Teraz to ty pleciesz bzdury. A zmiana historii nie byłaby cudem? I wcale się nie zapędziałam - poszłam tylko dalej tokiem rozumowania Dżona. Aha, i pisanie małą czcionką wcale się nie sprawdza, jeśli ktoś potrafi wcisnąć "cytuj".
Co do Vetinariego i jego pociągania za sznurki... ktoś musi. Wiesz, przyszła mi na myśl moja klasa podstawowa (niestety nie mam tak ekscytujących doświadczeń jak Ty). Otrzymaliśmy raz zadanie wystawić skecz na święta Bożego Narodzenia. Od razu zaczęły się kłótnie. Ja akurat stałam z boku, bo nie za bardzo chciałam brać udział, więc mogłam się wszystkiemu przyglądać. Zanim weszła pani trzech chłopaków o mało się nie pobiło, dziewczyny również rzuciłyby się na siebie, o główną rolę. Na szczęście wychowawaczyni przyszł na czas, pogodziła wszystkich, każdego przekonała do jego roli i poszło dobrze. Inaczej nic by z tego nie wyszło. Jasne, to przykład bardzo prosty, ale w wielu momentach życia bywa podobnie.
Co do Aknk-Morpork... proszę bardzo:
"Zabawne, że najwyraźniej wszyscy marzyli o tym, by żyć pod despotyczną władzą tyrańskiego lorda Vetinariego"
Świat finansjery
"[...]Vetinari gwarantował stabilność. Była to zimna, kliniczna odmiana stabilności, ale jego geniusz odkrył, że właśnie stabilności ludzie pragną najbardziej."
Na glinianych nogach
"A jednak system działał. Co irytowało pewną liczbę osób uważających, że jednak nie powinien" [W tym najwyraźniej i Ciebie]
Niewidzocnie Akademicy
Jestem też pewna, że gdzieś, w jednej z pierwszych cześci, był fragment o tym, że miasto działało po raz pierwszy od wielu lat, ale akurat nie mam tej książki pod ręką.
Co do Vetinairego sztywniaka i Lu-tZe luzaka... może i tak. Tyle że to zazwyczaj właśnie sztywniacy robią coś dobrego i pożytecznego, a luzakom się nie chce. Luzacy nie pójdą na studia, tylko będą farbować paznokcie na czarno. Luzacy nie przejmą się nauką, kolegami, niczym. A sztywniacy tak.
EDIT:
Dżon, nie mówię, że Vetinari to od razu super-duchowiec. Ale jest człowiekiem i tego mu nie odmówisz.

