Wieża sztuk

inna gierka oraz Rewia NUTTER

Twórczość własna naszych forumowiczów

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Eoren » 25 paź 2010, o 16:31

^ Draco, jesteś wielka! :clap: Odkopałaś nawet pierwszą częśc! :clap: :clap: :clap:
> Tylko ciekawam co stało się z Księciem gdy SK zamieszkała z Wikingiem? I kto też on zacz? :roll: *
v Chętny na nową rolę: Wikinga, Vimesa albo Wilikinsa - ale najlepiej Wikinga, bo coś czuję, że ten wątek się rozwinie...

*O! Właśnie wpadłam na pomysł! A może okaże się, że Wiking jest tak naprawdę Księciem incognito uciekającym przed /tu-wstaw-dowolne-niebezpieczeństwo/ i w związku z tym przebranym za Wikinga - wszak każdy wie, że hełm z rogami czyni człowieka prawie niewidzialnym!
THERE IS NO JUSTICE. THERE IS JUST ME.
"Outside of a dog, a book is man's best friend. Inside a dog, it's too dark to read."
Avatar użytkownika
Eoren żeńska
Bibliotekarz
 
Posty: 1645
Lokalizacja: Nałęczów...KRK
Reputacja: 362

Reklama

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez ratharienn » 25 paź 2010, o 16:52

^ Zamawiam odcinek! Zamawiam!
> Co prawda jeszcze nie przeczytałam, nadrobię to wraz z herbatą, którą dopiero mam w planie, ale przyswoiłam kilka informacji z postu Eoren i stanowczo podoba mi się tam ten Wiking. :mrgreen:
v Opisze wrażenia z powyższego odcinka/doda muzykę/zaproponuje coś/możliwe, że będę to ja z nowym odcinkiem.
"Co to za sztuka i kogo w niej gram?"
Avatar użytkownika
ratharienn żeńska
Dziekan
 
Posty: 1840
Lokalizacja: Jelenia Góra/Cieplice (Kraina Elfów)
Reputacja: 1980

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Eoren » 29 paź 2010, o 11:00

^ RATH-AR-IEN!
> RATH-AR-IEN!!!
V RATHARIEN?
THERE IS NO JUSTICE. THERE IS JUST ME.
"Outside of a dog, a book is man's best friend. Inside a dog, it's too dark to read."
Avatar użytkownika
Eoren żeńska
Bibliotekarz
 
Posty: 1645
Lokalizacja: Nałęczów...KRK
Reputacja: 362

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez ratharienn » 30 paź 2010, o 17:57

^Tak, to ja. :mrgreen: Wybaczcie wstrzymywanie Postępu Tematu.
>
- To wszystko twoja wina! – Spod gruzu pomieszczenia, które niegdyś było kuchnią, rozległ się słaby, acz stanowczy głos.
- Niby co?! – Zła Wiedźma rozejrzała się niewinnie po spustoszonej części domu i strzepnęła z ramienia jakiś niewidoczny pyłek.
- To… to wszystko! – Matka Natura usiłowała się poruszyć, ale nie było to możliwe, chyba, że ktoś zdjąłby z samego szczytu spoczywających na niej pokruszonych cegieł i grubych belek sufitu dwuosobowe łóżko, które spadło na skutek zarwania się powału.
Niestety, nikt się nie kwapił.
- A teraz jeszcze EjDżej zniknął! – Uszu Wiedźmy doszedł kolejny, stłumiony jęk.
- To akurat nie jest problem, moja droga siostrzyczko – uznała kobieta, usiłując wydostać się w kierunku drzwi wyjściowych, które, o dziwo, stały nadal nienaruszone, nawet pomimo zawalenia się ścian.
Jednak nie dane jej to było – zaczepiła Zanadrzem o wystającą z gruzu belkę, wskutek czego obluzowało się łóżko i po chwili Matka Natura wydostała się spod nasypu różnych materiałów budulcowych i drobnych mebli kuchennych, a także szafki nocnej z sypialni na górze i dziury w dywanie z korytarza.
- Właśnie uważam, że jest to problem, siostrzyczko – syknęła, trzepiąc z kurzu odzienie i fryzurę. – Musimy wspó… - Coś zagulgotało jej w gardle. – Musimy współ… - spróbowała raz jeszcze, ale z mizernym skutkiem.
- Nie sądzę – odparła wyniośle Zła Wiedźma, usiłując odczepić Zanadrze. – Użyję Prostego Zaklęcia Lokalizującego i w mig odnajdę mojego syna!
- Niczego się nie nauczyłaś przez te wszystkie lata gromadzenia sypiących się ksiąg w swojej małej chatce na kurzej nóżce? – kpiła Matka Natura, wyciągając dębową różdżkę, która w jakiś zupełnie pozbawiony magii sposób nie ucierpiała podczas walki.
- Co masz na myśli?
- Pole elektromagnetyczne, które wytwarza EjDżej, poważnie zakłóca działanie jakiegokolwiek zaklęcia lokalizującego, niezależnie od poziomu jego zaawansowania. Akurat tę cechę odziedziczył po Odynie – wyjaśniła.
- Tylko, że Pana Piorunów da się łatwo zlokalizować za pomocą węchu, czego o Melkorze powiedzieć nie można…
- I całe szczęście – uznała Matka Natura. – W każdym razie, kiedy użyjesz zaklęcia, odpowiedź będzie zniekształcona.
- Skoroś taka mądra, to powiedz lepiej, jaki masz plan? – Wiedźma wzięła się pod boki.
- Wiem, gdzie on mógł pójść, znam go od ośmiu, prawie od dziewięciu lat… Tylko, jak już powiedziałam, do tego celu musimy współ… - urwała i westchnęła poirytowana.
- Co musimy, siostrzyczko? – Zła Wiedźma nastawiła uszu.
- Współpracować! – krzyknęła, po czym obie z siostrą splunęły z pogardą.
Wyszły przed dom, Matka Natura prędko, za jednym machnięciem różdżki naprawiła szkody i ruszyły w stronę lasu.

