Po dłuższej przerwie wróciłam do dużego pokoju, czyli do Cryptonomiconu - męczę tą książkę tak nieprzeciętnie długo nie tylko dlatego, że ma 900 strom, ale też dlatego, że mam ją tylko w pdfie, chyba się w końcu wkurzę i kupię papier. Właśnie znalazłam skubaństwo na allegro - jest w oryginale

w sensie w lengłydżu. Chyba trochę jakby wyzwanie, bo wiecie, ja prosta kobieta jestem i nawet w języku polskim niektóre słowa z tej książki muszę googlać, schistosomatozę na przykład. Mam dwa tygodnie na podjęcie decyzji czy podejmuję się takiej próby charakteru.
Chyba tak: książka jest napisana cudnie, myślę, że będę ją czytać mnóstwo razy i za każdym znajdować nowe smaczki. Każdy z trzech bohaterów ma subtelnie inny rodzaj narracji - dopasowany do sposobu myślenia postaci. Mój faworyt,Waterhouse, ma takie na przykład wejścia:
Chociaż pułkownik Chattan zrobił mu wykład na temat właściwych form zwracania się do diuka, Waterhouse zapomniał to równie dokładnie jak drzewo genealogiczne rodu diuka. Postanawia więc tak kształtować swe wypowiedzi, by unikać zwracania się doń po nazwisku lub przez zaimek. To będzie fajna zabawa i czas mu szybciej zleci.
Yum yum, szczególnie, że rzeczywiście to robi przez resztę rozdziału opowiadającego o spotkaniu z arystokratą

Jednocześnie błąd stylistyczny w tym krótkim fragmencie (powtórzenie) wali mi po oczach i sugeruje, że kiepskie tłumaczenie psuje część zabawy.
No nie wiem. Na prawdę nie wiem... Ale czytam w niemalejącym zachwycie.
"Skoro się raz założy wodór z jego zadziwiającymi właściwościami i doda do tego prawa natury, dalszy przebieg wydaje się wręcz konieczny(...). Cud zawarty jest w warunkach wyjściowych."