Wieża sztuk

Marvina wypocina

Twórczość własna naszych forumowiczów

Marvina wypocina

Postprzez marvin » 4 paź 2012, o 16:16

Witam,

oto pierwsza z moich wypocin. Może ktoś z obecnych już ją czytał, bo w internecie wielkim i przepastnym znaleźć się już jej udało.
Więc... proszę:

Ścieżki leśne mają to do siebie, że są poplątane. I prawie każda z nich musi się w pewnym momencie urwać, przebiegać przez strumień, pod serią nisko rosnących gałęzi czy po prostu być wiecznie zabłocona i wąska. Niektóre z nich sprawiają nawet wrażenie jakoby wraz ze wzrastającą konsternacją podróżnego przybierały coraz to bardziej uciążliwe kształty, czasem nawet zakręcają o sto osiemdziesiąt stopni, kończą ślepym zaułkiem lub kręcą się w kółko.
Dlatego podstawą do podróży jest zapakowanie całej artylerii pomocnych akcesoriów. Pomijając podstawy takie jak nóż, zapałki, namiot i okrycie nocne. Nie można zapomnieć o uporze maniaka i butelce whisky na rozgrzanie lub dla motywacji. Dlatego – mimo że wszyscy wiedzą, że lasy żyją – należy pamiętać, że niektóre z nich żyją, a mało tego – mają się dobrze. Mają siłę płatać figle i kpić – ba! - niektóre potrafią naprawdę przestraszyć. Także, niech podróżnika nie dziwi, jeśli obudzi się na rozłożystym konarze, choć jeszcze wieczorem rozbijał namiot na mocno ubitej, rozległej łączce.
Niektórych dziwi, że nie otwarto jeszcze placówki kuracyjnej dla lasów z problemami. Niektóre nęka nerwica natręctw – bo ile razy dziennie można strzepywać rosę z liści?. Niektóre dotyka depresja, więc smutno zwisają gałęziami, a nocami smętnie szumią wpędzając koczowników w kiepski nastrój. Bywają też gorsze przypadki maniakalnych drzew, które po uszkodzenia płata „kory” czołowej, potrafią chwycić i wypatroszyć – ot tak – z niewiadomego powodu.Z tego powodu każda początkująca wiedźma musi nauczyć się porozumiewania z przyrodą na poziomie pozwalającym chociaż na prymitywną konwersację. Choć trzeba przyznać, że to nie jest proste zadanie. Powstały miliony słowników, lecz nawet zwykła sosna w każdym rejonie świata mówi innym dialektem, nie mówiąc już o sekwojach, których egzaltowany starowieczny slang rozumieją tylko nieliczne wiedźmy. Najgorsze są wierzby.Wierzby seplenią. Albo kamienie. One to już cały czas milczą.
Avatar użytkownika
marvin
Student Magii
 
Posty: 8
Reputacja: 36

Reklama

Re: Marvina wypocina

Postprzez Agreer » 4 paź 2012, o 21:28

początek bardzo prawdziwy
— Zrozumiałeś?
— Nie. Miałem tylko nadzieję, że jeśli nic nie będę mówił, przestaniesz próbować mi to wy­tłumaczyć.
Avatar użytkownika
Agreer męska
Mag I stopnia
 
Posty: 145
Lokalizacja: Śląsk
Reputacja: 213

Re: Marvina wypocina

Postprzez Brethil » 4 paź 2012, o 21:42

Czekam na resztę. Lasy, wiedźmy i w ogóle :)
Fairy tales do not tell children that dragons exist. Children already know that dragons exist. Fairy tales tell children that dragons can be killed.
[Chesterton]

"Wszystkie Małe Mi na świecie są praktycznie niezniszczalne"
Avatar użytkownika
Brethil żeńska
Pandorka
 
Posty: 3188
Lokalizacja: Festung Breslau
Reputacja: 3122

Re: Marvina wypocina

Postprzez marvin » 4 paź 2012, o 21:46

Tutaj to co miało być dalszym ciągiem, lecz zbytnie podobieństwo do Wiedźm Pratchettowych zaburzyło koncepcję. Dajcie znać czy w tę stronę, czy w inną jednak :) Miłego czytania!

