Mnie zawsze irytowały błędy logiczne typu: rozmawia dwóch fizyków, jeden mówi do drugiego: "Jak wiesz, teoria względności polega na..." (cytowane za Jackiem Piekarą - on nie popełnił takiego błędu, jedynie przytoczył przykład). postaci w książce rozmawiają z sobą na tematy dla siebie oczywiste, których - logicznie biorąc - nigdy by nie poruszyły, bo i po co? Zabieg taki służy dla poszerzenia wiedzy czytelnika, ale niszczy konstrukcję świata, w moich oczach staje się sztuczny. Takie błędy pojawiają się w wielu książkach fantasy, kiedy autor nie ma dobrego pomysłu na przedstawienie świata, więc wypija szklaneczkę whisky/burbona/żytniej (zależnie od miejsca zamieszkania) i stwierdza "yay, to może opowiem i tym przez dialog, co z tego, że będzie tak paskudnie odrealniony?".
Nie lubię, kiedy autor uważa mnie za osobę, która sama nie potrafi poskładać wniosków do kupy i zbudować z niej całości. Nie jestem Hamerykaninem, który musi mieć wyłożone wszystko na tacy.




