^Jolu, trzeba było zwrócić smarkaczowi uwagę. Co on sobie myśli, że będzie tak bezkarnie paradował, przywłaszczywszy sobie Twój wizerunek? Przez niego ludzie będą uważali Odyna za niemodnego!
> Mam odcinek:
Będąc przykładnym młodszym bratem, Mael z krzykiem wpadł do sypialni rodziców, wyburzając ich ze snu, który miał potrwać jeszcze dobre pół godziny.
- Mamo!!!!! Tato!!!!!
Krzyk ów, potęgowany ciszą, panującą wcześniej w pomieszczeniu, sprawił, że rodzice podskoczyli i w popłochu zaczęli rozglądać się za pożarem, który – jak sądzili, musi mieć miejsce.
- Marco idzie z jakąś dziewczyną! – oznajmił chłopczyk, wskazując drzwi. – Wyszli razem z lasu i… i oni tu idą!
- Czekaj, to durny pomysł. – Marco zatrzymał się w połowie drogi i spojrzał na towarzyszącą mu dziewczynę.
- Mówiłam ci to wcześniej. Oszczędziłbyś czasu sobie i mnie, gdybyś tylko zechciał wysłuchać…
- Musisz tyle kłapać szczęką? Mielesz tym ozorem, aż mi uszy więdną. Próbuję się skupić! - Maureen wzruszyła ramionami. Było jej obojętne, dokąd pójdą. Tym lepiej, im dalej od jej domu, rodziców, usiłujących wydać ją za mąż za jakiegoś idiotę… Co prawda patrząc na Marco, zaczynała wątpić w to, czy jest jej pisany los inny, niż reszta życia, spędzona z jakimś idiotą.
Nad jej głową przeleciał czarny ptak. Upuścił małą kopertę, z której dziewczyna wyciągnęła mały list. Marco oczywiście tego nie zauważył, zajęty Myśleniem. Maureen przeczytała:
„Wiem, gdzie jesteś. Kiedy zechcę, odnajdę Cię. Lepiej, byś miała przy sobie L.” Westchnęła poirytowana i wsunęła list do torby, pełnej podobnych. „L”? Co to, na Odyna, jest „L”, skąd ma to wziąć i co za kretyn zechce jej szukać?
- Chodźmy tędy, niedaleko mieszka stara nauczycielka mojego brata, wynajmuje pokoje studentom, może ma akurat wolne miejsce – powiedział Marco, ciągnąc ją za rękę i wyrywając z zamyślenia.
- Tam, widziałem! – Mael wskazał paluszkiem miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stali Marco i Maureen.
Niestety, „przed chwilą” nie oznacza „teraz”.
- Nikogo tam nie ma, synku – stwierdziła mama, wytężając wzrok.
- Musiało ci się coś przywidzieć – poparł ją tato. – Nie powinieneś czekać na brata co rano, przecież wiesz, że on za każdym razem wraca, inaczej umarłby z głodu.
Zawiedziony chłopczyk powlókł się do swojego pokoju i zamknął drzwi. Rodzice patrzyli chwilę w ślad za nim, poczym ojciec przemówił:
- Sądziłem, że nieprawdą jest ta stara przepowiednia, jednak…
- Myślisz, że Mael…? – przelękła się matka.
- Marco. Mael musi jedynie zagrać.
Nowy Tymczasowy Pokój Maureen okazał się być niedużym, ładnie urządzonym i jasnym pomieszczeniem. Prócz łóżka, stała w nim szafa i niewielkie biureczko. Pani Migrencja wydała się dziewczynie uroczą panią, w dodatku nie pytała o nic, jakby wiedziała, że przyjdą. Maureen rzuciła swoją torbę na krzesło i usiadła na wygodnym łóżku. Marco chwilę wyglądał przez okienko, ozdobione firanką w kwiatowy deseń, a kiedy uznał, że nikt za nimi nie zdążał, zajął miejsce obok dziewczyny.