- Babciu! Wóz już jest! - zabrzmiał lekko przytłumiony głos z zewnątrz.
- Ide już, idę! - odpowiedziała Babcia Dilly głosem tak przepełnionym bólem istnienia, jak miałczenie Kota, na którego ogonie wylądował trolli tyłek.
Popatrzyła jeszcze chwilkę na półkę zapełnioną różnego kształtu i koloru buteleczkami, po czym sprawnym ruchem zgarnęła je do skórzanego woreczka. Pakunek wylądował w walizce, a zaraz potem wieko dawno nieużywanego kufra opadło wzniecając tuman kurzu, który szybko wypełnił pokój na poddaszu.
Ciocia Grenda zajrzała w drzwi z drewnianago ganku przed sklepem, skąd widziała okrągły gramolący się wśród siwej chmury paprochów kształt Babci Dilly i podskakujący za nią na schodach bagaż.
- Tak, dzisiaj nie robią już takich walizek – mruknęła, oglądając się za siebie – niby na bagaż. W rzeczywistości trudno było jej pożegnać się się z tym miejscem, więc próbowała uskutecznić zawsze działającą strategię – narzekanie.
- Babciu, nie rozpaczaj, przecież zawsze możesz tu wrócić – chciała pocieszyć ją Ciocia Grenda, lecz zabieg ten był równie skuteczny jak ścinanie drzew szczoteczką do zębów.
Babcia przystanęła na moment, jej źrenice powiększyły się, a spod spódnicy – Grenda mogła przysiąc – z cichym gwizdem wydostawały się małe strużki pary. Oskarżenie o rozpacz Babci Dilly było jednoznaczne z jej przemianą w mały, człekoształtny czajniczek.
- Widziałaś mnie kiedyś rozpaczającą!? Hmm? Odpowiedz dziecko! - warknęła, a na jej szyi – co również Grenda mogła sobie przysiąc – pojawiły się bulgoczące bomble, takie jakie pojawiają się kiedy zagotuje się herbatę. Istotnie, Babcia Dilly nie należała do osób szczególnie ujawniających ciepłe lub w ogóle jakiekolwiek uczucia do ludzi – A poza tym, to mam tęsknić za tą "dziurą"?
- Dobrze, Babciu. Masz rację, Babciu – Grenda chroniła się przed kolejnym atakiem.
Staruszka wyszła na ganek i zmierzyła jeszcze szybkim spojrzeniem wnętrze sklepu. Potem zaszperała w kieszeni i wyjęła z niej pęk złotych drutów.
- Zawsze zamykaj na noc! - nakazała wreczając go Grendzie – i potoczyła się ze swoim bagażem w stronę wozu. Woźnica próbował pomóc jej usadowić się
z bagażem na miejscu, lecz zaniechał tego, tak samo jak ręka instynktownie cofa się po dotknięciu rozgrzanego czajnika.
- Odwiedzisz mnie kiedyś? - krzyknęła świeżo upieczona właścicielka sklepu za oddalającym się powoli zaprzęgiem.
- O nie, moja droga. Nie wracam do tej "dziury" – zabrzmiała odpowiedź – Mam inne plany – powiedziała Babcia już sama do siebie.
Powóz zniknął za zakrętem, a Grenda weszła do środka. Rozejrzała się jeszcze po ulicy, po czym wzięła do ręki jeden ze złotych drutów, który opalizując w słońcu przemienił się w klucz do drzwi frontowych.
Drzwi zamknęły się. Nad nimi wisiał szyld "Zaklęty Róg – akcesoria magiczne".

