przez Uuu! » 11 wrz 2013, o 06:43
Niekonsekwencja mała i w sumie nieistotna. A piszę o niej tylko po to, by pochwalić się przed światem swą spostrzegawczością i przenikliwością.
W "Czarodzicielstwie" jest fragment o tym jak to Coin zmienił Ankh-Morpork i rzekę Ankh:
Dawne kamienne mury zniknęły. Teraz stały tam dość ładne balustrady. Poza nimi skrzyło się miasto – poemat białego marmuru i czerwonej terakoty. Rzeka Ankh nie była już zamulonym ściekiem, który znał od dzieciństwa, ale migotliwą, przejrzystą jak szkło wstęgą, w której – miły akcent – białe karpie poruszały wargami, pływając w wodzie czystej jak topniejący śnieg.
A dziewiętnaście stron dalej autor pisze:
Przeszedł przez ogród nadrektora i nie zatrzymał się, póki nie stanął nad brzegiem Ankh. Rosło tu kilka starych rosochatych wierzb, a rzeka płynęła – a przynajmniej przesuwała się – przez szerokie zakole wokół niewielkiej, pełnej kijanek łąki, nazywanej dość optymistycznie Rozkoszą Magów.
Zwrot "a przynajmniej przesuwała się" jest typowy dla opisów rzeki we wszystkich innych książkach. Widać autor napisał to z przyzwyczajenia, zapominając, że w tej książce rzeka ma wyglądać inaczej.
Musiałby pracować kilka tysięcy lat, by osiągnąć jakiś efekt, ale to przecież nie powód, by rezygnować.