przez Elencza » 15 sie 2008, o 21:01
Obie z siostrą czytamy fantastykę, ja byłam w LO, ona w gimnazjum. Ponieważ w mojej szkolnej bibliotece nie było już nic ciekawego, siostra pytała w swojej. Bibliotekarka kilkakrotnie pokazywała jej "Na glinianych nogach", ale za względu na okładkę nie chciała na początku brać. Gdy po raz kolejny ją namawiała, głupio jej było odmówić i wzięła. Pojechałyśmy zaraz potem do babci na wakacje i bardzo nam sie nudziło, więc siostra zaczęła czytać,a mnie wkurzały jej ciągłe wybuchy śmiechu. zabrałam jej w końcu książkę i sama przeczytałam.I zakochałam się. Niestety, to był jedyny dostępny w tamtym czasie Pratchett. Wkrótce jednak poszłam na studia do Krakowa i pewnego dnia mój wzrok przyciągnęła kolejna dziwaczna okładka, "Równoumagicznienie". NIe spodobała mi się, oczekiwałam kolejnych przygód strażników i ubóstwianego przeze mnie Vimesa,a poznałam dziwacznych magów i nudne czarownice. Ale nie zraziłam się, sięgnęłam po "Wiedźmikołaja", a potem przyszły kolejne części. Zmienił się mój stosunek do magów i czarownic, ale "Równoumagicznienie" nadal mnie nie przekonuje.
"Po prawej z głośnym wrzaskiem zawodu pękła cienka bariera pomiędzy namiętnym kochankiem, a kandydatem na świeżo upieczonego (za jakieś 9 miesięcy) ojca." M.Sobczak