I właśnie, kiedy dotarły do jego skraju, przed furtką odbudowanego domu stanął Loki, niecierpliwie mnąc w spoconych z nerwów dłoniach list. Patrzył na zadbany, różany ogródek, wyplewiony starannie skalniaczek i porośniętą winoroślą konstrukcję drewnianego ganku. Wszystko wyglądało jak w bajce o Czerwonym Kapturku, w której z pewnością wyglądałoby dokładnie tak, gdyby wilk się nie pojawił i nie pożarł babci.
Będziesz tak stał? Mamy dziecko do uratowania!
Loki nienawidził Lokacjusza dogłębnie. Był jego nerwicą natręctw, niedomkniętą furtką w mózgu, która kazała mu wykonywać różne czynności, o których nawet nie śniło mu się, że potrafi je wykonać. Zawrócił spod bramki i pobiegł na tył domu.
Dokąd?! Wejście jest tam!
- Żaden szanujący się Loki nie wchodzi od frontu – burknął mężczyzna i przeskoczył ogrodzenie.
W takim razie jak ostrzeżesz Matkę Naturę?
- Wrzucę jej list przez okno albo wsunę w szczelinę w drzwiach, jeśli tak bardzo cię to interesuje. Podkreśliłem na czerwono najistotniejsze informacje.
I nic nie będziesz z tego miał?, spytał podchwytliwie Lokacjusz.
- Jeśli o czymś głośno nie powiem lub w ogóle nie pomyślę, to się nie dowiesz? – upewniał się Loki, kucając na różowej wycieraczce z napisem „ŁELKOM”.
Ani mi się waż!, zagroziło zrozpaczone sumienie.
- A właśnie, że się ważę! – roześmiał się mężczyzna i wsunął list pod drzwiami.
Lata praktyki wykształciły w nim umiejętność nie myślenia w krytycznych sytuacjach. To właśnie była jedna z tych sytuacji, a Loki nie umiał pomóc, jeśli przy okazji nie pomagał sobie. Ruszył zatem wolnym krokiem w stronę lasu, pogwizdując usłyszaną gdzieś melodię.

- Jurandzie! – Niosło się po lesie. – Juuuuuuraaaaaandzieeeeeeeeeee! Jurandziku mój ukochany! – Śpiewny, a jednocześnie donośny głos strącał szyszki ze szczytów sosen i sprawiał, że kaczki rezygnowały z lotu, ogłuszone jakby ktoś mocno zdzielił je patelnią po głowach.
Z krzaków wynurzył się rosły mężczyzna, którego sylwetkę można by również określić mianem potężnej, kiedy zbliżył się już wystarczająco. Długie, jasne włosy powiewały za nim, kiedy szedł, a raczej przemierzał leśną polanę w stronę drewnianego domu, który niegdyś wybudował własnymi rękami.
Ktoś mógłby pomyśleć, że Wiking powinien nosić dumne, skomplikowane i tchnące mrokiem imię, najlepiej zaczynające się na „V” tudzież „X”, a już na pewno mieszczące którąś z tych liter w dowolnym miejscu owego imienia. Niestety, matka Juranda, zafascynowana polską literaturą, postanowiła nadać swemu pierworodnemu imię po wielkim jej bohaterze. Mężczyzna nosił je z godnością, tym bardziej, że dzięki niemu stał się poważany i szanowany wśród kolegów – wszakże łatwo jest dostać przerażające imię, ale już nie tak łatwo nadać słabemu imieniu siły i mroku. Jemu się to udało.
- Jurandziku, wreszcie jesteś – oznajmiła Smocza Księżniczka, uśmiechając się do męża. – Właśnie dostałam depeszę od Sybil, w której informuje, że przyprowadzi nam gości na wczesną kolację.
- Przynieść beczułkę miodu? – spytał krótko, w lot pojmując intencje żony.
- Poproszę. – Uśmiechnęła się czarująco. – I zbudźże Virga, Xirjaha i Lhevaxa, czas najwyższy, żeby coś zjedli.
Smocza Księżniczka ceniła sobie życie w ich niedużym domku nad rzeką o wiele bardziej niż nudne, ciągnące się jak flaki z olejem życie na zamku. Książę wymagał od niej siedzenia, przechadzania się korytarzami i strojenia w koronkowe suknie. Nie ma się czemu dziwić, że skoro tylko trafiła jej się okazja i przypadkowa łódź Wikingów zaparkowała w fosie, wskoczyła na jej pokład i wskazała drogę ucieczki.
Dzięki przyjaciółce wiedziała o wszystkim, co dzieje się w miasteczku. Niepokoiły ją niebywałe o tej porze roku wyładowania elektryczne, ale Jurand uspokajał ją mówiąc, że wieści z Valhalli są zadowalające i wszystko przebiega znakomicie. A skoro Jurand tak twierdził…