- Chyba nie zostaniesz tu ze mną, co? – spytała, patrząc na niego krzywo.
- Maureen, posłuchaj… - zaczął chłopak, zastanawiając się, jak najlepiej będzie przekazać jej kilka wiadomości, w posiadaniu których powinna się znajdować. – Głupi nie jestem, potrafię poznać, że coś ukrywasz. Ukrywaj nadal, pragnę cię jednak ostrzec: tutaj nie jest bezpiecznie.
- Nie rozumiem, co masz na myśli – dziwiła się dziewczyna. – Pani Migrencja…
- Źle się wyraziłem. W tym domu nic ci nie grozi. Jednak na zewnątrz…
- Co może mi się stać na zewnątrz? Uciekłam z domu dwa tygodnie temu i jakoś nic gorszego, niż ty mi się nie przytrafiło.
- Stara przepowiednia mówi o dziewczynie, która ma nieść jakiś przedmiot, a którą gonią Cienie. Bogowie zagrzmią, a mały chłopiec zagra, wtedy niebo się rozjaśni i uderzy piorun… - Marco zmarszczył nos w skupieniu. – W każdym razie coś w ten deseń, musiałbym sprawdzić w dzienniku dziadunia.
Maureen wiedziała, że powinna krzyknąć, że oszalał, jednak znała starą przepowiednię i z każdą chwilą swojego życia zaczynała wierzyć w nią bardziej. Chłopak wstał i podniósł swój plecak.
- Przyjdę po ciebie wieczorem, pomożesz mi złapać strzygę, zasadzimy się na tego cholernego dybuka i przegonimy chochliki ze stawu – oznajmił. – Później usiądziemy i na spokojnie prześledzimy przepowiednię.
Migrencja patrzyła w ślad za odchodzącym Marco. W uszach dudniły jej słowa, zasłyszane przypadkiem*. Bardzo nie chciała, by to się wydarzyło, zdawała sobie jednak sprawę, że zaczęło się dziać w momencie, w którym przyprowadzono do niej małego Maela. Pobiegła na strych i wyszeptała zaklęcie:
- Na Odyna!
A Odyn wiedział, co powinien zrobić.
Młody Człowiek, rezydujący w wygodnej wieży, kończył pisać list. Uwielbiał napawać się wiedzą, że dziewczyna, którą powinien schwytać i odebrać jej Lutnię, czuje się obserwowana i prześladowana***. Postanowił dać jej jeszcze trochę czasu i włączył telewizor.
Odyn ziewnął przeciągle i wykonał kilka prostych ćwiczeń gimnastycznych na rozgrzewkę. Wreszcie nadszedł czas i kolejna przepowiednia zaczęła się dopełniać.
- Kto wymyśla przepowiednie? – rzucił pytanie w przestrzeń, dziarskim krokiem maszerując w kierunku spiżarni. – Muszę postawić mu dzban miodu!
*Taa, jasne. Taki przypadek, jak z Lorda Żabera otwieracz do konserw.
** Właściwie, kończył pisać liścik, ale lubił przesadzać, więc nazywał go listem.
***Szkoda, że nie widział jej, błogo śpiącej w wygodnym łóżku, zupełnie nie przejętej dziwnymi liścikami od jakiegoś wariata.
Kto kogo szpieguje?
Jakie są zamiary Panny Migrencji?
Co wspólnego ze Zła Wiedźmą ma wspólnego Maureen?
Czy rewia zmieni nazwę na „M jak nowy bohater”?
Czy Maureen jest potomkiem kogoś jeszcze gorszego?
Jak potoczą się dalsze losy Maela?
Czy kruk był tylko ptakiem?
Dlaczego Maureen nie może wrócić do domu?
Czy ma to coś wspólnego z tym, że nie ma Lutni?
Jak naprawdę brzmi przepowiednia?
Czy Odyn będzie wiedział, co robić?
DEMONY WIEDZĄ! BOGOWIE PODEJRZEWAJĄ!v Zapraszam, polecam! Czytajcie, piszcie...
