przez Marek_Sobczak » 25 paź 2011, o 17:42
-Potem było już tylko gorzej. - Zacząłem mówić drżącym głosem, na widok płynących przed moimi zamkniętymi oczami obrazów z przeszłości. Wygodnie rozłożony na kozetce mogłem się odprężyć i poczuć jak w łonie matki. Z drugiej strony zważywszy na moje wymiary aż żal mi się zrobiło mojej rodzicielki. Porzuciłem szybko więc tą metaforę mojej obecnej sytuacji na rzecz odprężenia gorącej kąpieli z bąbelkami.
-W porządku. Z tego co wiem wszystko zaczęło się od Dagmarab? Zacząłeś się wyróżniać talentem do przekazywania życzeń innym. Hallo? Słyszysz mnie! Przestań się bawić moim przyciskiem do papieru. TO nie jest gumowa kaczuszka! Oprzytomniej!
Zaklęcie podziałało dość szybko. Szczególnie wzmocnione werbalnego wezwania siarczystym policzkiem uzbrojoną w pierścionek z szafirem ręką. Pierścionek blkinął zawodowo w kadrze obserwatora (gdyby taki tylko znalazł się w pobliżu). Na szczęście świadkiem mojego upadku z kozetki z rozmarzoną miną myjącego pachy formularzem diagnostycznym a13. Kiedy podniosłem się i ułożyłem wygodnie na kozetce raz jeszcze, skupiając na tym by nie odpływać. Skupiłem się więc na kolekcji wieszaków niezgrabnie wydostajacych się z szuflady.
-Czy możemy już kontynuować? - zapytała prawdopodobnie mnie skoro poza może kilkoma domowymi antropomorfikacjami nie było w gabinecie nikogo innego. - Skoro ona była punktem zapalnym to kolejne kroki to już fala uderzeniowa. Groźby od Joli i Niani. Czy one zmieniły jakoś twój sosób potrzegania świata, sprawiły, że staleś się innym człowiekiem?
Słabo mogłem się skupić na słowach pani terapeutki. Intrygowała mnie schowana za szafą tabliczka z nazwą ulicy „Edwarda” do której ktoś dopisał Veddera.
Dziwne pomieszczenie, jak na gabinet. Wypchane starociami pamiątkami i pomoczoną przez dwutygodniowe deszcze kopią Blasku fantastycznego. Mój umysł podsycany scenami z The X-Files sprawiał, że teorie odnośnie mojej partnerki w sesji terapeutycznej coraz bardziej skłaniały się ku sprawdzeniu lodówki pod względem obecności ludzkich organów wewnętrznych. Druga część świadomości podpowiadała, że skoro pani psycholog jest na tyle miła by pomóc mi uporać się z uzależnieniami, to może na koniec poczęstuje mnie herbatą.
-... aż do praktycznie tej rocznicy. Czy sądzisz, że takie uzależnienie jest normalne? Że nie przekażesz w swoich genach dzieciakom Urodzinowego Pasażera, który skrzywi ich psyche i sprawi, że koledzy nie będą na nich już patrzeć poważnie?
-Nie sądzę, bym komukolwiek czynił krzywdę świętując z nimi ich doroczne święto. To grupa ludzi tak niezwykła, że lepszy od nich może już być tylko kisiel. Rozumieją i doceniają to. Nie sądzisz?
-No masz rację. Nie da się ukryć, że cała ta otoczka, jaką udało się zbudować Grace z Corvem wokół najlepszej pratchettowej strony, ludzie na forum, zloty i pełnia oddania szalonym pomysłom, zjednoczenie wspólną pasją to bardzo ciekawe i wciągające.
- Tak ciężko się od nich oderwać.
-Oj tak to cudowne. Wiesz jak miałam przerwy – zaczęła swój wywód Arvika, a w tle rozległy się dźwięki Crazy Mary – to czegoś mi brakowało w moim życiu. Nie było pełne. Bo kto, jak wariaci z forum zrozumieją twoje wyczekiwanie na novą książkę mistrza, kto jak nie oni pozwolą pomarudzić albo się pochwalić. Wiesz to jest jak..
-Uzależnienie?
-No tak ale takie dobre. Które daje kopa energii i zastrzyk optymizmu na całe dnie. Rozumiesz mnie?
