zależy w jakich czasach. Wieku Nietoperza, Krewetki czy czego tam jeszcze
Cohen jest postacią legendarną na Dysku, ale wg mnie jednym z przebrzmiałych już bohaterów. Tak, tak, jest wspaniały, barbarzyński, nieokiełznany, tragiczny, komiczny i wszystko co najlepsze wymieszane jest w nim jak w "shake'u zajebistości"... ale jest przebrzmiały. (Od razu zaznaczam: Nie, nie zazdroszczę mu, bo lubię cywilizację, chodniki, komunikację miejską i nie przepadam za tym, jak mnie ktoś ratuje bez pytania mnie o zdanie.) Doskonale widać to w "Ostatnim bohaterze", a szczególnie w tej scenie:
Vetinari westchnął znowu. Nie podobało mu się życie w świecie z bohaterami. Albo się ma cywilizację, jakakolwiek by była, albo bohaterów.
— A czego właściwie dokonał Cohen Barbarzyńca, co byłoby bohaterskie? — zapytał. — Staram się tylko zrozumieć...
— No... wiesz, panie... bohaterskich czynów...
— Czyli jakich?
— Walki z potworami, zrzucanie z tronu tyranów, wykradanie bajecznych skarbów, ratowanie dziewic... takie rzeczy — tłumaczył dość mętnie pan Betteridge. — Znaczy takie... bohaterskie.
— A kto właściwie określa potworność potwora albo tyranię tyrana? — rzucił Vetinari głosem ostrym nagle niczym skalpel. Nie morderczym jak miecz, ale nacinającym ostrzem czułe miejsca.
Pan Betteridge nerwowo poruszył się na krześle.
— No... sam bohater, jak sądzę.
— Aha. I na dodatek jeszcze kradzież rozmaitych cennych przedmiotów... Słowo, które najbardziej mnie tu interesuje, to określenie „kradzież”, działalność zasługująca na przyganę według większości głównych religii, nieprawdaż? Dręczy mnie uczucie, że wszystkie te terminy definiowane są przez bohatera. On wręcz mówi: Jestem bohaterem, więc jeśli cię zabiję, stajesz się de facto osobą odpowiednią do zabicia przez bohatera. Można więc uznać bohatera za człowieka zaspokajającego wszystkie swoje kaprysy, które pod rządami prawa szybko zaprowadziłyby go za kraty albo zmusiły do tańczenia tego, co znane jest jako „konopne fandango”. Określenia, jakich moglibyśmy tu użyć, to morderstwo, grabież, kradzież i gwałt. Czy dobrze zrozumiałem sytuację?
— Nie gwałt, jak słyszałem — zaprotestował pan Betteridge, rozpaczliwie szukając kamienia, na którym mógłby stanąć. — Nie w przypadku Cohena Barbarzyńcy. Wzięcie przemocą, możliwe.
— A jest jakaś różnica?
Natomiast Otto jest istotą o wiele bardziej "przyszłościową". Tak, można tu stwierdzić, że nie warto wyrzekać się siebie, swojego stylu życia itp. itd. Ale gdzie bylibyśmy, gdybyśmy się nie przystosowywali do zmieniającego się świata? Poza tym nie przepadam za osobami uważającymi się za będące ponad prawem (i które za takie są uważane przez innych), a taki jest Cohen. Wg mnie żadna zajebistość tego nie usprawiedliwia.
Głosujcie na cywilizację! Głosujcie na przyszłość! Głosujcie na Otta! XD