Zastanowiłem się troszeczkę mocniej nad określeniem "najmroczniejsza" i uznałem, że choć generalnie Terry pisze w dość wesoły i lekki sposób, to można by wymienić w wielu książkach ze Świata Dysku elementy, które kreują nieco cięższą atmosferę. Nigdy nie są może rozwijane w zbyt mocny sposób, ale nie sposób zaprzeczyć, jakoby nie miały czegoś wspólnego z ogólnie pojętym mrokiem. Jeżeli by się postarać, to nawet w Kolorze Magii można wymienić krótki epizod, w którym Rincewind i Dwukwiat nieostrożnie zawędrowali do świątyni Bela-Shamharotha (tak się to pisze?) i tam niedoszły maggus w bardzo sugestywny sposób starał się przekazać turyście, że wypowiadanie cyfry, która w graficznym przedstawieniu posiada dość krągłe gabaryty, będzie bardzo nie na miejscu i prawdopodobnie później będzie się tego żałować.
Równoumagicznienie pamiętam jak przez mgłę, ale przecież Eskerina i ten chłopak, który zdawał się być idealnym schronieniem dla wszelkich alergii powodujących kichanie, łzawienie oczu i inne nieprzyjemności, byli w swego rodzaju otchłani, otoczeni przez niewyobrażalne stwory będące swoistym workiem poskręcanych ze sobą w nieładzie losowych kończyn.
Po tym nadchodzą... Trzy Wiedźmy moi drodzy. Cóż tam było? Morderstwo króla i późniejsza obsesja tego, który odebrał mu życie jego własnym sztyletem. Maniakalne mycie rąk drucianą gąbką, które kończyło się na tym, że na rękach znów pojawiała się krew, która zabójcę doprowadzała do szaleństwa. Jak dla mnie było to bardzo smacznie przedstawione. No i jego żonka - bezwzględna, okrutna, nawet wtedy kiedy Babcia pokazała jej jej prawdziwe "ja" nie złamała się pod napływem okropieństwa swojej osobowości. No i bardzo szczegółowe przedstawienie narzędzi tortur w zabawie pomiędzy Niańką Ogg, a królem Lancre

Niedawno skończyłem Piramidy po raz drugi - w nich moją wyobraźnię poruszył Dios, który przecież wymykał się do Nekropolii by w jakiś dziwny sposób powstrzymywać swoje ciało przed śmiercią przez całe siedem tysięcy lat. Dla mnie było to dość intrygujące i wiodło na tory, w których na różne sposoby można było sobie dopowiadać to, co robił najwyższy kapłan w czasie krótkich wizyt po drugiej stronie Djelu.
Generalnie uważam, że najwięcej takich elementów można wymienić w książkach, których wydarzenia dzieją się w Ankh-Morpork i w jakiś sposób związane są ze Strażą, która zmaga się z różnymi rodzajami przestępstw. Tak jak w Zbrojnych Vimes starał się rozwiązać trudną zagadkę zabójstw między innymi klauna (właśnie ten wątek Błaznów nadał jeszcze takiego dość schizowego klimatu) lub tak jak w Prawdzie, gdzie William zajmował się sprawą związaną z patrycjuszem, co w końcu sprawiło, że w nieciekawy sposób zaczęli nękać go Pan Tulipan i Szpula

Oczywiście kryminał, w którym zeznania przyjmowane są od... psa nie może być do końca brany na poważnie. Ale były sceny, powiedzmy, nieco cięższe.
Mrok nie jest najmocniejszą i najbardziej eksploatowaną przez Pratchetta cechą w jego książkach. Ja kocham go za inne elementy jego twórczości - niesamowitą zdolność narracji, tworzenia przezabawnych, ale przemyślanych i niegłupich historii, wesołości i mocą z jaką potrafi trafić do otwartego umysłu.