-Tak. Dobrze mieć swoje przyzwyczajenia, dobrze swoje małe natręctwa i uzależnienia. Szczególnie od tak niezwykłych ludzi i autora.
-No widzisz, Pani Psycholog. Ja mam lekkie uzależnienie
-Phi!
-Cięższe niż przypuszczam, prawdopodobnie tak ciężkie jak ja sam, od wysyłania odrobimy dobrej energii w urodziny do wspaniałych ludzi, a ty sama już wiesz najlepiej z czym Ci na świecie najlepiej. Dziękuję za sesję. Powiedziałem wstając i mając dziwne wrażenie, że albo sofa Arviki była wodna, albo za bardzo wczułem organizm (a już nerki w szczególności) w dłuższe przebywanie w wannie - A! No i jeszcze jedna sprawa. Zerknij pod kozetkę. Strasznie dużo kurzu się nazbierało, z tego co zdążyłem sprawdzić studiując słoje w panelach. Trzeba się tym zająć.
-Jaki kurz! Co ty gadasz niewdzięczniku!
Ostatnich słów już nie usłyszałem znikając za drzwiami. Mam nadzieję, że Arvika zajrzy pod kozetkę i bez trudu znajdzie liścik tam pozostawiony. Przecież nawet u terapeuty trudno zerwać z nałogami.
Przeczyta wtedy to, co zapewne każdy jej życzliwy chciałby wiedziała w dniu swoich urodzin.
Kochana Arviko. Bądź niezwykłym niebieskim ptakiem. Unoszonym na falach niebiańskiej muzyki ukochanych zespołów. Uśmiechaj się do obcych, znajomych tul i obdarzaj szczęściem, przyjaciół kochaj na zabój. Niechaj codzienność jawi się tobie w jaskrawych kolorach. Niech przyjemności będą intensywne i dodające energii jak tabliczka dobrej czekolady. Bądź z nami jak najczęściej.
Wszystkiego co dobre i piękne Arviko. Tak na co dzień jak i od święta.
=============================================================
- I będzie grać jak nigdy nikt jeszcze nie słyszał? Poruszać dusze i łamać dziewczęce serca?
- A nawet za Ciebie sięgać pod ich kuse spódnice ognistymi riffami i ściskać ich biusty ostrymi akordami – Szatan jak zwykle nie lubił owijać nic w bawełnę. W sumie ciężko mi powiedzieć czy jak zwykle, bo nie często przechadzam się ciemną nocą po rozdrożu, z pakunkiem z kości czarnego koguta (wprawdzie byłby to kości po kolacji zakupionej w budce z chińskim żarciem, i mogły należeć do zupełnie innego gatunku, niekoniecznie dwunożnego zwierzaka) przesypane ziemią z świeżo rozkopanego grobu (która jeszcze parę godzin temu była znana jako ziemia ogrodowa o PH 5 i pół.) i nasączone krwią skromnej dziewicy (tu poświęciła się Nanny_Ogg - jak widać po efektach, wynik przywoływania demona nie zależy od jakości zkładników zaklęcia) szepcząc zaklęcia przywołujące Króla Piekieł.
Za mną grupa, odziwo bardziej zainteresowanych niż wystraszonych, osób przekrzywiała głowy podziwiając bestię z piekielnych wymiarów. Nie był to w prawdzie widok najładniejszy, ale na pewno taki, o którym nie będzie można zapomnieć w bezksiężycowe noce siągając pod łóżko, po niesfornie pozostawiony tam kapeć.
- W porządku. No to mamy umowę. Teraz podpis własną krwią na cielęcej skórze co nie?
- Tia jasne. I jeszcze przy trzecim pianiu koguta. Wciąż na tej nędznej planecie żyjecie w czasach zabobonów. Wystarczy podpisać moim nowym Parkerem.
- Czyli umowa standardowa. Oddanie duszy po śmierci, wieczne potępienie, ale niska temperatura smoły za chęć do współpracy w zamian za gitarrę?
- Phi! Smoły. Ignorant. To przeżytek. Teraz działamy zupełnie inaczej. Otwieramy się na klienta. Sauna, SPA, masaże.
- A gdzie tortury?
- Zobaczysz jak szybko boski relaks, bez jakiejkolwiek odmiany i rozrywki staje się torturą. Ale mniejsza o to masz jeszcze kupę czasu by się przygotować.
