przez Dicey Reilly » 12 gru 2010, o 01:23
^ Ja? Och, dziękuję za komplement:D proszę złożyć te dwa posty, już nie dam rady po dwóch dniach zedytować.
> Mam swoje trzy grosze! Oto one:
Łopotanie błoniastych skrzydeł rozbrzmiewało w chmurach przy akompaniamencie charakterystycznych odgłosów oddychania wydobywających się z hełmu Lorda Żabera. Po raz pierwszy leciał na Czarusiu, dlatego lot przypominał ruch pijanej muchy, co spowodowało znaczne straty w liczebności kilku kaczych stad i zmiany ich kształtu z klucza w kilka nierówno ułożonych kropek. Przynajmniej smok doświadczył urozmaicenia w menu: kaczka zjedzona żywcem, martwa kaczka złapana w locie, która zginęła w efekcie zderzenia z Czarusiem i martwa kaczka złapana w locie, która dostała zawału na widok Czarusia. Takich smaków nie zapomni nigdy.
Lord Żaber wyrwał kacze pióro z jednej ze szczelin kombinezonu i znów skupił wzrok na przestrzeni przed sobą. Co chwila przez jego żaberowaty mózg przelatywały trzy piękne słowa: Władza Nad Światem. Te dwa rzeczowniki i spójnik miały prawdziwą moc. Nie miał planu co zrobi gdy dotrze do celu. Miał nadzieję, że gdy się tam pojawi, wszystko jakoś się ułoży.
Z niezadowoleniem uświadomił sobie, że wlecieli w chmurę burzową. Wyładowania elektryczne wokół przybierały zaskakujące barwy: róż, fiolet i purpurę.
Hm… mruknął.
Mając na uwadze, że nie przepada za tymi kolorami, obniżył lot. Teraz mógł pomyśleć: znak nietoperza, jaki widział na chmurze kilkanaście minut wcześniej nie zapowiadały niczego dobrego. A przynajmniej niczego co nie zagrażałoby idealnie wypolerowanej powierzchni jego hełmu. W perspektywie rychłych wypadków utwierdził go widok biegnącego zwierzaka.
Hm… mruknął. Będzie ciekawie.
Odyn otworzył oko. Ponieważ zamazane kontury otoczenia przestały go dziwić już wieki temu, jego uwagę na pierwszym miejscu zajęła inna niedogodność: nie mógł się ruszyć. Coś nie pozwoliło spełnić się jego odruchowi sięgania po piersiówkę, już nie wspominając o tiku drgającej lewej stopy. Gdy zogniskował wzrok i włączył myślenie podczas rozglądania się miał już pełny obraz sytuacji: leżał na łóżku związany od stóp po szyję stalowym łańcuchem. Niech ją trafię tą Akrobatyczkę…
Przekręcił głowę i z zadowoleniem dostrzegł jedną z piersiówek. Po żmudnej gimnastyce udało mu się otworzyć piersiówkę i nabrać do ust łyk Ognisto-piorunowej. Stulecia nauczyły go do czego zdolny jest czło… bóg, mając do dyspozycji wyćwiczony język, wargi i szczękę z prawdziwymi zębami.
Smak płynu kusił do przełknięcia, jednak Odyn, mistrz samokontroli, powstrzymał odruch i wypluł trunek tworząc fontannę, jakiej pozazdrościłby każdy wieloryb. Ogniwa łańcucha stopiły się po kontakcie z kroplami i po chwili Odyn rozprostowywał kończyny.
- No, to do roboty. – mruknął. Założył kapelusz, zarzucił na siebie ulubiony płaszcz i ruszył ku drzwiom. W progu przystanął, pogrzebał w otchłaniach kieszeni i wyjął niewielki czarny przedmiot.
- Spróbuj teraz się nie znaleźć, ty nieparzystokopytny…
Kraken spojrzał na karty i skrzywił się w duchu. Para dwójek. Spojrzał na Psa. Wykształcił pokerowy pysk pierwszej klasy. Drań.
Dryń! Tin-dryń!
- Co u licha?
- Łoj… - Sleipnir machnął dwiema kończynami z przestrachem. Między kopytami trzymał mały czarny obiekt. Drżał i wydawał z siebie irytujące dźwięki.
- Pager!? – Pies zrezygnował z pokerowego pyska, patrząc zdumiony na urządzenie. – Z ekranem dotykowym i aparatem 3,2 Mpx!? Gdzie znalazłeś to cudeńko?
