przez ratharienn » 20 wrz 2013, o 19:01
Czytam, a raczej męczę, książkę Łukasza Malinowskiego "Skald. Karmiciel kruków". Recenzja była świetna, zachęcająca, poza tym Skandynawia, bogowie, Wikingowie i, wydawało się, naprawdę ciekawy główny bohater, więc kupiłam w ciemno (tak jak "Pana Lodowego Ogrodu" i, jak widać, niczego mnie owo doświadczenie nie nauczyło).
Historia sama w sobie może byłaby ciekawa, gdyby tylko Malinowski nie przejmował się tak rolą doktora historii i w każde zdanie nie wtrącał starodawnych, nordyckich wyrazów, które nadgorliwa redakcja tłumaczy w przypisach. Czuję się, jakbym czytała książę do historii, a nie powieść i to zabiera opowieści cały urok, bo nie umiem się skupić, ciągle odrywając myśl od wątku. Wiecie, nie mam nic do przypisów i faktycznie nie rozumiem tych słów, ale, choć nie jestem pisarką, ufam, że autor mógł posłużyć się kilkoma sprytniejszymi chwytami, by obce słowa przemycić bez wkurzania czytelników, skoro już tak bardzo mu zależało.
Pomijając jednak przypisy, powieść jest napisana bardzo porządnie, choć czasami akcja się wlecze, zbyt dużo miejsca poświęcając opisom zadufanego w sobie i przekonanego o swoim geniuszu głównego bohatera. Przeczytam, ale nie tak szybko i nie z takim zaangażowaniem, jakbym chciała.
Jakiś czas temu przeczytałam niemal jednym tchem dwa tomy z trylogii "Nevermore" Kelly Creagh. Początkowo wydawało mi się, że to kolejna zmierzchowa wariacja i z lękiem brnęłam dalej w tekst, ale zostałam bardzo miło zaskoczona rozwojem akcji. Plusów historii przydaje niewątpliwie zamieszanie w nią Edgara Allana Poe'go i tajemniczych okoliczności jego śmierci. Autorka mistrzowsko splątała znane wszystkim fakty z wymyśloną przez siebie opowieścią. Dawno nie zdarzyło mi się aż tak wczuć w to, co czytałam.
"Co to za sztuka i kogo w niej gram?"