przez Marek_Sobczak » 10 kwi 2012, o 15:18
Biały królik spojrzał na zegarek.
- Jestem okropnie spóźniony! Znów będzie na mnie wnerwiony za zimna herbatę. Co ja zrobię?! Co ja zrobię! Królik schował zegarek, gdzie? - sam nie wiedział, i wyciągnął (tym bardziej nie wiedział skąd) komórkę. Oczywiście wypada mu ona z jego nieporęcznych łapek i roztrzaskała się na kilka kawałków.
- Chiński szmelc z bazaru – zaklął szpetnie w kierunku rzucających iskry szczątek – nigdy już niczego nie kupię okazyjnie za pół ceny, czegoś, czego bez promocji nie wziąłbym za darmo. Cholerny szał zakupów! Przeklęci bądźcie producenci i marketingowcy! Przeklęci… - klątwy zaczęły sięgać coraz głębiej, i kiedy sięgały Noego, który zupełnie nie potrzebnie zabrał na Arkę pawiany, małemu zwierzaczkowi zabrakło sił w płucach. Rzucił więc tylko piorunujące spojrzenie czerwonych oczu i rozejrzał się dookoła.
W krakowskim parku wiosna napędzała drzewa do wzrastania w gorę a młodzież do zwiększania zarobków sklepów monopolowych.
Jako że królik, od dawna już podejrzewał u siebie spore zaburzenia psychiczne, wszedł w pierwsze drzwi, żeby odnaleźć jakieś biuro. W biurze wszak musi być telefon. Wszak, trzeba zgłosić spóźnienie na podwieczorek, inaczej On będzie jeszcze bardziej wredny niż zwykle. Pamiętał, jak ostatnio spóźnił się i nie poinformował go o spóźnieniu, kazał mu oglądać maraton polskich komedii. Nigdy więcej Karolaka! Wszedł więc w pierwsze drzwi, skoczył na biurko zdziwionej dość mocno damy siedzącej i spokojnie pracującej nad tym, co zwykle robią piękne damy o 10 w biurze. Królik nie speszył się jej obecnością.
- Alicjo kawa czarna bez śmietanki i cukru! Z odrobiną startej marchewki. Masz może świeżo zbieraną z grządek?
-Z grządek? – Dama zapisała stan gry w Pasjansa. – Zaraz sprawdzę.
Ruszyła pokornie do kuchni, kiedy w połowie drogi zdała sobie sprawę z bezsensu zastanej sytuacji i zadania, które postawił przed nią biały puchaty królik z piekielnie czerwonymi oczkami.
-Zaraz. A niby czemu mam robić ci kawę z marchewką?
-Masz rację. Możesz do tego dołożyć jeszcze listek sałaty. A teraz uciekaj już Alicjo bo mam ważny telefon!
-Zaraz pluszaku!
-Nie jestem pluszowy. Mam szpony i kły!
-Masz pazurki i siekacze. Z tego co widzę nie groźne. W ogóle to słodko wyglądasz nawet. Moja kota mogłaby Cię polubić. A tak w ogóle to jestem Grace a nie Alicja.
-A ja nadal nie jestem pluszowy. Jak się stad dzwoni na miasto?
-Przez czwórkę. Zaraz. Jak chcesz niby dzwonić? Dlaczego ja Cię w ogóle rozumiem? Przecież jesteś pluszowym zwierzakiem!
-Nie jestem pluszowy! Rozumiesz mnie bo jesteś Alicją. Wszystkie Alicje do tej pory mnie rozumiały, więc i Ty mnie rozumiesz. A w ogóle jak skończysz parzyć mi kawę… - W spojrzeniu damy pojawiło się coś z demonicznego białego królika – albo jak zdecydujesz się jej nie robić, to ubierz się jakoś. Wstyd się pokazać w czerwonych jeansach na podwieczorku u Niego.
-Jakim podwieczorku?
-Proszonym. Już! Już! Kawka i wbijaj się w sukienkę.
-Nie mam tu sukienki. W pracy jestem.
-Już masz. Zerknij do biurka. – Królik wywinął salto w tył, co przy jego znacznej (nawet jak na białego królika), nadwadze, odbiło echem po biurze a u królika problemami z utrzymaniem porannej marchewki, w miejscu w anatomii królika, przeznaczonej do jej przechowywania.
- Może być trochę za wąska w biodrach – rzucił badawczo okiem – i w biuście, ale dasz sobie radę.
-Przecież to wygląda jak strój puszczalskiej pokojówki! Prawdopodobnie nawet nie sięga do bioder więc nie będzie pewnie za ciasna.
