Dziś (w sumie wczoraj:P ) przyszła do mnie wieczorkiem (już niemal miałem się kłaść) Biała i przyniosła babeczki. Nie wiem co dodała do nich, ale poza tym, że były przepyszne to natchnęły mnie w końcu do zebrania myśli po zlocie.
Zlot dla mnie ważny, bo nie jestem częstym bywalcem takowych (pomimo najszczerszych chęci jak sami wiecie). W bardzo wielu przypadkach poznałem was po raz pierwszy a jak się okazuje ironicznie po raz ostatni przed moją imigracją. Spróbuje zastosować jakąś chronologię lub choć porządek w tym co chce powiedzieć ale niczego nie obiecuję Zobaczymy jak wyjdzie.
Pierwszą chyba, której powinienem podziękować jest Anima, bo to dzięki niej pomysł wyjazdu do Łodzi się w ogóle urodził. Jak to dobrze, że tak młoda i piękna osóbka ma w sobie tak szalonego ducha, by zaprosić do swojego miasta, do swojego domu i pokoju faceta spod Ukraińskiej Granicy, którego nie znała w żaden inny sposób jak tylko przez kilka wymienionych postów podczas dyskusji na forum. Niezwykła postaw, która jak się okazuje wśród naszych forumowiczów wcale nie jest odosobniona postawa. Anima odebrała nas z przystanku (tak to Cięgle jest Łódź wierzę Ci na słowo i widziałem znaki

) w towarzystwie jednego z milszych psiaków jakie widziałem. Wiecie, że jestem koneserem damskiej urody, więc nie zdziwi was chyba fakt, że nie sposób nie wspomnieć o urodzie i urzekającej twarzy Animy (sylwetka też nie umknęła mojej uwadze, no ale jednak to w spojrzeniu ma to coś... czego szuka się u pochłoniętych pasją osób – lekki błysk szaleństwa i pasji spod burzy włosów – wow!). Jak pisała mi Anima w wiadomościach wymienianych przed wyjazdem jej rodzice to również niezwykła para, zupełnie odbiegających od standardów rodzicielskich, bardzo ciepłych i otwartych osób. No i tata dobrze gotuje (może nie tak dobrze jak Biała, no ale radzi sobie

). Może trochę szkoda, że w wyniku różnych pomysłów na niedzielną podróż do Wrocławia nie miałem okazji skorzystać z gościnności Animo(wanej) Chatki i jeszcze posłuchać o młodocianych dziejach Animy i jej rodzinki. W każdym bądź razie jeśli tylko Oxford wypuszcza swoje linie ołówków postaram się uzupełnić trochę kolekcję jej mamy. Mam nadzieję Animo, że przekażesz na ręce rodziców podziękowania za wspaniałe i ciepłe przyjęcie podróżników ze wschodu