Odyn miotał się po komnacie, wściekle rozrzucając przekleństwa i podpalając różne drobne przedmioty.
- Spójrz na to z innej perspektywy, Odi… - zaczęła leniwie Akrobatyczka, którą aromat ziół i dym z tlącego się delikatnie łóżka przyprawiał o senność. – List został dostarczony do domu Matki Natury, nie wiem, co prawda, co knuje Loki, ale Migrencja z pewnością będzie wiedziała, jak ochronić EjDżeja przed klątwą…
- List dostarczony do domu, to prawda… - mruknął poirytowany Odyn. – Ale, do stu ogarów piekielnych jakiegokolwiek świata, adresatki nie ma w tym domu!!!!!
- Czy aby na pewno nie przesadzasz z tymi wykrzyknikami, mój drogi?
- Migrencja jest zdesperowana! – wrzeszczał nadal Odyn, rezygnując z kilku wykrzykników. – Współpracuje z Wiedźmą! Młody znalazł Kurczaka, Jurand nie przysłał jeszcze odpowiedzi! Całe szczęście, że Smocza Księżniczka niedługo zostanie wtajemniczona!
- A Sybil?
- Ona również! To jedyne, co dobrego może zdarzyć się w tej pokręconej historii! Ostatni Bard jest trochę tępy, Psjeżozwierz dziwny, a Błękit Hood… cóż, on jest totalnie nieprzydatny.
- Przynajmniej przestałeś krzyczeć… - mruknęła bardziej do siebie Akrobatyczka.
Odyn chwycił kapelusz i skierował się ku wyjściu z komnaty.
- Dokąd to?! – Kobieta zerwała się z posłania.
- Muszę tam zejść! Koniecznie! – brzmiała odpowiedź.
- Przecież… - Akrobatyczka załamała ręce.
- Przebiorę się. Przekształcę. Przejmę czyjeś ciało. Czasoprzestrzeń się nie zorientuje.
Akrobatyczne nie pozostało nic innego, jak chwycić żelazną rurę, stojącą przy łóżku i zdzielić Odyna po głowie.
- Kiedy się obudzi, będzie mi dziękował – powtarzała, ciągnąc go do komnaty i usiłując ułożyć nieprzytomne ciało na łożu.

V
Czy Matka Natura i Zła Wiedźma odnajdą EjDżeja?
Czy EjDżej uruchomi czasomierz w kuperku Kurczaka Zagłady?
Ile wie Jurand? Czy wtajemniczy Smoczą Księżniczkę?
Czy Smocza Księżniczka będzie potrafiła pomóc naszym przyjaciołom?
I co z tym Ragnarokiem?
DEMONY WIEDZĄ!
BOGOWIE PODEJRZEWAJĄ!
"Co to za sztuka i kogo w niej gram?"
Avatar użytkownika
ratharienn żeńska
Dziekan
 
Posty: 1840
Lokalizacja: Jelenia Góra/Cieplice (Kraina Elfów)
Reputacja: 1980

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Eoren » 30 paź 2010, o 18:25

^ Migrencja! :mrgreen: I Jurand! :mrgreen:
> Świetny odcinek, Rath :D
v No to kto teraz? Hm?
THERE IS NO JUSTICE. THERE IS JUST ME.
"Outside of a dog, a book is man's best friend. Inside a dog, it's too dark to read."
Avatar użytkownika
Eoren żeńska
Bibliotekarz
 
Posty: 1645
Lokalizacja: Nałęczów...KRK
Reputacja: 362

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Dicey Reilly » 30 paź 2010, o 23:38

