^ Skąd wiedziałaś? Niesłychane.
>
- Przepowiednia? Oczywiście, że znam ją na pamięć! – prychnął MarJane i szepnął konspiracyjnie – Choć za mną…!
Przebiegł pół pokoju, po czym zniknął, nurkując za kanapę w stos różnorodnych rupieci i gratów. Po chwili nerwowego grzebania wynurzył się z powrotem, a ściśle mówiąc wynurzyła się fioletowa góra w różowej peruce, z której dochodziło zaniepokojone piszczenie myszy.
- Ehem… - odchrząknęła postać, po czym wytrzeszczyła oczy, uniosła dłonie i niskim dudniącym głosem, który według niej zapewne brzmiał mrocznie, wydeklamowała:
Cienie pogonią zagubione dziewczę, co Lutni nie bała się poskromić dreszcze
Bogowie zagrzmią i jasnym stanie się jasne, gdy od gry chłopca, jasny grom z nieba spadnie
Oświetli młodzieńca o duszy niepewnej, czy stracić wszystko czy zyskać więcej
Skarb wskaże i wskrzesi co nie trzeba, klucz do raju i brama do piekła.Fioletowa postać zakasłała potwornie, aż różowa peruka zsunęła się na ziemię odsłaniając prawdziwe oblicze MarJane. Ten zawstydził się wyraźnie.
- No co? – uśmiechnął się przepraszająco. – Pewne rzeczy są wymagane. Rozumiesz... Trzeba stworzyć jakiś klimat, nie można sobie od tak mówić przepowiedni.
Marko zamrugał niepewnie. Chyba już nigdy nie zapomni tych oczu… O tak, będą mu się śniły po nocach. Wzdrygnął się.
- I co to znaczy? – postanowił zapytać wprost, jako że nigdy nie lubił przepowiedni. Ten kto je układał, zapewne chichotał przy tym, czyniąc je jak najmniej zrozumiałe.
- Och, jak to co? – rzekł lekko nadąsany MarJane. – Kochany, coś ci pamięć z wiekiem szwankuje! Nie ma co. Mówią, że jak się spełni przepowiednia pociągnie za sobą wydarzenia ważne dla całego świata. Ale co tam – powiedział tonem, sugerującym, że to co ważne dla świata, nie jest takie znowuż istotne. – Najważniejsze jest to, że wtedy prawda wyjdzie na jaw i ci, co niesłusznie pokutują w wieżach, zyskają wolność. Historia, która rozpoczęła się przed laty, dobiegnie końca. Nareszcie…
Zagubiona owca zastrzygła uszami. Coś nie grało na łące… Po głębszym zastanowieniu stwierdziła, że może i grało, ale niewłaściwie. Za bardzo nie znała się na muzyce, ale na pewno nie powinna brzmieć tak: Łup! Au! szurszur Łup! Au! szurszur Łup! Au! szurszur Łup! Łup! Au! Au! szurszurszur ŁUP! AUA!! . Rozglądnęła się nerwowo, próbując zidentyfikować źródło dźwięków. A co, jeśli to Wilk? Poruszyła się niespokojnie. Ale zaraz, zaraz… Wilk tak nie pachnie. Poniuchała przez chwilę. Tak, to na pewno…
ŁUP! Coś spadło na nią, niby zielona zemsta. Zabeczała przeraźliwie i pognała przed siebie.
Gdyby jakiś obserwator spojrzał na niewielką łąkę, której piękno psuł znajdujący się nieopodal śmietnik, zauważyłby latającą miotłę, która z zapałem godnym lepszej sprawy chlasta po łbie nieszczęśliwą żabę, dosiadającą spanikowaną owcę. A wszystko to w rytmie: Łup! Au! szurszur Mee! Łup! Au! szurszur Mee! Łup! Au! szurszur Mee! Łup! Au! szurszur Mee! ŁUP! AUA!!
Nikogo jednak nie było w pobliżu. No, może z wyjątkiem czarnego kruka.
Zła Wiedźma uśmiechnęła się tryumfalnie.
- Dalej, smarkaczu.
Mael stał przez chwilę zdezorientowany. Popatrzył niepewnie na dziwną kobietę, która coraz bardziej go przerażała.
- Ale… co?
- No co „co”? - zirytowała się Niania Ikropka. – Graj, młodzieńcze.
- Ale na czym? Właśnie zabrała mi pani mój bębenek!
- No właśnie o to chodzi! – przycisnęła go swoim wyszukanym spojrzeniem numer trzy, nikt nie przyciskał tak jak Zła Wiedźma. – Nie udawaj idioty… - przerwała i dodała po chwili - To, że jesteś idiotą, nie ma tu nic do rzeczy! Graj, jak niania ładnie prosi.
- Nie mam instrumentu! – desperacko trzymał przy swoim Mael.
- Tylko nieudacznicy grają na instrumentach. Każdy potrafi grać na instrumencie – Niania Ikropka prychnęła, a było to prychnięcie Złej Wiedźmy. – Ci najlepsi potrafią grać na niczym.
- Na niczym?
- Na niczym.
- Aha – mruknął powątpiewająco Mael.
Nastała chwila ciszy. Niania Ikrokpa tupnęła ponaglająco, aż poleciały iskry.
- No co? Przecież właśnie gram na niczym – bąknął chłopiec.
- Nie na niczym. Ty w ogóle nie grasz, smarkaczu jeden.
- No dobrze… - dał za wygraną Mael, z takimi jak Zła Wiedźma się nie dyskutuje. Dyskusje nic nie dają. Jedynie irytują. Mael nie chciał poznać naprawdę poirytowanej Złej Wiedźmy. Wyciągnął więc ręce przed siebie i zaczął wymachiwać nimi, jak najlepiej naśladując grę na bębenku. – tum tum tu tutu tu tu tu tu tutu…
- Nie nucić mi tu! – ucięła Niania Ikropka. – I po co niby całe to machanie rękami, hy? Muchy odganiasz czy co? To ma być porządna gra na niczym!
Mael skupił się. Stał z zamkniętymi oczami i zaciśniętymi pięściami, ze wszystkich sił próbując grać na niczym.
Vydra i Zła Wiedźma siedziały popijając obrzydliwie słodką herbatę i z zadowoleniem wpatrywały się w stojącego sztywnie chłopca.
- Właściwie czemu kazałaś mu to robić? – spytała Vydra. – Myślałam, że mamy nie dopuścić do tego, żeby zagrał…
- I właśnie to zrobiłyśmy – odparła wyjątkowo zadowolona Zła Wiedźma. – Idiota gra na niczym. Ha!
- Czyli jednak gra?
- Na niczym – podkreśliła Zła Wiedźma. – Jest tak zajęty grą na niczym, że już nie zagra na czymkolwiek innym. Błahahahaha.
- haha – zawtórowała niepewnie Vydra. – Ale spodziewałam się bardziej… no wiesz…
- No co? – rzuciła jej groźne spojrzenie Zła Wiedźma.
- No wiesz… no – gestykulowała zawzięcie Vydra – Takie… no, coś bardziej Złowiedźmowate.
- Co masz na myśli mówiąc bardziej Złowiedźmowate? – spytała podejrzliwie Zła Wiedźma. – Jeśli ktoś tu się zna na Złowiedźmowaniu to tylko ja.
- Szczerze mówiąc – postanowiła powiedzieć wprost Vydra – spodziewałam się, że go wyeliminujemy.
- Co? Phi. Też mi Złowiedźmowacenie – prychnęła Zła Wiedźma, poczym dodała jakby do siebie – On jest ważny.
v Czy ‘wskrzeszanie, kogo nie trzeba’ ma jakiś związek z Złą Wiedźmą i tym, że nie chce dopuścić do spełnienia przepowiedni?
Dlaczego Mael jest ważny?
Jak wydarzenia sprzed 60 lat wiążą się z historią Maela i Marco?
Czy MarJanie będzie miał udane urodziny?
Czy Matka Natura dowie się wreszcie, co wyprawia Zła Wiedźma?
A gdzie się podział Loki?
DEMONY WIEDZĄ! BOGOWIE PODEJRZEWAJĄ!PS: Marku, to jaką to część zdejmujesz?
