Odkryłem, że jest taki wątek, więc muszę się wygadać - może ktoś wysłucha, bo ciężko mi z tym

Jakiś czas temu jakoś tak wyszło, że zacząłem czytać
Inne pieśni J. Dukaja (żadnej innej jego książki wcześnie nie czytałem). Właściwie od samego początku książka męczyła, ale dobrnąłem gdzieś do 60-tej strony (przez kilka dni), zanim na dobre wypadła mi z rąk - ile można czekać na jakieś zawiązanie akcji w tego typu fikcji literackiej? Napisana bez polotu, nadźgana jakimiś męczącymi neologizmami (choć mającymi pewne wyraźne odniesienia - ale to tym bardziej podkreślało brak pomysłowości ze strony autora - każdy może wziąć do ręki słownik grecki czy łaciński etc.). Ogólnie napisana (tzn. te 60 stron, ale mało prawdopodobne, by styl się potem zmienił - a to właśnie ten na siłę naciągany 'styl' jest najbardziej męczący) w sposób niejako 'akademicki', czyli drętwy i napuszony - jakby autor był już bardzo pewny siebie i swojego talentu. A podobno uznawany jest za jednego z ciekawszych współczesnych autorów fantastyki - czy w takim razie
Inne pieśni są niereprezentatywne dla jego twórczości?
W jednym z wywiadów, Pratchett drze łacha z autorów, których nazwiska na okładkach książek są napisane dużymi (dużo większymi niż sam tytuł), wybrzuszonymi, złoconymi literami. Dokładnie tak wyglądają okładki Dukaja (widziałem parę w księgarni). Większych liter od niego, jeśli chodzi o nazwisko, to w Polsce nie ma chyba nikt.
A potem lodowiec wycofał się, zostawiając po sobie moreny, jeziora i kamienie...
E. Niziurski