^^Brawo, Rath! Migrencja i żelazna rura zrzuciły mnie z krzesła:D
^Dobze godo ze łodcinek swietny:)
Ale Hm nie będzie, tylko ja.
>
- „Znam go od ośmiu, prawie dziewięciu lat”… Konfitury z cynamonem… Ta, jasne, a ja jestem Wróżką Chrzestną… I mam błękitną gwiazdkę na końcu różdżki… Karmelki by to wzięły… Na cholerę ja ciebie słucham? – ostatnie zdanie zabrzmiało głośniej spośród skierowanych do przestrzeni pod czubkiem nosa Złej Wiedźmy.
- Chcesz znaleźć syna czy nie? – Matka Natura walczyła z niezwykle rozwiniętym umysłowo i co za tym idzie, zawziętym kłębowiskiem jeżyn, o których setki kolców zaczepiły się powiewające elementy garderoby Matki Natury. – Wstydu nie masz, jeżyno 2091208 klasy B! Masz mnie natychmiast puścić, inaczej zabiorę ci cień albo przeprowadzę przez ciebie stado słoni!
Jeżyna 2091208 klasy B struchlała, gdy w końcu jej ograniczona wyobraźnia zaprezentowała widok stada słoni, a przynajmniej dużych obiektów podobnych do słoni. Uwolniona Matka Natury wyprostowała się dumnie. Niestety poziom dumy był zbyt wysoki i wyprostowanie zmieniło się w utratę równowagi.
Zła Wiedźma wydała z siebie dźwięki odzwierciedlające zbliżającą się furię, po czym podeszła do siostry, której nogi skierowane były do nieba a tułów zniknął wśród gęstych jaskrawozielonych paproci. Rośliny nie potrzebowały wyobraźni, by zmusić się do utworzenia przejścia dla Złej Wiedźmy – wystarczyła sama Zła Wiedźma. Minutę później obie kobiety znajdowały się w pozycji wertykalnej i kontynuowały marsz. Szelest poruszanych zarośli stanowił ciekawe tło dla mruków Złej Wiedźmy, wśród których dominowało „…”.
- To tu, hm. – Matka Natura zatrzymała się, patrząc na jabłoń, absurdalnie osadzoną w lesie bukowym. Zła Wiedźma obrzuciła spojrzeniem niepozorne drzewko, starające się wyglądać na jeszcze bardziej niepozorne.
- To tu, hm? Szu-ka-my-Ej-Dżeja! Nie-drze-wek-o-wo-co-wych! – przysunęła złożone w tubę dłoni do ust. Matka Natura podskoczyła w zderzeniu z falą dźwiękową. Nic nie mówiąc wskazała pokrywające ziemię resztki przypalonych liści i bohomazy wyżłobione na korze drzewa. Zła Wiedźma przysunęła twarz do w miarę czytelnego napisu: ‘AJ tu był”
- Ajot? Kto to?
- AJ czyta się jak EjDżej. To po zagranicznemu. – odparła Matka Natura. – Często tu bywał. Jabłoń 37172461 seria 15, dobre, wygodne drzewo. Siostrzeniec wiedział, co wybrać.
- Tym razem jednak nie wiedział. To jedyne miejsce, gdzie mogłybyśmy go znaleźć, które przyszło ci do głowy?
- Ależ skąd! Jest jeszcze buk 381023 seria 2, kamień 2121 rocznik sześćdziesiąty…
- Cicho – Zła Wiedźma rozejrzała się czujnie po okolicy. Coś było nie tak.
- … polanka Ω, jezioro 29…
- Cicho, mówię.
- … seria zielona i mchy na ruinach…
- Migrencja!
- Co?
- ÓÐINN!
W ułamku sekundy kilkadziesiąt włóczni i mieczy trzymanych przez podobną liczbę mężczyzn zatrzymały się przed sylwetkami sióstr.
- Eee… - Matka Natura zaczęła grzebać w szufladce mózgu pod tytułem: Wikingowie. – Øl for alle? (Piwo dla wszystkich?/przyp. aut.)
*
Nadchodziła pora wczesnej kolacji. Grupa ludzi (no, i Dżeka) stanęła przed potężnymi, mahoniowymi drzwiami domostwa. Słychać było wydobywające się zza nich hałaśliwe krzyki mężczyzn i muzykę. Lady Sybil zapukała delikatnie i cofnęła się o krok. Delikatne pukanie ma to do siebie, że przebije się przez najgorszy hałas. Chwilę później Lady Sybil, Bard, Błękit Hood i Dżek zobaczyli w otwartych drzwiach Smoczą Księżniczkę, która uśmiechnęła się promiennie.
- Sybil, skarbie! – zawołała, po czym uścisnęła się ze starą przyjaciółką. Po wymianie wszelkich obowiązujących uprzejmości, goście przekroczyli próg domu. Wewnątrz izby o pokrytych boazerią ścianach znajdowała się spora grupa osób, siedzących przy długim stole i pokrzykujących wesoło do siebie. Na widok przybyszy obecni wydali z siebie gardłowo brzmiące, lecz przyjazne okrzyki.
- Niedługo Jurand przyniesie miód i zaczniemy wczesną kolację. Proszę siadajcie. – Smocza Księżniczka szerokim gestem wskazała na wolną ławę. Lady Sybil otrzymała miejsce honorowe, krzesło obok miejsca pani domu.
Błękit Hood opadł ciężko na ławę, oparł łokcie o blat stołu i skupił wzrok na grupę naprzeciwko. Jego spojrzenie napotkały pary zdziwionych błękitnych oczu.
- Sz-szef? – wybełkotał jeden z nich.
- O! Znacie się? – Smocza Księżniczka z dobroduszną miną patrzyła na Dżeka, który przytrzymał wyjmującego broń Błękit Hooda. Były herszt dwudziestki zaprawionych w boju drabów czując jak krew przestaje płynąć mu w ramieniu opamiętał się, jednocześnie miotając błyskawicami spojrzenia na byłych kamratów.
- Jak miło cię znów zobaczyć, Arvid. – mruknął do siedzącego naprzeciw. Spojrzał w bok. – A to ci niespodzianka! Ragnvald, Sigvard, Vidar i Thorax też tu są, no, no. Jaki ten świat mały…
Tymczasem Dżek wybrał mniejsze zło i zaczął przysłuchiwać się radosnemu szczebiotaniu Lady Sybil i Smoczej Księżniczki. Mało kto wolałby skupić słuch na próbach nastrojenia lutni przez Barda. Gdyby instrumenty mogły płakać, lira Barda już dawno rozpłynęłaby się we łzach.
- Jak to miło słyszeć że Virg, Xirjah i Lhevax w tak doskonałych formach.
- Och, rosną jak na drożdżach! Ostatno Lhevax i Xirjah złupili małą wioskę niedaleko stąd. Sami! Jestem z nich taka dumna… Za kilka lat zabiorą z sobą Virga, gdy w końcu ukończy sześć lat i dostanie własną tarczę!
- À propos dzieci: czy pamiętasz treść mojego listu?
- Oczywiście, kochana. Hm… Znalezienie tego chłopca nie może być trudniejsze aniżeli wykucie miecza jedną ręką.
Wtedy drzwi otworzyły się z hukiem. Po huku w sali pojawił się postawny mężczyzna o jasnych, tworzących miękkie fale włosach. Na każdym ramieniu niósł po jednej drewnianej beczułce, dlatego też jego sylwetka bardzo przypominała trójkąt, który nauczył się stał do góry podstawą.
- Oto on! JJJJJJ-URANNNNND! – Wikingowie zakrzyknęli entuzjastycznie może nie na widok męża Smoczej Księżniczki, czy beczułek, ale raczej na wyobrażenie ich zawartości. Wczesna kolacja mogła się zacząć a Smocza Księżniczka mogła przedstawić Wikingowi Jurandowi główny cel Barda i Dżeka.
*
Tymczasem EjDżej poczuł dziwne wibracje w kieszeni. Gdyby żył w innej rzeczywistości w Świecie Kuli w XXI wieku, z pewnością sięgnąłby do niej sprawdzić kto wysłał mu smsa. Na jego szczęście w tymże świecie nie żył, dlatego też sięgnął do kieszeni sprawdzić jak ma się znalezione godzinę wcześniej pisklę. Wyglądało na lekko skonsternowane.
- Co jest, kurczaku?
- Pisk!
- Skoro tak...
Po czym postawił pisklę na ziemi, poczekał, aż się wypróżni. Ze zdumieniem patrzył, jak opierzone na żółto zwierzątko podskakuje, lądując wyłącznie na kuperku. Zgadując jakieś kurczakom tylko cierpienia, podniósł kurczaka i po chwili wahania odwrócił go w dłoni. Tego się nie spodziewał.
- A co to za śmieszne cyferki?
I zaczął stukać palcem w podłużny ekranik.