- No dobra. Wyglądasz mi na uczciwego demona.
- Anioła – jeśli chcesz być precyzyjny - upadłego, ale kontynuuj.
- Chyba się zdecyduje. Powiedz mi tylko co to jest to tu taka gwiazdka, a pod nią księżyc?
- Flaga Turcji.
- Ej tylko bez takich!
- No dobra to dodatkowa klauzula mówiąca o tym, że mogę przy zawieraniu umowy mieć jedno życzenie, które ty musisz spełnić.
- No co ty. To ty jesteś od spełniania życzeń.
- Dobra jak się nie podoba, to szukaj lepszej oferty. Szatan odwrócił się i powoli zaczął wracać w otwarty portal.
- Dobra, już dobra. Co to za życzenie?
- Chcę całusa. Od najpiękniejszej z istot jakie widzę w grupce osób stojących za tobą.
- Dobra daj mi chwilę musze to skonsultować.
Po kilku wymienionych zdaniach z najpiękniejszymi damami, a przyznać trzeba szczerze wyłącznie takie stały w tej chwili za mną wróciłem do demona (a ściśle mówiąc upadłego Anioła).
- Zebrane za mną, niezwykle piękne istoty odmówiły pocałowania tak zakazanej mordy nawet pod groźbą odcięcia ich od jakiejkolwiek biblioteki czy księgarni na wieczny czas.
- Jakie wybredne. No cóż jeśli to ułatwi sprawę to możemy rozwiązać to w inny sposób. Ja cię opętam, wykorzystam jako naczynie dla swego jestestwa i załatwimy sprawę życzenia. Deal or not deal? – że zapytam cytując Sheakshpiere’a.
Dziewczyny po kilki uwagach, że moja facjata to prawie żadna różnica, że jedyne co zyskują to brak zapachu siarki i olejku lawendowego, w końcu dały się namówić. Dżony i jego ogólnie pojęte zadowolenie, widać było dla nich warte układu z siłami nieczystymi. Podpisałem więc cyrograf i Szatan przejął kontrolę nad moim umysłem (wlaściwie to chyba zerżnął technikę od pewnej znanej Babci, gdyż czułem się jak podczas pożyczania). Ja skulony do formy pojedynczego impulsu chowałem się w najgłębszych zakamarkach mojego mózgu i z ukrycia obserwowałem jak Upadły szukał swojego celu. Przesuwał powoli wzrokiem po grupie stojących na przodzie dam. Zerkną na Grace, zahaczył o Nanny_Ogg dłuższą chwilę lustrował Elenczę, ukradkowe zalotne spojrzenia rzucał wszystkie pozostale damy, jednak jego uwagę przykuł wianuszek śmiejących się pod nosem facetów stojących z tyłu. Ku przerażeniu ich i moim wlanym ruszył w kierunku obranego celu – Szpaqa, u którego wielkość oczu była wprost proporcjonalna do odległości pomiędzy nim a Upadłym. Później wydarzenia potoczyły się tak szybko, że ciężko je zapamiętać. To co przebyłyskuje przez obolałą głowę to dzierżona w dłoniach zdobyczna Gitarra Z Piekła Rodem, dziwny posmak w ustach i Szpaqu wołający o pomstę do wszystkich bogów i płuczący kozackim zwyczajem gardło w czym popadnie.
Mając jednak prezent mogliśmy w końcu, wszyscy niżej podpisani, złożyć życzenia dzisiejszemu solenizantowi. Dżony ty nasz niepowtarzalny. Bądź sobą. Dawaj radość uszom i sercom. Twórz jak najwięcej. Poddawaj się trafnym uwagom Grace, graj ile wlezie, byś o każdym utworze przez Ciebie stworzonym mógł z czystym sumieniem powiedzieć, że jest Arcywpupny. Dziel się z nami swoim podejściem do życia. Zarażaj uśmiechem każdego, kto się nawinie. Bądź duszą towarzystwa i sprawiaj, że każdy zlot i każda impreza czy koncert z Twoim udziałem będą niezapomnianym wydarzeniem, o którym nasze wnuki będą opowiadać legendy. Stu, dwustu albo jeszcze więcej lat przeżytych przy sprzyjaniu wszystkich bóstw Dobrego Losu.
We’re all stories in the end. Just make it a good one!