładnie, tak jak radziła książka, zająłem się nimi. Podczas tej czynności nie sposób było ich nie posmakować. Były takie wielkie i miłe w dotyku. Język zachwycony doznaniami sprawiał, że byłem zadowolony z siebie jak mało kiedy. Kolejne ruchy dłońmi, coraz śmielej zagłębiające się pod zamek sprawiały, że doznawałem coraz większego samozadowolenia. Temperatura była już odpowiednia, moje zaangażowanie zaowocowało potem roszącym moje czoło. Jednak to niezwykle przyjemne zmęczenie. A jakie satysfakcjonujące. Jeszcze kilka ruchów ręką, jeszcze kilka łapczywych chwytów i uścisków. O tak! To jest to! Koledzy radzili, żeby nie zwlekać przed końcem, więc z pasją oddałem całego siebie, by finał był naprawdę zadowalający. W końcu jest! Już w środku. Rośnie i rośnie. Nabiera upragnionych kształtów! O tak!
Godzinę później było już po wszystkim.
Ja rozluźniony podziwiałem owoc swoich wysiłków – piękny tort pomarańczowy. Trochę zachodu z nim było, najpierw latanie po sklepach z telefonem przy uchu, a potem mozolne, krok po kroku, przygotowanie tortu, według sprawdzonego przepisu studenckiego. Nie ma to jak pieczenie przy muzyce.
Zapakowałem go schludnie w paczuszkę i dołączyłem do przesyłki kartkę z krótkimi, acz szczerymi i płynącymi z głębi duszy życzeniami:
Kochana Eoren. W dniu twojego święta pozwól złożyć sobie najlepsze życzenia. Bądź Niezwykła bibliotekarką, prowadź ku zawsze epickim i szczęśliwie się kończącym finałom każdą Rewię, ale przede wszystkim bądź szczęśliwą. Walcz o swoje marzenia, kochaj tych którzy na to zasługują, otaczaj się zakręconymi pozytywnie ludźmi, których bez wahania nazwiesz przyjaciółmi. Rozbrajaj wszystkich dookoła szczerym śmiechem, bądź duszą towarzystwa zadowoloną z każdego aspektu życia. Po prostu bądź. (częściej na forum również:) ) W załączeniu całusy w liczbie o 1 większej od tej o której pomyślałaś.
We’re all stories in the end. Just make it a good one!