v Czy stukanie EjDżeja wystarczyło, by uaktywnić Kuperkowe Odliczanie?
Czy Wikingowie od ZW i MN mają coś wspólnego z Wikingami Juranda?
Ile wie sam Jurand? Czy wtajemniczy Smoczą Księżniczkę?
Jakie koszmary nawiedzają Lorda Żabera?
Co robi Loki?
Czy opuchnięta głowa Odyna zmieści się w kapelusz?
DEMONY WIEDZĄ!!!
BOGOWIE PODEJRZEWAJĄ!!!

Obrazek
Skład: 75%Marchewy, 75%Bibliotekarza, 74%Niani Ogg, 64%Rincewinda, 63%Śmierci i 60%Vimesa.
Avatar użytkownika
Dicey Reilly żeńska
Kwestor
 
Posty: 2412
Lokalizacja: Kopalnia pomarańczy
Reputacja: 2500

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Eoren » 31 paź 2010, o 20:01

^ O ja...
> Zamówiłabym ale będę pewnie miała czas to napisac dopiero w piątek. Chyba, że stanie się coś niezwykłego...
v Wypowie się stanowczo, iż jest to niemożliwe.
THERE IS NO JUSTICE. THERE IS JUST ME.
"Outside of a dog, a book is man's best friend. Inside a dog, it's too dark to read."
Avatar użytkownika
Eoren żeńska
Bibliotekarz
 
Posty: 1645
Lokalizacja: Nałęczów...KRK
Reputacja: 362

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez 4jola » 5 lis 2010, o 23:11

^ Stanowczo to przesada,ale...
> Nie mam mózgu(wysmarkany),ale przeczytałabym cóś fajnego...
Nareszcie ktoś wrócił do ZANADRZA!Ha,ha! Też tęsknicie?
O widzę,że "zanadrze"plącze się po forum!
Czas wrócić do korzeni.
V Przerwie ten zaklęty krąg milczenia,zwłaszcza,że mnie,czyli Odyna,okropnie głowa boli.I to nie z powodu kaca bynajmniej,co jest jeszcze bardziej irytujące.Żądam wyjaśnień,bo nie ręczę za swoje czyny!Czop,czop!
"My,z matką twoją,rasizmowi mówimy twarde i zdecydowane: raczej nie !"

