No właśnie. Ciekawe, czy Wam w całym tym wariactwie nie brakło czegoś istotnego i dość absurdalnego, żeby tworzyć placówkę edukacji wyższej, jaką jest NU?
W całym tym obrazie obłąkania i wspinania się na wyżyny absurdu, jaki (o, zgrozo!) większość studentów kojarzy z tej drugiej strony, myślę, że całości mógłby dopełniać dziekanat.
Ja rozumiem, że w porównaniu do nastawionego na bufet i skupionego na sprawach tak wysokich, że grawitacja zapomina o spadaniu, grona profesorskiego, coś tak przyziemnego jak Pani z Dziekanatu praktycznie traci swój blask. Ale wyobraźcie sobie co by było...
No właśnie... Co by było? A może czegoś jeszcze tu brakuje?



