przez Marek_Sobczak » 29 maja 2011, o 17:10
Numer 14 był bardzo zabobonny. Nie przechodził nigdy pod drabiną, nie rozsypywał soli, nie spał na żyłach wodnych,gdy widział kogoś z Ankmorporkańskiej Służby Kominiarskiej łapał się za zawieszony na szyi guzik, pamiętał by zawsze wstawać z posłania prawą nogą. Jak do tej pory unikanie zabobonów sprawdzało się w stu procentach (wszak najlepiej świadczył o tym fakt, że szczęśliwie dożył trzech lat, co u szczurów jest wynikiem co najmniej na miarę zdania matury w polskich realiach). Niestety nadszedł ten dzień. Numer 14 wracał właśnie najedzony z kuchni (oczywiście nie następował na łączenia paneli w drewnianej podłodze), kiedy jak nie złapie go skurcz, jak nie nastąpi w łączenie, jak nie wbije sobie drzazgi w łapkę, jak nie wyrżnie w lustro rozbijając je na sto kawałków, jak nie zacznie przed nimi uciekać na łeb na szyję lądując wprost w paszczy kota (czarnego a jakże).
-PIP.
-No właśnie. a wszyscy się ze mnie śmiali, że jestem przesądny - odparł Numer 14, którego dusza przeleciała własnie obok kalendarza z datą 13 Marca - Piątek, Imieniny Zofii.
We’re all stories in the end. Just make it a good one!