"-Zamknijcie się sierżancie.Jesteście wolnym trollem.To rozkaz."
Avatar użytkownika
4jola
Pani Palm
 
Posty: 5360
Reputacja: 6042

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Eoren » 6 lis 2010, o 21:07

^ Chwilę, chwilę, chwileczkę jeszcze. Strasznie rozwalony ten weekend. Ale postaram się na jurto - jeśli nie to oddaję kolejkę.
> Tak sobie właśnie pomyślałam: gdzie się powiedziewa grze_tomas?
v Ciekawe nie?
THERE IS NO JUSTICE. THERE IS JUST ME.
"Outside of a dog, a book is man's best friend. Inside a dog, it's too dark to read."
Avatar użytkownika
Eoren żeńska
Bibliotekarz
 
Posty: 1645
Lokalizacja: Nałęczów...KRK
Reputacja: 362

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Dicey Reilly » 6 lis 2010, o 21:16

^Ciekawe tak:) Szkoda tylko że nie znam odpowiedzi. Przydałaby się męska krew do ciała twórczego...
> To w takim razie dopping jeszcze raz:
E-O-REN! E-O-REN!
v E-O-REN! E-O-REN!

Obrazek
Skład: 75%Marchewy, 75%Bibliotekarza, 74%Niani Ogg, 64%Rincewinda, 63%Śmierci i 60%Vimesa.
Avatar użytkownika
Dicey Reilly żeńska
Kwestor
 
Posty: 2412
Lokalizacja: Kopalnia pomarańczy
Reputacja: 2500

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez ratharienn » 6 lis 2010, o 23:25

^Racja!
>Dicey, świetny odcinek. Już dawno przeczytałam, ale jakoś nie komentowałam. Szczególnie podoba mi się system rozpoznawania drzew i krzewów przez Matkę Naturę. A wiesz, że Virg, Xirjah i Lhevax w pierwotnym założeniu byli koleżkami Juranda? ;) Uwielbiam naszą Rewię właśnie za to - z każdym odcinkiem coś nowego i każdy Twórca dodaje coś ciekawego.
Zatem zamawiam odcinek po tym, który napisze Eoren, bo z pewnością go napisze. :mrgreen:
v E-O-REN! E-O-REN!

*
Eoren napisał(a):Tak sobie właśnie pomyślałam: gdzie się powiedziewa grze_tomas?

Też sobie o nim myślałam. Wczoraj, kiedy jadłam kanapkę z musztardą i patrzyłam przez okno...
"Co to za sztuka i kogo w niej gram?"
Avatar użytkownika
ratharienn żeńska
Dziekan
 
Posty: 1840
Lokalizacja: Jelenia Góra/Cieplice (Kraina Elfów)
Reputacja: 1980

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Eoren » 7 lis 2010, o 14:18

^ Ciekawe... Chodzi o to, że musztarda Ci go przypomniała?

> Wątły zielony pęd wystrzelił ku górze. W mgnieniu oka wspiął się ku światłu wypuszczając drobne listeczki, wijąc dookoła wetkniętego w ziemię patyka, którego jeszcze przed kilkoma sekundami z pewnością tutaj nie było i w jednej chwili ugiął się pod ciężarem dorodnych zielonych szyszek. Matka Natura z szerokim uśmiechem skrzyżowała ręce na piersiach.
Wikingowie spojrzeli po sobie skrępowani. Jeden z nich wyciągnął palec wielkiej dłoni wskazując na roślinkę.
- Co to jest, psze pani?
- Chmiel 231024 seria E - oznajmiła z dumą Migrencja. - Najlepszy na mocne piwo.
Inny z wikingów za zakłopotaniem podrapał się po potylicy.
- I co my z nim mamy zrobic, prze pani?
Migrencja spojrzała z nadzieją na swą siostrę szukając u niej pomocy.
- Właśnie - rzekła Zła Wiedźma, - co twoim zdaniem, kochana siostrzyczko, mają zrobic z tym badylem.
- No... piwo - odparła Matka Natura. - Przecież robi się je z chmielu, prawda?
Ostatnie zdanie zawisło niebezpiecznie pomiędzy stwierdzeniem a pytaniem.
- Tak, tak., tak... A najlepiej poczekac aż samo z niego wyewoluuje.
Zła Wiedźma westchnęła ciężko. Sięgnęła do woreczka zawieszonego na szyi, wyjęła z niego szczyptę czerwonego proszku, roztarła go po dłoniach, które w tym samym momencie zyskały delikatną poświatę i pstryknęła palcami. Chmiel 231024 seria E zniknął w tajemniczych okolicznościach zaś na jego miejsce w okolicznościach równie tajemniczych pojawiło się trzaskające ognisko, trzy pieczone dziki i kilkadziesiąt kufli wypełnionych najlepszym piwem. Oczy wikingów rozbłysły jaśniej niż światło ognia na klingach ich mieczy.*
*Co w sumie nie było takie trudne biorąc pod uwagę fakt jak bardzo zardzewiałą bronią zwykli się posługiwac...

