przez Iuventas » 21 lut 2012, o 19:17
do Snuffa zabierałam się jak, nie przymierzając, pies do jeża. nie dałam się zatrzymać mojemu poziomowi języka angielskiego, początkowej frustracji - niczemu. po kilku dniach jęczenia bratu, że nie nie ja poczekam na tłumaczenie nie dam rady nie potrafię nie bawi mnie to w oryginale (!)... zaczęłam chłonąć. powoli, zamiast jak polskie lub przetłumaczone książki połykać, zatrzymywałam się przy każdym zdaniu. starałam się zrozumieć jak najwięcej z kontekstu, w ostateczności tylko sięgając do słownika, próbując się wczuć w sposób pisania Sir Terry'ego. udało się.
tak, to była pierwsza (nie licząc Kubusia Puchatka ^ ^ ') książka, którą przeczytałam po angielsku. zdecydowanie nie żałuję, że wybrałam do tego celu książkę, której autora szanuję i uwielbiam bezgranicznie, pisaną językiem raczej trudnym.
treść? zaskakuje mnie to, jak bardzo wraz z Vimesem dojrzewa Świat Dysku. jak bardzo zmieniło się Ankh-Morpork i świadomość jego mieszkańców od czasu pierwszej części serii o Straży. chyba najbardziej pokazuje to właśnie ten cykl, który wiedzie przecież czytelników przez czasy od młodości Vimesa po młodość jego syna.
do tego przy całej powadze podejmowanych problemów, pozostaje krzywym zwierciadłem naszego świata - i pomimo upływu czasu, nadal jest zabawny i intrygujący, może w trochę inny sposób niż inne części, ale nie czuć zmęczenia materiału.
rany, roztkliwiam się... ale mam wrażenie, że A'Tuin powoli zbliża się do końca swojej wędrówki, a nie chcę nawet o tym myśleć.
psuja.