^ Właśnie miałam pisac, że mi wygląda na Thora skrzyżowanego z Moistem. Wszak Mjollnir ma! Ja też chcę (w sensie Thora...). A Ty, Reddius, nie czekaj tylko bierz sobie jakąś rolę: wolny jest Loki, Rycerz (chyba) i BBR (Brat Bliźniak Rycerza).
> Loki pędzi niczym wiatr... Jednak nie ma szans by w ten sposób dogonic Złą Wiedźmę, dla której uczucie triumfu jest skuteczniejsze niż przeciętny dizel. Biegnąc tak Loki bezwiednie wsuwa rękę do kieszeni i co tam znajduje? Skidblandir! Jak mógł zapomniec, że tydzień temu (albo 250 tysięcy lat temu - zależy z której strony spojrzec...) ukradł go Freyrowi! Teraz wyciąga Skidbladnir z kieszeni i maleńki okręt natychmiast powiększa się do rozmiarów standardowego statku dogodnego do kierowania przez jedną osobę. A gdzie woda? - spytacie - Gdzie pomyślny wiatr? Ale Loki tylko uśmiechnie się w odpowiedzi. To przecież Skidbladnir!
...Romans kiełkuje... SCMPP niepostrzeżenie zbliża się do BBRa (jaka sprytna, że udało jej się jeszcze bardziej zbliżyc!). BBR rozpaczliwie próbuje zrobic coś z włosami ale nie jest łatwo uzyskac równy przedziałek z pewnym dodatkiem nonszalancji, gdy wisi się właśnie w sieci dwa metry nad ziemią. Ręce mu się tak trzęsą, że po chwili upuszcza nawet grzebień. W końcu rezygnuje i zamyka oczy. Już czuje na sobie ciepły oddech SCMPP i słyszy głos, który mówi:
- O bogowie, którzyście jeszcze w Asgardzie pozostali! Cóż to za potwór?! Osiem łap mający, niczym odynowy Sleipnir?!
BBR zszokowany otwiera oczy i patrzy zdumiony na SCMPP. Oczywiście głos, który wygłosił przed chwilą tę kwestię nie należał do niej tylko do Rycerza, który osamotniony tak długo błąkał się po lesie aż odnalazł SCMPP i BBRa. Oboje spojrzeli w jego kierunku.
- I dwie głowy posiada! - krzyczy przerażony Rycerz. - Jedna pięknej dziewicy a druga całkiem jak moja! Cóż, że to byc może?!
- Przestań się drzec, idioto, tyko nas stąd wypuśc! - upomina go grzecznie SCMPP.
Rycerz wobec tak postawionego żądania nie jest w stanie dłużej dyskutowac. Odwiązuje linę i uwalnia więźniów. Dopiero wtedy jego oczom ukazuje się najpierw oczywiście trochę zmęczona ostatnimi przejściami ale wciąż atrakcyjna SCMPP, dopiero później... ten drugi. Rycerz patrzy na BBRa wytrzeszczając oczy:
- Czy my się przypadkiem nie znamy? - zagaja.
Skidbladnir wymija taczkę Złej Wiedźmy i zagradza jej drogę. Ta, w ostatniej chwili ratując się przed niebezpiecznym upadkiem hamuje ostro ścierając sobie przy tym fleki przy obcasach i zatrzymuje swój pojazd. Mimo tej niewygodnej sytuacji udaje jej się z godnością wysiąśc z taczki jednocześnie sprytnie ukrywając lutnię w zanadrzu.
Loki zeskakuje z okrętu i chowa go szybko do kieszeni. Uśmiecha się promiennie, jak to tylko on potrafi:
- Witaj, Kochana! - rzecze. - Dawno się nie widzieliśmy!
- Zaiste - stwierdza Zła Wiedźma lecz w myśli poprzysięga: "Zapłacisz mi za te starte fleki, ty *#@@^$!%$*!*&@^** *!%@**$#^#~! **$**)%^?>** !!!"
- Ile to już lat minęło? - kontynuuje Loki. - Sześcset? Siedemset?
- Coś koło tego - z niezrównaną dokładnością oblicza Zła Wiedźma. - Ale po to mi drogę zagradzasz tą swoją starą łajbą żeby o dawnych czasach pogadac? Mów, czego chcesz!
- Wiesz, chciałem się dowiedziec paru rzeczy: co u ciebie słychac? Jak ci się żyje? Gdzie jest lutnia? Jak przejąc władzę nad światem?...
- Nigdy ci tego nie zdradzę, obłudniku! - grzmi Zła Wiedźma.
- Chodzi ci o to, że nie zdradzisz mi, iż jak zwykle ukryłaś ją w zanadrzu?
- Nieprawda! - wrzeszczy Wiedźma i próbuje znowu wskoczyc do swojej taczki.
Niestety. Gdy tylko to czyni lutnia wysuwa się z zanadrza i upada na ziemię. Ręka Lokiego wyciąga się w jej kierunku. Dłoń Złej Wiedźmy również i...
...oboje chwytają lutnię w tej samej chwili. Każde szarpie w swoją stronę jednak nic to nie daje, szanse na to, że to drugie wypuści w teraz lutnię są mniej więcej porównywalne do szans pancernika na radosne szybowanie wśród chmur.
- Fifty-fifty, kochanieńki? - pyta Zła Wiedźma wiedząc, że musi grac na zwłoki. "Zanim się doliczy ile to jest fifty po angolsku walnę go czymś w łeb i będzie po sprawie!" - myśli.
Jednak Loki nie w ciemię bity (jeszcze). Przez tych sześcset, siedemset lat podszlifował trochę swój angolski:
- Noł łej, Hołzej! - krzyczy i ciągnie jeszcze mocniej w swoją stronę.
Zła Wiedźma także. Gdyby się wtedy lepiej przysłuchali dosłyszeliby może charakterystyczny dźwięk drewna poddanego zbyt silnym naprężeniom. A potem pierwszy, cichy trzask. Ale w tej chwili było już za późno: lutnia pękła im w rękach i rozpadła się na dwie części. Oboje spoglądają zszokowani na to, co było jeszcze niedawno instrumentem.
- No to klops! - stwierdza Zła Wiedźma a potem podnosi wzrok na Lokiego. - Lepiej wyciągaj tę swoją łajbę i lecimy do papierniczego po klej... - radzi.
v Czy papierniczy będzie otwarty o tej porze? Dlaczego Odyn ukrył pierwszą kulę w Żelaznym Koniu? Co uczyni Żaba? Kto ma większe szanse u SCMPP - Rycerz czy BBR? Czy Stepujący Jeżozwierz w końcu przerwie swe enigmatyczne milczenie? I ile Loki zapłaci Złej Wiedźmie za starte fleki?
*
(Odynie,daj mi siłę!)
Jolu, może byc ciężko technicznie, bo z tego, co pamiętam Ty jesteś Odynem. Chyba, że nie chcesz...
**
Będzie to Eoren, która pochwali mnie, że już drugi raz z rzędy wpisałem konkretne "FAŁ"
Jakbym nie pochwaliła to bym była niesprawiedliwa, prawda? No więc, ekhm, ekhm: Braaawooo!!!
