Mój pierwszy raz...Historia zaczyna się jakieś...6 lat temu, w pokoju nieco irytującego kolegi. Staliśmy blisko siebie, wręcz oko w oko i rozmawialiśmy na pewien bardzo ważny dla nas temat. W pewnym momencie kolega czule wyciągnął rękę, która...mijając mnie chwyciła ,,Straż nocną" i przekazała w moje łapki

To był mój pierwszy Pratchett i dotąd-najbardziej ukochany. Nic nie przewyższyło w moich oczach tej kwaśno-gorzkiej( z dodatkiem orzechowego posmaku) mieszanki, tego humoru w wersji grey, i patosu podanego bez prześmiewczości jako przystawki.
Jak już gdzieś wspominałam, ów kolega pożyczał mi w tym czasie wiele książek: o mrocznych elfach, Drizzcie, światach rządzonych przez kobiety, przeznaczeniu, mieczach, białych wieżach, magicznych artefaktach itd. Ale za pożyczenie mi ,,Straży nocnej", a potem wielu tomów Pratchetta, powinno mu być odpuszczone kilkaset lat mąk czyśćcowych