.
No i z tego co opowiadali doustni świadkowie tacie należą się też podziękowania za procentowy wkład w przebieg wieczoru;)
Tobie Animo dzięki za zapewnienie logistyki i to jak swoją obecnością przyczyniłaś się do tego, że wieczór minął tak wyjątkowo i niezapominanie. Zaszczytem było Cię poznać.
Nie mniejsze podziękowania i wyrazy uznania należą się Motopompie, który po primo dobrze ponawigował nami po Łodzi, a po drugie dał miejscówkę do dokończenia rozpoczętego w pubie wieczoru. Motopompa okazuje się być nie tylko doskonałym wykładowcą fizycznych zagadnień powiązanych z akustyką, ale także idealnym gospodarzem dbającym o potrzeby wszelakie swoich gości, począwszy do gustów muzycznych przez mieszkaniowe i te związane z dowolną formą rozrywki. Podziękowania należą się też jego kolegom, którzy doskonale wczuli się w zlotowy klimat.
Pokaz stretchingu, dyskusje o deuterze czy żal wylewany na nikłość azjatyckich studentek na polskich uczelniach to ich bardzo ciekawy wkład w późnowieczorne dyskusje.
Poznałem też niesamowitą (jeszcze jedną i to wcale nie koniec!) damę. Ba! Nawet miałem ją okazję oprowadzać po łódzkich dróżkach pod parasolem. Mowa o Agadu. Jeśli jakaś osoba mogłaby uosabiać w sobie ducha dobra i siły, oraz pozytywnych emocji wszelakich, a także przede wszystkim forumowej jedności to ona dodatkowo zmieściła go w tak skoncentrowanym opakowaniu. Nie ma w prawdzie zdjęć udowodniających różnice w opakowaniach jakimi dysponujemy ja i ona, jednak różnica jest spora. Aga ledwo się trzymała na nóżkach jednak przybyła do Łodzi. Dzielnie znosiła wszystko na co naraziło ją choróbsko. Nawet miała wystarczająco sił i ochoty, by wybrać się ze mną i Animą na spacer w późnych nocnych godzinach. Spacer tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że Aga jest dama wyjątkową i to, że mogłem ją poznać jest dla mnie zaszczytem.
Podczas zlotu powstało, dzięki naszemu Corvvinowi i przejęzyczeniu Animy hasło podsumowujące wydarzenia całej nocy. Nie istotne jak to zinterpretujecie, ale „Umrzyj!” rządziło i stało się już kultowe, jak „300” czy „słonie w prowizorycznych bobslejach”. Corvvinowa walk na punkty reputacji doskonale się wpisała w klimat późnonocnych rozmów. A jeśli już o tym wspominamy, to spośród wielu rodzajów śmiechu jak dał się słyszeć tego wieczoru w mieszkaniu Motopompy jeden zasługiwał na wyróżnienie: Arvika dysponuje w swojej przeponie (czy jeszcze gdziekolwiek indziej przetrzymuje te częstotliwości) takim rodzajem śmiechu jakiego nie powstydziłby się żaden z bajbardziej szalonych naukowców, złych charakterów czy innych, które pisarze zwykli wyposażać w takowe. Świetnie było poznać ją i Venoma, który zapoczątkował pamiątkową tablicę. Kto by pomyślał kiedy mogą się uaktywnić zdolności malarskie. No, no, no. Arv i Venom świetnie się uzupełniają. Bardzo dziękuję wam za możliwość poznania.
Jak jednak nie docenić dwójki która postanowiła być i w Łodzi a także na drugi dzień wybrała się do Wrocławia. W prawdzie może nie planowo z samego rana, ale i tak wszystko ułożyło się znakomicie. Hary i Kinga najwytrwalsi i świetni towarzysze podróży. Haremu jak zwykle zawdzięczamy fotograficzną relację ze zlotu. No i opowieści o tym jak radzić sobie z celnikami i jak nie dać się oszukać przezroczystym płynom w butelkach po wodzie mineralnej. Dzięki Ci za to, że byłeś jak długo mogłeś we Wrocku. Kinga jak zwykle ciętym językiem i poczuciem humoru szybko ogarniającym nawet największe abstrakcje była doskonałą towarzyszką. No i w szpilkach na wrocławsko-łódzkich dróżkach wywoływała u mnie nieodparte wrażenie bycia odpowiednikiem Małej Mi. Dzięki za odprowadzenie na ciapąg i pożyczenie śpiwora

