Hmm...kiedys moj kumpel rzucil tekstem, ze "widac, ze nie czytam Pratchetta". Poczulam się dotknięta, ze moze być po mnie widać, ze nie czytam

nie wazne, ze jakiegos okreslonego autora. Zebralam cztery litery w troki i poczlapalam do biblioteki. Zapytalam czy maja coś Pratchetta. Pani uprzejmie wskazala mi dzial, w ktorym Pratchetta bylo mnostwo...
Stanelam przed polka i postanowilam sie zaprzyjaznic z jakas ksiazka.
(Mam tak, iz zanim cos wypozycze, usiluje nawiazac blizszy kontakt

, poczuc pozytywne wibracje i takie tam...

)
Padlo na Pieklo Pocztowe.
Od tamtej pory poszlo z gorki.
Pozniej uswiadomilam sobie, ze juz czytalam Pratchetta

a mianowicie Johnnyego i zmarlych
