Wieża sztuk

"Wywern's story" - by Meryiel

Twórczość własna naszych forumowiczów

Re: "Wywern's story" - by Meryiel

Postprzez 4jola » 28 mar 2011, o 20:44

szpaq napisał(a):jak otworzysz atlas to na prawo.

Sory,ale to się nadaje do dowcipów środowiskowych!
Usmarkałam się!
"My,z matką twoją,rasizmowi mówimy twarde i zdecydowane: raczej nie !"

"-Zamknijcie się sierżancie.Jesteście wolnym trollem.To rozkaz."
Avatar użytkownika
4jola
Pani Palm
 
Posty: 5360
Reputacja: 6042

Reklama

Re: "Wywern's story" - by Meryiel

Postprzez szpaq » 28 mar 2011, o 21:56

to pisz Jola ;) tak jakoś nie się napisało.
Nic tak nie denerwuje, jak ludzie którzy nie przestają mówić, kiedy ty się wtrącasz.

M. Twain
Avatar użytkownika
szpaq męska
M.A.S.H.
 
Posty: 2427
Lokalizacja: Festung Breslau
Reputacja: 1701

Re: "Wywern's story" - by Meryiel

Postprzez Meryiel » 29 mar 2011, o 12:03

"Jola"? o.O
Avatar użytkownika
Meryiel żeńska
Student Magii
 
Posty: 43
Lokalizacja: Zadupie Dolne
Reputacja: 24

Re: "Wywern's story" - by Meryiel

Postprzez szpaq » 29 mar 2011, o 13:35

4jola napisał(a):
szpaq napisał(a):jak otworzysz atlas to na prawo.

Sory,ale to się nadaje do dowcipów środowiskowych!
Usmarkałam się!


o to mi chodziło.
Nic tak nie denerwuje, jak ludzie którzy nie przestają mówić, kiedy ty się wtrącasz.

M. Twain
Avatar użytkownika
szpaq męska
M.A.S.H.
 
Posty: 2427
Lokalizacja: Festung Breslau
Reputacja: 1701

Re: "Wywern's story" - by Meryiel

Postprzez grace » 5 kwi 2011, o 21:32

no ładnie. Jeszcze miejscami widać, że ciut topornie, ale Pratchett też młodo zaczynał. Może twierdzi teraz, że wstydzi się tych swoich pierwszych prac, ale w końcu to jeden z etapów do absolutnego mistrzostwa ;)
Także pisz dalej i trzymam kciuki, żebyś się rozwinęła w tym jak Pratchett.
kliknij Tu>ObrazekA tu znajdziesz->Obrazek
Rejestr postaci i Naszą Encyklopedię, którą możesz pomóc tworzyć.
Avatar użytkownika
grace żeńska
Kelda
 
Posty: 4740
Lokalizacja: Kraków

Re: "Wywern's story" - by Meryiel

Postprzez Meryiel » 26 kwi 2011, o 12:26

Hejka! Powracam! ;D I tak, dobrze myślicie z czym... Na razie ten krótki fragmencik, ale w trakcie publikowania tego posta, jestem zajęta pisaniem kolejnego fragmentu. I kolejnego. I kolejnego. ;P


To był kolejny, słoneczny dzień w mieście Dragonwall. Nic nie zapowiadało się na kataklizm i śmierć milionów, którzy wkrótce odejdą w zapomnienie wraz z całą planetą. I rzeczywiście, to był po prostu kolejny słoneczny dzień w mieście Dragonwall. Nie licząc kataklizmu.
***
„Zgon nastąpił o godzinie 1:43 nad ranem. Przyczyna zgonu – upadek z wieży” zanotował porucznik Gill.
- Poruczniku, czy zanotowałeś już notatkę? – spytał sierżant Komoda.
- Tajest, sir!
Porucznik podał sierżantowi kartkę w kratkę.
- „Zgon nastąpił o godzinie… Bla, bla, bla… Kupić maślankę i parówki, nie zapomnieć o selerze…” - przeczytał na głos Komoda, po czym spojrzał z ukosa na Gilla. – Poruczniku, co to ma niby znaczyć?!
- To lista zakupów, sir!
- Co na tej liście robi notatka o akcie zgonu?!
- Nie miałem nic innego pod szponem, sir!
Komoda westchnął. Ileż już to lat męczy się w policji…
- Sssierżancie? – spytał jakiś niski głos.
- Tak, funkcjonariuszu Gekon? – sierżant skierował wzrok na gada salutującego ogonem tuż obok jego stóp.
Funkcjonariusz, mylnie nazwany Gekonem, był wężem. A dokładniej, żmiją zygzakowatą. Nie miał łatwo w życiu, ze względu na jego niefortunne imię. Nikt dokładnie nie wie, dlaczego został tak nazwany, ale sam Gekon twierdzi, iż imię nadała mu ślepa babka Mio.
- Rodzina niebossszczyka zossstała poinformowana o jego zgonie.
- Świetnie. Jak zareagowali?
- Nie wiem, sssir… Od sssiedmiu lat sssą ssspraliżowani…
- Ach, no tak.
- Ale przyznam, że przyjęli tę wadomośśść z niewzrussszonym wyrazem twarzy – dodał po chwili Gekon.
Komoda westchnął i spojrzał w niebo. Słońce przesłonił ogromny cień. Smok. Mknął po niebie z niesamowitą gracją i szybkością, co było niemal niewyobrażalne przy tej masie. Magiczne stworzenie, zanurkowało w dół i złożyło skrzydła. Jego łuski mieniły się tysiącem barw w porannym słońcu, a za nim ciągnęła się kolorowa smuga magii… Był to niesamowity widok. Piękny. Tak, piękny to dobre określenie. Wtem, smok z powrotem rozłożył skrzydła i zahamował, tworząc przy tym falę chodnego wiatru, która owiała twarze mieszkańców Dragonwall. Stworzenie uniosło się ku górze, parsknęło i wykonało salto, kończąc tym samym występ i lądując na dachu jednego z domów.
Sierżant poczuł ukłucie w sercu. Ach, jak cudownie byłoby wznieść się ku niebu i poszybować w przestworza, tam wysoko, aż do samych gwiazd. Poczuć wiatr na twarzy, usłyszeć jego świst w uszach… Gdyby tylko jego skrzydła były ociupinkę większe…
Z marzeń wyrwał go stanowczy głos kapitana Selera.
- Sir, wygląda na to, że już zakończono dochodzenie.
- Tak, dokładnie – wyrwał się z zadumy Komoda. – Co sugerujesz, kapitanie?
- Kolejkę dla wszystkich, sir.
- Świetnie – zgodził się Komoda i tym razem głośniej, oznajmił:
- Kolejka dla wszystkich! Dochodzenie zamknięte, chodźmy to uczcić!
Rozległy się wiwaty, i już po chwili cała policja zgodnie udała się do najbliższego baru.
Tylko Komoda, nie miał ochoty dzisiaj świętować. Miał ochotę płakać.
***