-Nie dotykaj tego mój chłopcze!
EjDżej rozejrzał się próbując zobaczyc źródło głosu, który przed chwilą wygłosił to ostrzeżenie. Nie dostrzegł jednak nic prócz małego, czarno-białego i mocno skundlonego zwierzątka. Zmarszczył brwi.
- Ty to powiedziałeś? - zaryzykował pytanie.
Zwierzę skinęło głową i oświadczyło:
- Oczywiście.
- Kim jesteś? - po raz kolejny zaryzykował chłopiec, bowiem dobrze zdawał sobie sprawę z tego, iż byc może wcale nie chce znac odpowiedzi na to pytanie.
- Jestem borsukiem.
- Nie prawda - zaprzeczył EjDżej. - Borsuki są większe i ładniejsze, widziałem obrazek w książce. I jestem prawie pewien, że tak nie śmierdzą.
"A niech to Hel pochłonie!" - zaklął w myślach Lokacjusz. - "Znowu wyszedł skunks!"
- Trochę chorowałem... - próbował się wytłumaczyc borsuk.
- Aha - rzekł niepewnie EjDżej. - Ale dlaczego powiedziałeś, że mam go nie dotykac? To tylko małe kurczątko?
- O nie! To nie jest zwykłe kurczątko. To Magiczny Kurczak!
Oczy chłopca rozbłysły jaśniej.
- Naprawdę?...
- Oczywiście - rzekł borsuk. - I może spełnic twoje największe życzenie. Wystarczy tylko, że odnajdziesz czarodziejską blaszkę i go uruchomisz.
"A wtedy mama, tata i ciocia nareszcie się pogodzą!" - pomyślał chłopiec.
- Ale nie wiem gdzie mogę znaleźc tę blaszkę - rzekł ze smutkiem.
- Och, to żaden problem - zapewnił Lokacjusz. - Chętnie ci pomogę.

Akrobatyczka bardzo niewygodnie czuła się w swej ziemskiej postaci. Wiedziała, że było to konieczne, rzeczywistośc i tak przyjmowała już zbyt duże naprężenia - jeszcze jedna magiczna istota na tym świecie mogła przesądzic o ostatecznym kolapsie czasoprzestrzeni. Na razie jednak nic takiego się nie działo, pewnie dlatego, że Batman nie niosła ze sobą tak wysokiego ładunku magicznego jak zrobiłby to Odyn. Jednak ten zielony trykot tak niemiłosiernie cisnął...
Uchyliłaby drzwi domu Matki Natury gdyby tylko było co uchylac. Ponieważ jednak na zawiasach wisiały w tej chwili jedynie dymiące resztki drewna po prostu przeszła przez próg. Szybko znalazła kartkę, którą zostawił Loki i przeczytała ją. Po raz pierwszy do wielu wieków pobladła.
- A więc w końcu przejął nad nim władzę... - wyszeptała.
Nie czekając długo wybiegła z domku. Machnęła płaszczem i na niebie brzemiennym burzą znowu pojawił się znak nietoperza. Zaś list Lokiego porwał ze sobą zachodni wiatr...

Lord Żaber był szczęśliwy. Właśnie wyczyścił klatki wszystkim smokom i miał przed sobą całe pięc minut odpoczynku. Może w końcu będzie mógł umyc swój Monocykl. Jednak jego uwagę skupioną na ulubionym jednośladzie rozproszył jakiś płaski biały przedmiot, który wiatr przywiał rzucił prosto na jego hełm. Ściągnął kartkę* z miejsca, w którym powinien miec oczy i przeczytał. Słowa, które znajdowały się w liście obudziły jego najdawniejsze wspomnienia: Loki, Zła Wiedźma, Odyn, Ragnarok... i jeszcze jedno, zapomniane, wyparte ze świadomości jednak wciąż istniejące: Władza Nad Światem. Gdyby nie zbroja można by dojrzec, że pozieleniał na całym ciele. Zmiął kartkę w dłoni i wskoczył na Monocykl. Nie słyszał nawet dobiegających z daleka nawoływań głodnych smoków...
*Bowiem faktycznie była to kartka.

