Ha. Dotarłem do domu (Już koło 16, ale później na koncert... teraz mam chwilę żeby napisać). Będzie o wiele krócej niż możnaby napisać, bo po godzinnym tuleniu się do kingowego (bratokingowego?) biurka, w ramach substytutu snu, trochę padam na twarz o tej godzinie.
Dzięki wam wszystkim za pojawienie się (A Cioci Kindze szczególnie, i za organizację, i za teleportowanie mnie z dworca, a także załatwienie teleportu powrotnego do DG). Naprawdę świetnie było was poznać, porozmawiać (posłuchać...). Impreza przednia. Jesteście przezacni.
Dżon, jak tam twoja stopa z grilla?
grace napisał(a):Motopompa [...] którego aparycja przypominała mi charta afgańskiego...

Buhahaha, właśnie sprawdziłem jak to to wygląda

A wiesz, jakbym tak zdjął okulary i wymalował pysk na czarno...
Szczególnie miło wspominam:
- Pojawienie się wyspanego Corvvina o 5 rano(dobrze godzinę kojarzę?) i telefon od dziewczyny... "Wyszedłem poszukać wody. No, przy ognisku siedzę."
- Corvvinowy tekst: "A Motopompa tak spokojnie siedzi, nie odzywa się... i siekierę ostrzy...

"
- Serię chamskich dowcipów o Żydach i Murzynach (Jeśli ktoś jakieś pamięta, ślijcie mi na PM, proszę!)
- W ogóle, wszystkie te historie przy ognisku
- No, te przy grillu też (Czyli wychodzi na to, że cały zlot

)
- Niektóre opowieści Marcela. Sporo tego było

- Piosenkę o jeżu
- Szpakowe "Wchodzi na wydział facet, trzyma się za brzuch, z bólu zgięty w pół. Ratownik pyta:
- A co się pan tak skrada?" Umarłeś mnie tym tekstem.
- Dżonowy przepis na miętówkę salicylową...
- Pewno że było tego wiele, wiele więcej, ale wiecie jak to jest, 90% się pamięta, kiedy ktoś przypomni.
Hej, to wy jeszcze zdążyliście śmignąć na pustynię? Cholera, że też nie nie mogłem się tak rozdwoić!
Hy, ja tez dostałem od Grace plakietkę(ą)