- Nie marudź tylko weź jeszcze pas do pończoch i się przebieraj. Obiecuję nie podglądać. A teraz sio! Muszę zadzwonić.
Królik znanym tylko sobie sposobem strącił słuchawkę telefonu i wykręcił numer. Jednak łapka utknęła mu na 4 więc poprosił numer z którym się połączył o przekierowanie do właściwego Rozmówcy. Kiedy uchem odkładał właśnie słuchawkę podwinął pod siebie ogonek i dużo mniej pewnym głosem zagadnął:
- No już nie garb się. Został poinformowany o spóźnieniu. Możemy ruszać na podwieczorek.
Grace vel Alicja zajęta zakrywaniem, tego na co pozwalał strój który włożyła, nie zwróciła na niego uwagi. Próbowała właśnie przygładzić przód sztywnej sukienki wywołując uniesienie jej tylnej części, czym przyczyniła się zapewne do problemów z sercem podglądacza z biura obok.
- Czy nie masz przypadkiem jakiejś sukienki… bardziej… rozbudowanej w części… hmmm… dolnej?
-Nie. Ciepło jest, to może być przewiewnie. Z resztą to standardowy krój sukienki każdej Alicji.
-Ale ja nie jestem…
-Wszystkie tak mówią. Vamanos!
I jak to zwykle w tego rodzaju opowieściach bywa, dziewczyna ruszyła za białym króliczkiem pchana tym dziwnym zewem, przez który GOPR ma tyle pracy.
Królik pewien swej magnetycznej siły biegł co sił w nogach by zdążyć na Podwieczorek.
Grace vel Alicja biegła kilka metrów za króliczkiem kiedy nagle ten zniknął jej z oczu tuż za jakiś krzakiem. Nauczona przykładem pierwowzoru literackiego, współczesna Alicja przeskoczyła krzak, będąc psychicznie przygotowaną na spadanie do innego świata przez zupełnie niepozorną króliczą norę. Jednak zamiast oczekiwanej, znalazła widok z goła inny. Królik, ze względu prawdopodobnie na obfitą w proteiny dietę, utknął na wysokości pasa w wejściu do norki. Teraz widać było tylko wystające do góry nogi, a reszta królika tkwiła głęboko w ziemi.
- Nic ci nie jest? - zapytała Grace. W kobietach piękne jest to, że w takich sytuacjach zamiast sięgać po aparat i kręcić film bijący rekordy popularności na YouTube troszczą się o poszkodowanego jak na damy przystało – Wszystko w porządku?
Królik zaprzeczył machnięciem puchatego ogonka jakoby sytuacja była choć trochę bliska bycia w porządku, a spod ziemi słyszeć dał się stłumiony głos:
-Tak coś czułem kopiąc podziemny pokoik do spożywania podwieczorków, że w rozmiarze wejścia powinienem uwzględnić jeszcze kostium królika.
-To ty Marek?
Puchaty ogonek kiwnięciem potwierdził domysły.
-Myślałem, że takie odegranie sceny z Alicji w Krainie czarów byłoby całkiem dobrym pomysłem na uczczenie urodzin. Ale się przeliczyłem. Z fizyką króliczych norek bardzo trudno wygrać. Miał być podwieczorek, miała być zabawa, miały być życzenia, a tu jak gdyby… zator... Czekaj. Życzenia! Mam w kieszeni. Jeśli możesz sięgnąć.
W kieszeni znajdowała się mała karteczka, zapisana koślawym pismem Marka:
Kochana Grace. Jako pierwowzór króliczków Duracella i prawdopodobnie jedyne działające perpetuum mobile, chciałbym Ci życzyć, by były Ciebie trzy albo cztery wersje, tak, by zawsze jedna z nich mogła odpoczywać. Chciałbym by Twoja pasja, zaangażowanie i siła przebicia były niewyczerpalne i zaraźliwe jak grypa. By nigdy nie brakło ci na nic sił. Byś zawsze od ręką miała kogoś, kto doceni to jak wyjątkową i niezwykłą młodą dama jesteś. By nove pomysły, które wpadają ci do głowy wyjątkowo łatwo i bezproblemowo dawały się realizować.
Spełniaj się w tym co robisz. Kochaj i bądź kochana. Inspiruj, błyszcz w popiele codzienności jak diament. Bądź sobą i wydobywaj z innych wszystko to co w nich najlepsze. Wszystkiego co dobre.
We’re all stories in the end. Just make it a good one!