***

Ową "dziurą" było Nord Kappar. Chwalone jako miasto dobrobytu, uprzejmości i sukcesu, w rzeczywistości było jednak kupą sklepów i instytucji, zbiorowiskiem tłumów różnych ras i jedynym miastem, w którym szybko można się było pozbyć zbędnych zębów. I niezbędnych też. Za darmo.
I pieniędzy.
Prowadzenie takiego sklepu jak "Zaklęty Róg" w takim mieście było bardziej niż opłacalne, zważając na to, że asortyment w sklepie był szeroki. Poczynając od przeróżnych eliksirów miłosnych czy olejków zapachowych dla turystów, przez wszelkie zioła potrzebne do straszliwych rytuałów okultystycznych takich jak rosół czy jagnięcina w koprze, tak chętnie odprawianych przez gospodynie domowe, aż do trutek dla skrytobójców i ludzi, którym niezwykle śpieszno było do obalenia rządów jakiegoś króla, albo którzy chcieli szybciej wspinać się po trupiej drabinie kariery.
Trzeba tu wspomnieć, że sklep taki mogła prowadzić tylko prawdziwa wiedźma, a takich nie było na kontynencie Gandaryjskim zbyt wiele. Jak wiadomo wiedźmowatość przenosi się z pokolenia na pokolenie – tylko i wyłącznie na kobiety. Ten ostatni punkt zapewniał rynek pracy żeńskiej części pokolenia, choć był tylko sztuczną regułą ustaloną przez same wiedźmy. Żadnych mężczyzn. Oni są porywczy, bohaterscy i zdolni do poświęceń. I powiedzmy sobie szczerze: czy dobrze brzmiałoby, gdyby nazywać kogoś wiedźmem? Te obwarowania skutecznie uczyniły ten zawód rodzinnym, dziedzicznym i kobiecym.
Grenda przejęła sklep po Babci Dilly, bo była najbliższą istotą płci żeńskiej
w rodzinie, w prostej linii, nie licząc Ślepej Lou, która z oczywistych przyczyn technicznych odpadła z rywalizacji o spadek.
Oczywiście zdarzały się istoty magiczne płci męskiej, ale fakt ten został zapomniany, tak samo jak zapomina się o rzeczy pozostawionej na szafie, poza zasięgiem wzroku. Potem pokrywa ją warstwa kurzu, a rzecz coraz trudniej dostrzec. Dla przykładu ludzkie odruchy Babci Dilly zostały odłożone na szafę.
Wiedźmy często wybierały sobie zwierzę, które towarzyszyło im w ich magicznej drodze. Mimo praktycznej dowolności w wyborze, większość wybierała koty lub kruki, bo wzbudzały one szacunek wzmocniony lekką bojaźnią, a przy tym były niedrogie w utrzymaniu.
Chowańcem Babci Dilly był... kret. Dumnie spełniał wszelkie zlecane przez nią zadania, działał niezauważenie (nie licząc wielkich kopców ziemi, które za sobą pozostawiał) – po prostu zwierzak idealny. Miał na imię Kret.
Na tydzień przed opuszczeniem "Zaklętego Rogu" Babcia zawiadomiła Grendę, że Kret umarł, więc razem urządziły mu pogrzeb i ułożyły go w piachu. Napis na nagrobku głosił: "Kret. Przeżył lat 26. Był dobrym kretem."
Babcia była wiedźmą szanowaną w całym Nord Kappar i przyległościach, nie tylko ze względu na umiejętności magiczne, ale również dlatego, że ludzie woleli pozostać ludźmi. Nie żabami. Ani wronami. Dlatego też przejęcie sklepu przez Grendę było sporym wyzwaniem.
Wszystko jednak przebiegło dość szybko i skończyło się szczęśliwie. Grendzie przybyło wielu wiernych klientów, miastu zaś wspaniały sklep z akcesoriami magicznymi, zawsze-dobra-na-wszystko wiedźma oraz kilka nowych żab. I wron.