. A pseudonim człowiek poduszka muszę sobie zapisać. Jak już się dorobię i będę szedł w ślady Batmana, Pillowman to będzie moje superbohaterskie drugie ja.
We Wrocławiu poznałem damę, którą chciałem na żywo spotkać od kiedy tylko zobaczyłem ją pierwszy raz na zdjęciach z jej rozlicznych sesji. Niesamowitym okazało się, że zdjęcia tak naprawdę nie oddają nawet połowy uroku. Breth, bo o niej mowa, na szczęście dała radę zjawić się na spotkaniu, choć ponoć wiele rzeczy w kosmosie miało zupełnie odmienne zdanie. Należą się jej podziękowania za pomysł na knajpkę i zniżkowe ulotki oraz za odprowadzenie na sam dworzec i zapakowanie do ciapągu. Mam nadzieję, że tak jak udało nam się ustalić podczas jej planowanego pobytu w UK uda nam się zorganizować powtórkę z Wrocławia. No i świetnie, że udało się Breth przyprowadzić koleżankę Airlockkitty, która mam nadzieję bawiła się w naszym towarzystwie tak dobrze, że już odlicza dni do styczniowego zlotu. Bo jest bardzo interesującą damą (że o uroczych włosach, przypominających mi urodę mojej damy nie wspomnę). Poznać Cię to była przyjemność.
No i dwaj panowie Corvus i Mogget. Dzięki wam za odebranie z dworca i niezwykle mile spędzone popołudnie. Mogget dzięki swojemu strusiowemu więc żołądkowi, który może pomieścić zapewne... Hmm... ciężko określić jego możliwości, bo prawdopodobnie tak jak TARDIS Doctora Who jest większy w środku. No i „Jestem głodny” urosło chyba do hasła jedynie trochę mniej popularnego od Corvvinowego „Umrzyj!”.
Niesamowicie energetyczny facet – miło było poznać i mam nadzieję, że bezie jeszcze okazja się nie jeden raz spotkać. Tak jak i z Corvusem, który swoim spokojnym, acz prawdopodobnie bardzo burzliwym jednak charakterem, dał się poznać jako doskonały towarzysz rozmów, znawca paranoi politechnik i człowiek o doskonałym goście muzycznym. Dzięki za wieczór i odprowadzenie na dworzec. Poznanie zarówno Łódzkiej jak i Wrocławskiej ekipy to świetna sprawa. Jadnak zlot na koniec mojej bytności w Polsce dał mi niezwykła okazję na podróż z osobą która okazała się najlepszą towarzyszką podróży. Sam podróżujący z Frodo, Sancho z Don Kichotem czy nawet Rose podróżująca z Doctorem nie potrafiliby sprostać niesamowitej podróży, jaką odbyliśmy z Białą.
Jak sama mi powiedziała, aż dziwne, że takie pomysły na podróż przez pół kraju od tak z dnia na dzień prawie, bez jakichś większych organizacji, nie są w sumie karane z urzędu przez prokuratora.
Biała to dama wyjątkowa i jeśli ktoś z was będzie ją zabierał w podróż to może spodziewać się wszystkiego, ale nie tego, że będzie się nudził, czy podróż będzie mu się dłużyć.
No ale od początku. Nie wie czy wiecie jak się to odbyło ale nasz podróż (jakie to logiczne:) ) zaczęłą się od nieprzespanej nocy. O koncercie dzień wcześniej nawet nie wspomnę. Czemu by nie

Jak planujesz przez kilka dni podróżować po Polsce to zacznij od zarwania nocy i oglądania filmów w kinie. Do 6 rano. A potem wsiądź w autobus i ruszaj na spotkanie z przygodą. Biała dała mi się poznać podczas podróży jako doskonała konwersatorka, źródło mnóstwa rozrywek (przy pomocy zbioru intrygujących obrazków z swoim komputerze) a także najbardziej urocza istota, kiedy zapada w sen. Biała też dała pretekst do odnalezienia w niedzielę rano całkiem ciekawych miejsc w łodzi i odbycia wielu rozmów, które sprawiły tylko, że jeszcze bardziej utwierdziła mnie w moim słusznym poglądzie na jej wyjątkowość i niepowtarzalność.
Jaka inna dama (no może na forum by się parę znalazło bo mamy tu obfitość niezwykłych osobowości) na wiadomość, że planuję wypad przez Polskę tylko po to by pobyć z ludźmi z forum przed emigracją, nie pytałaby o nic więcej, jak tylko kiedy ruszamy. Za to jak dzielnie dała sobie radę ze zlotem i podróżami przede wszystkim, za dzielne znoszenie niewygód PKP i doskonałe śniadanko (i nie tylko) nie pozostaje nic innego jak tylko wyrazić najwyższe uznanie.
Tak jak już powiedziałem, mało kto miał okazję w tak krótkim czasie przeżyć tak wiele. Będzie co wspominać.
Jeszcze raz dziękuję każdemu kto przybył, i tym którzy przybyć nie mogli pomimo najszczerszych chęci. Mam nadzieję, że powracając czasem z emigracji będziecie mieli ochotę na małą powtórkę.
Pamiętajcie też, że jeśli będziecie kiedykolwiek przejazdem, na wycieczce, bądź pociąg do Zgierza zbłądzi i wylądujecie w Oxfordzie, to będę wyczekiwał was u siebie w mieszkaniu.
Choćbym miał was układać warstwowo.
Jesteście WIELCY!
Dziękuję.