- Muszę lecieć. Odyn zrobi zemnie pseudo-salami jeśli dalej nie będę odpowiadał.
- Daj spokój! – Pies, chociaż zauroczony pagerem, nie zapomniał o swoim pokerze pik.
- Masz rację, Sepuś. – Kraken pokiwał głową energicznie, wprawiając macki w niekontrolowany ruch. On także nie zapomniał o swoich kartach.
Sleipnir uchylając się przed śliskimi mackami odsunął się od stołu, poruszył kończynami. Gdy usłyszał wystarczającą liczbę strzyknięć stawów, wyszedł.
EjDżej zatrzymał się i rozejrzał z przestrachem. Nie widział Chorego Borsuka! Musiał skręcić w złą stronę, gdy uciekali przed tą zwariowaną kobietą. Była bardzo atrakcyjna, tak poza tematem.
Rozejrzał się. Wokół niego były tylko krzaki i drzewa.
- Aua!
Szybko wyjął kurczątko z kieszeni, które właśnie dziobnęło go w nogę. Pisklę siedziało skulone na jego dłoni. Jego paciorkowate oczka zdawały się zezować. No tak, pomyślał EjDżej. Nie każdy dobrze znosi siedzenie w czyjejś kieszeni i ścisk.
Wtedy poczuł ten zapach. Dym. Nie był to gryzący swąd, którego szukał jako śladu ojca, jednak był to swąd. A on lubił dym. Ruszył ku szaremu słupowi widocznemu na niebie. Do jego uszu szybko doszły nowe dźwięki. Gdzieś niewątpliwie było domostwo. Był głodny a nie miał sumienia zjeść kurczaka ani nie miał ochoty na jagody. Niewiadomo czy nie przechodził tędy jakiś lis z chorym pęcherzem.
Po minucie przedzierania się przez zarośla wyszedł na otwartą przestrzeń. Przed sobą miał sporą chatę zabudowaną w nordyckim stylu. Przy brzegu pobliskiej rzeki przywiązano łódź. Wyglądało sympatycznie.
- No! Inna rozmowa!
Odyn był bardzo zadowolony. Wszystko szło zgodnie z planem. Miał jeszcze dużo paliwa w piersiówce, Sleipnir nareszcie się pojawił, a przytwierdzony do jego zadu turboodrzutowy silnik działał należycie. Przemieszczali się z zatrważającą prędkością, pozostawiając za sobą smugę ciemnego dymu. Za chwilę dotrę na miejsce i zrobię ze wszystkimi porządek!
W lewo! Prosto! Przeskocz kałużę! Uważaj na konar! Biegnij! Biegnij!
Jeszcze nigdy żaden skunks nie pędził tak szybko. Loki ledwo zipał, nadal przemierzając leśny tor z przeszkodami. Rozglądał się co chwila z nadzieją, że zgubił Akrobatyczkę. Niestety, za każdym razem los okazywał brak woli bycia łaskawym. Batman niezmordowanie kontynuowała pościg. A żeby to…!
Brawo, odezwał się Lokacjusz. Zgubiliśmy kurdupla.
Co?
Nie widzisz? Rozdzieliliśmy się z EjDżejem.
No pięknie…
Zajęty rozmową z Lokacjuszem nie zauważył, że nie jest już ścigany. Kilka chwil wcześniej Akrobatyczka zatrzymała się, czując mocne sprzężenie mocy. Spoglądając w górę i ze wściekłością dostrzegła coraz to dłuższy brunatny pas na tle błękitnego nieba. Po chwili do jej nozdrzy dotarła woń Ognisto-piorunowej.
- Co za półślepy kretyn! – krzyknęła z furią, odwróciła się na pięcie i popędziła za pierwszym w historii ośmionożnym koniem po tuningu.
Co będzie dalej?
I dlaczego jest tylko jedno pytanie pod koniec odcinka?
DEMONY WIEDZĄ! BOGOWIE PODEJRZEWAJĄ!
v Opinię wyrazi. A może pani Reżyser określi czy wystarczy do rozpoczęcia zamykania 3 cz.?

Skład: 75%Marchewy, 75%Bibliotekarza, 74%Niani Ogg, 64%Rincewinda, 63%Śmierci i 60%Vimesa.