EjDżej szedł przez las wraz z borsukiem. Kurczaka Zagłady schował bezpiecznie w kieszeni spodni. W pewnej chwili borsuk zatrzymał się, zamachał łapami i wycharczał niesowim głosem:
- Pomóóóóż miiiii!!!!!
- W czym? - spytał chłopiec.
- Słucham? - odparł słodkim głosem Lokacjusz.
- Przed chwilą powiedziałeś "pomóż mi!" - wyjaśnił EjDżej.
- Ach, to... - borsuk zawstydził się. - To zwykła nerwica natręctw. Nie zwracaj na to uwagi.
To jednak nie było łatwe, szczególnie gdy jedno oko borsuka mrugało tak niepokojąco...

V Co Loki napisał w liście?
Czy uda mu się uwolinic spod panowania Lokacujsza?
Gdzie pognał Lord Żaber?
Co uczyni Akrobatyczka by zapobiec Ragnarokowi?
Czego dowiedzą się się ZW i MN od wikingów?
Kim naprawdę jest Jurand?
Czy Trzej Przyjaciele znajdą sposób by kolejny raz uratowac świat?
DEMONY WIEDZĄ! BOGOWIE PODEJRZEWAJĄ!
THERE IS NO JUSTICE. THERE IS JUST ME.
"Outside of a dog, a book is man's best friend. Inside a dog, it's too dark to read."
Avatar użytkownika
Eoren żeńska
Bibliotekarz
 
Posty: 1645
Lokalizacja: Nałęczów...KRK
Reputacja: 362

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Dicey Reilly » 7 lis 2010, o 20:39

^Łoł, fajny odcinek, Eoren! Tyle wykrzykników wydać z siebie potrafi tylko Loki w opałach;) A scena z chmielem coś pięknego - szkoda tylko że ja, Matka Natura, nie potrafię tworzyć piwa:D
>Wystarczy nam czekać na odcinek zamówiony przez Ratharienn:)
v Prawda?

Obrazek
Skład: 75%Marchewy, 75%Bibliotekarza, 74%Niani Ogg, 64%Rincewinda, 63%Śmierci i 60%Vimesa.
Avatar użytkownika
Dicey Reilly żeńska
Kwestor
 
Posty: 2412
Lokalizacja: Kopalnia pomarańczy
Reputacja: 2500

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez ratharienn » 8 lis 2010, o 19:01

^Prawda, ale nie dzisiaj. Aj promis, że napiszę coś w najbliższych godzinach lub dniach.
>Wiecie co? Pogubiłam się w akcji Bard - Psjeżozwierz - Błękit Hood. Czy ktoś byłby łaskawy przedstawić mi Bardzo Krótkie Streszczenie? Wiem, że mają Uratować Świat*, ale chyba nam się zgubili w akcji.

*Niedługo będę jak Marchewa w listach do rodziców... Czekam tylko, aż wystąpi u mnie kompletna ignorancja zasad interpunkcyjnych. ;)

vProszę <NajpiękniejszyUśmiechŚwiata>.

**
Eoren napisał(a):Ciekawe... Chodzi o to, że musztarda Ci go przypomniała

Nie. Nie sądzę.
"Co to za sztuka i kogo w niej gram?"
Avatar użytkownika
ratharienn żeńska
Dziekan
 
Posty: 1840
Lokalizacja: Jelenia Góra/Cieplice (Kraina Elfów)
Reputacja: 1980

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Dicey Reilly » 8 lis 2010, o 21:39

^Oj, jaki piękny NajpiękniejszyUśmiechŚwiata!
> Proszę bardzo, Rath:
Dżek i Bard mają nie dopuścić do końca świata=załatwić EjDżeja; pewnego ranka jedzą wiewiórki, gdy atakuje ich Błękit Hood, co mu się nie udaje i on zostaje zaatakowany-->Dżek i Bard mają przewagę. BH mówi im że szuka Kurczaczka, za to Bard i Dżek szukają Smoczej Księżniczki (wychodzi na to, że ma pomóc w znalezieniu EjDżeja, którego chcą załatwić); Bard chce pomóc w szukaniu Kurczaka, ale Dżek się upiera --> Błękit H. dogaduje się z nimi i prowadzi ich do Lady Sybil, gdzie może byś Smocza Księżniczka; Lady S. prowadzi ich do domu Smoczej K., gdzie piją miód z Jurandem. Dalej nic o trio nie ma.
Oj, wyszło coś więcej niż Bardzo Krótkie Strzeszczenie, ale może przejdzie:)
v jeśli coś pokręciłam to mnie poprawcie - na szali waży się orientacja w akcji Ratharienn ;)

Obrazek
Skład: 75%Marchewy, 75%Bibliotekarza, 74%Niani Ogg, 64%Rincewinda, 63%Śmierci i 60%Vimesa.
Avatar użytkownika
Dicey Reilly żeńska
Kwestor
 
Posty: 2412
Lokalizacja: Kopalnia pomarańczy
Reputacja: 2500

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Wieża sztuk

Co takiego mówiło się o bogach? Nie istnieliby, gdyby nie ludzie, którzy w nich nie wierzą. To samo odnosi się do wszystkiego. Rzeczywistość jest tym, co istnieje w ludzkich umysłach.

Ruchome obrazki, dodał(a) grace

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników

cron