Ulubiony strażnik, książka, miasto, chodnik, lampa, duża litera, oraz z kim najchętniej byście napili się piwa, kawy, zjedli pasztecika, podbili Lancre...
przez grace » 10 kwi 2013, o 11:07
Ja bym chyba wolała podróżować z jakimś Feeglem. Jest szansa, że w razie czego by mnie obronił, a i lokalne puby szybko byłyby przetestowane

kliknij Tu>

A tu znajdziesz->
Rejestr postaci i
Naszą Encyklopedię, którą możesz pomóc tworzyć.
-

grace
- Kelda
-
- Posty: 4740
- Lokalizacja: Kraków
-
przez Minerwa » 11 kwi 2013, o 23:15
Myślę, że spośród zalet Dwukwiata jako towarzysza podróży, najważniejszą wymieniła Grace: Dwukwiat mianowicie (oprócz pieniędzy, doświadczenia i uroku osobistego) ma szczęście. A to w podróży po Dysku podstawowa sprawa.
Zastanawiam się też nad kandydaturą Leonarda da Quirm. Jak mi kiedyś świat ze szczętem obrzydnie i nabiorę chęci na widowiskowe samobójstwo - poproszę Vetinariego, żeby wypuścił Leonarda na wczasy wędrowne.
Poświęcać własne życie, dzień po dniu, w płomieniach, poświadczając jej prawdziwość, działając dla niej, oddychając jej istotą. To właśnie religia. Cokolwiek innego to... to tylko bycie miłym. (Babcia Weatherwax)
-

Minerwa
- Mag III stopnia
-
- Posty: 358
- Lokalizacja: Sirengard
- Reputacja:
1299
-





przez Rince » 3 maja 2013, o 18:01
Drogie Panie, nie zgadzam się na pożyczanie Dwukwiata - tak jak napisałaś
Minerwo Dwukwiat ma szczęście, którego potrzebuję w niesamowitych ilościach, żeby zachować nienaruszalność mojego ciała.
No, ostatecznie podczas bezpieczniejszej ucieczki jestem skłonny go wypożyczyć za niewielką opłatą (oczywiście w złotej walucie

)
Rince - mag, poliglota, umiejący błagać o litość w kilkunastu językach, dzięki doświadczeniu, zdobywanemu zawsze wbrew woli, doprowadził do perfekcji niezwykle ważną umiejętność - zdolność przeżycia. KTO WCZEŚNIE SIĘ Z ŁÓŻKA ZBIERA, TEN WCZEŚNIE UMIERA...
-

Rince
- Mag II stopnia
-
- Posty: 222
- Lokalizacja: Świat Dysku
- Reputacja:
398
-

-
Powrót do Zakład Statystyk Opiniowanych
Równina była pokryta szachownicą pól. Rincewind lubił wiejskie tereny, pod warunkiem że nie wznosiły się nagle, by się z nim zderzyć. Wolał też, by -jeśli to możliwe - znajdowały się po przeciwnej stronie miejskich murów. Ale to właściwie nie były wiejskie tereny, przypominały raczej ogromną, pozbawioną płotów farmę. Od czasu do czasu wyrastały z pól wielkie głazy, wyglądające niebezpiecznie narzutowo.
Ciekawe czasy, dodał(a) grace
Kto przegląda forum
Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników