przez Meryiel » 26 kwi 2011, o 12:26
Hejka! Powracam! ;D I tak, dobrze myślicie z czym... Na razie ten krótki fragmencik, ale w trakcie publikowania tego posta, jestem zajęta pisaniem kolejnego fragmentu. I kolejnego. I kolejnego. ;P
To był kolejny, słoneczny dzień w mieście Dragonwall. Nic nie zapowiadało się na kataklizm i śmierć milionów, którzy wkrótce odejdą w zapomnienie wraz z całą planetą. I rzeczywiście, to był po prostu kolejny słoneczny dzień w mieście Dragonwall. Nie licząc kataklizmu.
***
„Zgon nastąpił o godzinie 1:43 nad ranem. Przyczyna zgonu – upadek z wieży” zanotował porucznik Gill.
- Poruczniku, czy zanotowałeś już notatkę? – spytał sierżant Komoda.
- Tajest, sir!
Porucznik podał sierżantowi kartkę w kratkę.
- „Zgon nastąpił o godzinie… Bla, bla, bla… Kupić maślankę i parówki, nie zapomnieć o selerze…” - przeczytał na głos Komoda, po czym spojrzał z ukosa na Gilla. – Poruczniku, co to ma niby znaczyć?!
- To lista zakupów, sir!
- Co na tej liście robi notatka o akcie zgonu?!
- Nie miałem nic innego pod szponem, sir!
Komoda westchnął. Ileż już to lat męczy się w policji…
- Sssierżancie? – spytał jakiś niski głos.
- Tak, funkcjonariuszu Gekon? – sierżant skierował wzrok na gada salutującego ogonem tuż obok jego stóp.
Funkcjonariusz, mylnie nazwany Gekonem, był wężem. A dokładniej, żmiją zygzakowatą. Nie miał łatwo w życiu, ze względu na jego niefortunne imię. Nikt dokładnie nie wie, dlaczego został tak nazwany, ale sam Gekon twierdzi, iż imię nadała mu ślepa babka Mio.
- Rodzina niebossszczyka zossstała poinformowana o jego zgonie.
- Świetnie. Jak zareagowali?
- Nie wiem, sssir… Od sssiedmiu lat sssą ssspraliżowani…
- Ach, no tak.
- Ale przyznam, że przyjęli tę wadomośśść z niewzrussszonym wyrazem twarzy – dodał po chwili Gekon.
Komoda westchnął i spojrzał w niebo. Słońce przesłonił ogromny cień. Smok. Mknął po niebie z niesamowitą gracją i szybkością, co było niemal niewyobrażalne przy tej masie. Magiczne stworzenie, zanurkowało w dół i złożyło skrzydła. Jego łuski mieniły się tysiącem barw w porannym słońcu, a za nim ciągnęła się kolorowa smuga magii… Był to niesamowity widok. Piękny. Tak, piękny to dobre określenie. Wtem, smok z powrotem rozłożył skrzydła i zahamował, tworząc przy tym falę chodnego wiatru, która owiała twarze mieszkańców Dragonwall. Stworzenie uniosło się ku górze, parsknęło i wykonało salto, kończąc tym samym występ i lądując na dachu jednego z domów.
Sierżant poczuł ukłucie w sercu. Ach, jak cudownie byłoby wznieść się ku niebu i poszybować w przestworza, tam wysoko, aż do samych gwiazd. Poczuć wiatr na twarzy, usłyszeć jego świst w uszach… Gdyby tylko jego skrzydła były ociupinkę większe…
Z marzeń wyrwał go stanowczy głos kapitana Selera.
- Sir, wygląda na to, że już zakończono dochodzenie.
- Tak, dokładnie – wyrwał się z zadumy Komoda. – Co sugerujesz, kapitanie?
- Kolejkę dla wszystkich, sir.
- Świetnie – zgodził się Komoda i tym razem głośniej, oznajmił:
- Kolejka dla wszystkich! Dochodzenie zamknięte, chodźmy to uczcić!
Rozległy się wiwaty, i już po chwili cała policja zgodnie udała się do najbliższego baru.
Tylko Komoda, nie miał ochoty dzisiaj świętować. Miał ochotę płakać.
***
Ach, tak i jeszcze...
PLIS napiszcie do mnie na GG i codziennie przypominajcie mi, że mam pisać "Wywern's story", ok? Dzięks! ^-^