***

Nad Efrem słońce prawie zatoczyło swój krąg, pozostawiając tylko różowo-pomarańczową łunę na niebie. Wróble przycupywały na gałęziach i powoli układały się do snu, podczas gdy sowy próbowały otworzyć oczy sklejone ropą po całodziennym odpoczynku.
Chwilę poźniej słońce znikło za drzewami pozostawiając miasto
w ciemnościach, nie licząc pojedynczych świateł w domostwach.
Ulice pustoszały, gwar uliczny ucichł. Jedynym miejscem, które wydawało jakiekolwiek odgłosy była miejscowa karczma. Ze środka dobiegały dźwięki pijackich hymnów, stukot tłuczonego szkła, krzyki i rozmowy, zza budynku zaś odgłosy opróżniania wszelkich worków w ciele człowieka.
Dwoje ludzi stało na werandzie i obserwowało trzeciego, który jakieś dwa metry przed nimi wisiał przerzucony przez barierkę i niebezpiecznie kołysał głową nad kałużą byłej zawartości swojego żołądka.
- Powinien być dumny, że... że ma takich kumpli – powiedział niższy.
- Racja – zgodził się wyższy pykając fajkę.
- Takich uczciwych.
- Racja.
- Chronimy go przed tym... no... złodziejstwem. Jakby został w środku już dawno nie miałby grosza przy duszy.
- Racja.
Chwilę ciszy przerywał odgłos wypuszczanego dymu i – co jakiś czas – odgłos opróżnianego brzucha.
- Albo zażygałby się na śmierć – stwierdził niższy i opróżnił zawartość swojego kufla.
- Gul-ac-gul-ja – odparł wyższy połykając łapczywie piwo.
- Bluurgh! - trzeci z nich nie miał zbyt dużo do przekazania w tej rozmowie, jeśli w ogóle coś słyszał.
Ciemny, zakapturzony kształty wyłonił się zza rogu, przemknął ulicą na przeciwko werandy, po czym zniknął za kolejnym rogiem.
Mężczyźni odprowadzili go wzrokiem w milczeniu.
Krótko po tym, grudki ziemi koło drogi zaczęły się podnosić, a następnie opadać tworząc swego rodzaju ziemną falę, kształtu półkuli, o średnicy jednego łokcia. Fala skręciła w ulicę wcześniej niż przed momentem czarny kształt
i utonęła w ciemności.
Mężczyźni popatrzyli na siebie przez chwilę, próbując przyjąc to zdarzenie jako normalne. Po chwili lekko się uśmiechnęli, co pozwala stwierdzić, że się udało.
Zza rogu znowu wychynął ciemny, zakapturzony kształt. Dało się usłyszeć ostentacyjne westchnięcie, po czym czarna postać dobyła laski, stuknęła w kilka razy w bruk i znowu zniknęła za rogiem. Ziemista fala wynurzyła się z ciemnego zaułka, zrobiła pętelkę pod brukiem i pomknęła w końcu we właściwym kierunku.
Mężczyźni popatrzyli na siebie.
- Skończyło mi się – powiedział niższy machając przed sobą pustym kuflem.
- Racja – odparł wyższy, podszedł do przewieszonego i wyjął mu z kieszeni sakwę z pieniędzmi.
Wysoki z niskim weszli do karczmy. Zamknęli drzwi, tak że słychać było tylko przytłumione dźwięki tłuczonego szkła, krzyki i rozmowy.
- Bluurgh! - udało się słyszeć.


*edit stylistyczny, thx to Brethil
Avatar użytkownika
marvin
Student Magii
 
Posty: 8
Reputacja: 36

Re: Marvina wypocina

Postprzez grace » 7 paź 2012, o 19:22

Nooo, obiecałam prywatnie, że coś tu napiszę. Bardzo fajnie się zapowiada ;) Serio ;)
Pewnie jakieś mikro zmiany by można wprowadzić, ale może po zapoznaniu się z całością ;)

Zachęcam do komentowania przez innych tutaj, żeby inni też się czegoś może nauczyli.

Jak już będzie całość, z ogromną przyjemnością zamieściłabym na głównej ;)
kliknij Tu>ObrazekA tu znajdziesz->Obrazek
Rejestr postaci i Naszą Encyklopedię, którą możesz pomóc tworzyć.
Avatar użytkownika
grace żeńska
Kelda
 
Posty: 4740
Lokalizacja: Kraków

Re: Marvina wypocina

Postprzez Dicey Reilly » 8 paź 2012, o 08:15

Świetnie się czyta,czekam na kontynuację :D

Obrazek
Skład: 75%Marchewy, 75%Bibliotekarza, 74%Niani Ogg, 64%Rincewinda, 63%Śmierci i 60%Vimesa.
Avatar użytkownika
Dicey Reilly żeńska
Kwestor
 
Posty: 2412
Lokalizacja: Kopalnia pomarańczy
Reputacja: 2500

Re: Marvina wypocina

Postprzez Marek_Sobczak » 8 paź 2012, o 08:37

Idea ścinania drzewa szczoteczką do zębów jest mi bardzo bliska. Temat takoż samo. Podoba mi się styl (czuć Pratchettowe wpływy, jednak nie można tego traktować jako ujmy a raczej jako powód do zadowolenia dla autora).
Z chęcią poczytam więcej wypocin. No i zapraszamy Cię na stronę główną pratchett.pl. Obecnie można wykazać się pisząc SuperFakty (niestworzone i czasem głupie, ale zawsze zabawne historie ze Świata Dysku) i przepisy inspirowane Pratchettem, które o dziwo mogą być niezłą areną dla człowieka tak umiejętnie władającego słowem jak ty.
We’re all stories in the end. Just make it a good one!
Avatar użytkownika
Marek_Sobczak męska
Dyżurny Klasowy
 
Posty: 3122
Lokalizacja: Oxford
Reputacja: 5264


Powrót do Wieża sztuk

Na początku było nic, które wybuchło.

Panowie i Damy, dodał(a) Marek_Sobczak

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników

cron