Skoro już się odświeżyło, to odniosę się "ab /niejako/ ovo:
grace napisał(a):Mam wrażenie, że spośród ludzi nie lubiących Pratchetta, zostają tylko tacy, którzy nie mają własnego zdania i potrafią, nie chcą bądź nie próbują się rozwijać.
Jest to jednak guzik prawda. Znam dwie osoby, które go nie lubią /sama im dałam/ i mają tak bardzo własne zdanie, że hoho.. czytają zawzięcie [tylko, że "poważną literaturę, a nie "bajki" - to ich określenie, a czytają myślę więcej nawet niż my, i to nie tylko filozoficznych czy historycznych pozycji, ale takoż i poezję.. Brodskiego na ten przykład]. I rozwijają się - ta druga po raz kolejny /w wieku 80 lat/ zmieniła tworzywo i nadal jest wystawianą w Zachęcie i Orońsku rzeźbiarką.
Cóż.. "de gustibus..." - czyli jak sobie to tłumaczą Włosi: "na gusta się nie pluje" *) - bo można oberwać rykoszetem własnem...
Znając obie, jestem w stanie zrozumieć, że po lekturze /ze zrozumieniem/ Kołakowskiego, Brodskiego i innych tego kalibru - Świat Dysku może nie dawać takiej satysfakcji, jako dowcip, błahostka.. postmodernistyczna dykteryjka..
Aby było jasne - czytałam podobne lektury.. Pratchetta lubię.. ale nie przesadzajmy.. Są poważniejsze lektury i niechęć do niego nie musi być powodem do bycia "inwektywowanym"
[podobnie jak niechęć wielu "praczetolubów" do Lema. A on jednak, śmiem twierdzić, wiele więcej "przemycał", że już nie powiem "pisał" - w nieco podobnym temacie...
*) bo "disputandum" im się ze "sputare - pluć" kojarzy.