Ach, tak i jeszcze...
PLIS napiszcie do mnie na GG i codziennie przypominajcie mi, że mam pisać "Wywern's story", ok? Dzięks! ^-^
Avatar użytkownika
Meryiel żeńska
Student Magii
 
Posty: 43
Lokalizacja: Zadupie Dolne
Reputacja: 24

Re: "Wywern's story" - by Meryiel

Postprzez Meryiel » 27 kwi 2011, o 18:20

Wielki powrót... GUMOWYCH KACZUSZEK!!! ]=D BWHAHAHAHAHA!!! ZUO!!!

Mistrz Magii Iluzji Ronald IV Z Dynastii String, jeden z członków Wielkiej Rady Magicznej, przechadzał się właśnie korytarzami kryształowego pałacu, muskany kolorowymi promieniami porannego słońca, które przebijając się przez kryształowe (a dokładniej szklane) ściany pałacu, tworzyły niesamowitą paletę łagodnych, ciepłych barw. Ronald wziął głęboki oddech, rozkoszując się porannym powiewem świeżości oraz opróżnionej latryny. Z zewnątrz, dobiegały jego uszu odgłosy ptaków rozpoczynających swój koncert i towarzyszących im okrzyków, i przekleństw, wydawanych przez skłóconych sprzedawców na targu.
Ach, cóż za przepiękny poranek, myślał Ronald. Dzień zapowiada się tak pięknie… a zwykle się tak nie zapowiada, więc mam złe przeczucia…
I rzeczywiście, Mistrz Iluzji nie mylił się. Za chwilę miało wydarzyć się coś, co już na zawsze zmieni oblicze całej Gaderianii. Coś, co zatrzęsie w posadach cały świat, a nawet rząd. Jednak sam Ronald nie musi się o to martwić. O ile w Gaderiańskim niebie, nie mówią o ziemskich sprawach.
Ronald IV Z Dynastii String pogwizdywał wesoło, gdy wtem poczuł na sobie czyjeś spojrzenie. Odwrócił się i… ujrzał ją… Na samym środku korytarza, wyzywająca, drapieżna, niebezpieczna… Wyglądała tak… obojętnie, jakby nic ją nie obchodziło. Po prostu tam stała, nawet nie zastanawiając się, jak się tam znalazła. Ale Mistrz wiedział, jaki jest powód jej przybycia. Najgorsza, z najgorszych. Istne wcielenie szatana tuż naprzeciwko niego.
Ronald zbladł i zaczął się pocić. Wiedział, że ani ucieczka, ani magia nic nie dadzą. Jego przerażenie potęgowała mina drapieżcy. Taka… niewinna… i ten przerażający przyjazny uśmieszek. Jej celem było tylko siać zniszczenie i śmierci milionów.
Ostatni z rodu Dynastii String, zaczął modlić się w duchu, starając się nie patrzeć w krwiste oczy żółtego wcielenia zła. Gumowej Kaczuszki.
***
Avatar użytkownika
Meryiel żeńska
Student Magii
 
Posty: 43
Lokalizacja: Zadupie Dolne
Reputacja: 24

Poprzednia strona

Powrót do Wieża sztuk

Ponieważ pewne historie się kończą, ale te stare historie ciągnął się dalej i trzeba tańczyć w rytm muzyki, jeśli chce się utrzymać przewagę.

Zadziwiający Maurycy i jego uczone szczury, dodał(a) Nobby Nobs

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników

cron