Uwaga
spoileruję i to bardzo!!!
Aby nie przegadać, choć milion słów mi się ciśnie na usta...
Vimes stał się superhero. Ma wszystko (rodzina, pieniądze, sława, władza itd), trudno zliczyć jego zalety i umiejętności (wybitny znawca psychologii, taktyki, walk ulicznych, heraldyki, prawa itd). Świetnie odnajduje się wszędzie, umie rozmawiać z każdym. Ba! Po ostatniej przygodzie zyskał dodatkowo supermoce! Nieliczne ułomności są ledwie liźnięte (nawet problemy zdrowotne związane z wiekiem znajdują swoje odzwierciedlenie w ...hmm.. dwóch, trzech zdaniach?). Jak przystało na superbohatera, ma też swojego pomocnika, który też jest super... Dodatkowo jego ustawiczne wywody o tym czym policjant jest, czym nie, ile w nim przestępcy ile prawa... ech... rozgadał się Vimes na stare lata nie ma co...
I tak mimo mojego bezgranicznego uwielbienia dla tej postaci, odłożyłam książkę z mega mieszanymi uczuciami.
Inne kwestie dla mnie "dziwne", to to, że główne elementy fabuły streszczone zostały na pierwszych stronach (zamiast dawać się powoli odsłaniać w toku akcji), brakowało mi też porządnego suspensu (czy elementów zaskakujących w ogóle). Nie zmienia to oczywiście faktu, że książkę pochłonęłam, a raczej ona pochłonęła mnie bez reszty i zniknęłam dla świata na dwa dni
Przy okazji, czy ktoś mógły mi wytłumaczyć to co się stało ze Smrodkiem? Zastraszony goblin ledwo operujący słowem, który na końcu trafia do sekarów jeszcze zrozumiałam. Ale ten jaśniejący na niebiesko, który pojawia się i znika...? Plus jeszcze dziwne teksty o ilustracji z dzieciństwa Vimesa - w pewnym momencie zaczęłam Sama podejrzewać o drastycznie postępującą schizofrenię, ale chyba to nie o to chodzi, prawda?