przez Eoren » 11 kwi 2011, o 16:58
^ Czuję się przewidywalna... to przykre, tym bardziej, że powinnam się raczej czuc przewidująca. Smacznego!
> Zła Wiedźma mknęła poprzez mrok nocy niczym jaśniejąca na niebie kometa - to dobry opis, taki, z którego autorka z chęcią skorzystałaby w tym miejscu. Jedynym jego mankamentem jest to, że mimo iż piękny, nie jest niestety prawdziwy.* W rzeczywistości bowiem było wczesne popołudnie a Zła Wiedźma nie przypominała zbytnio wspomnianej komety. Przede wszystkim dlatego, że wcale nie mknęła. Ów brak mknięcia spowodowany był zaś tym, że jakieś dziesięc minut temu stara miotła odmówiła jej ostatecznie posłuszeństwa i, metaforycznie rzecz ujmując, wyzionęła ducha. Zła Wiedźma urządziła jej krótki pogrzeb, na tyle krótki, że niektórzy pokusiliby się o nazwanie go Ciśnięciem W Krzaki. Jednak jakkolwiek go nie nazywac owo Ciśnięcie wyznaczyło miejsce ostatniego spoczynku miotły. Całkiem porządne miejsce, trzeba przyznac, z dużą ilością spokojnych i przyjaznych paproci oraz spowinowaconej z miotłą leśnej ściółki. "Mogłam trafic gorzej" - pomyślała optymistycznie miotła.
Co inteligentniejsi czytelnicy, czy może raczej: co inteligentniejsi czytelnicy wyposażeni w dobrze działający sensor rzeczywistości zatrzymają się teraz i przeanalizują dokładnie poprzednie zdanie. Niektórzy może nawet popukają się palcem w czoło mrucząc pod nosem coś w stylu:
- Taaa... "miotła pomyślała"...
Tak, naprawdę miotła to pomyślała. Co więcej nie zawahałaby się tego powiedziec, gdyby nie to, że obawiała się, iż paprocie mogą uznac taką wypowiedź za niegrzeczną. Była to bowiem magiczna miotła - tylko takie nadają się do latania. I chociaż czuła się lekko przytłoczona wiekiem i nie była w stanie spełniac już swych zadań tak jak kiedyś to nadal pozostawała pod działaniem magii. Należy o tym pamiętac mając do czynienia z latającymi miotłami. Nawet jeżeli do ich uruchomienia trzeba wykonac kilka wyjątkowo krępujących kółek dookoła salonu. Należy o tym pamiętac i obchodzic się z nimi ostrożnie. A już w szczególności nie należy porzucac ich w przypadkowym miejscu, gdzie każdy niepowołanym osobnik mógłby je znaleźc. Zła Wiedźma nie była głupia i dobrze o tym wiedziała. Nawet więcej - pamiętała o tym! Jednak ponieważ była Złą Wiedźmą i nosiła na palcu pierścień z czaszką wiedziała również dobrze, iż poniekąd do jej obowiązków należy łamanie takich zasad jak: "Nie zaśmiecac lasu!" czy "Nie pozostawiac magicznych mioteł bez opieki!"
Miotła rozejrzała się i spróbowała niewprawnie się uśmiechnąc do znajdującej się nieopodal paproci...
*Co jest w tym przypadku, jak mawiają niektórzy, "faktem autentycznym", wbrew temu, co opowiadają jacyś tam filozofowie.
Zła Wiedźma poprawiła niesforne fleki przy obcasach i ruszyła przed siebie. Co chwilę zatrzymywała się, wyciągała z kieszeni sukienki stary kompas i regulowała kurs. Słyszała kiedyś w swoim starym telewizorze o jakichś dżipiesach, które podobno miały mówic człowiekowi dokąd ma iśc. Ha! Jeszcze tego by brakowało, żeby ktoś jej mówił dokąd ma iśc! A poza tym sąd te dżipiesy mogły to wiedziec? Na pewno musiały byc jakąś odmianą leśnych gnomów, a tym skubańcom nie można wierzyc. W ten sposób, zatopiona we własnych myślach Zła Wiedźma nawet nie spostrzegła, iż znalazła się o krok od zatopienia również w bagnie. Cofnęła nogę, jednak w miękkim podłożu uwiązł jej but.
- A niech to przypadkowe fluktuacje w kontinuum czasoprzestrzennym! - zaklęła pod nosem.
Schowała kompas i oboma rękami spróbowała wyszarpac obcas z grzęzawiska. Nie udało się. Zaparła się nogami i pociągnęła mocniej co zaowocowało nie tylko uwolnieniem uwięzionej szpilki ale także przybraniem przez Złą Wiedźmę pozycji horyzontalnej. Już miała zakląc po raz kolejny i podnieśc się z ziemi, gdy zarówno w jednym jak i w drugim przeszkodził jej niespodziewany widok. Sytuacji nie poprawiało to, że leżąc aktualnie na plecach widziała wszystko do góry nogami. Zdecydowanie nie poprawiało. O ile zdołała się zorientowac stało właśnie nad nią jakieś kosmate stworzenie, w czarnym płaszczu i z czymś na twarzy, co naprawdę miała taką nadzieję - mogło byc wygiętą w grymasie białą maską. Zła Wiedźma zerwała się z ziemi i odwróciła w kierunku intruza. Chciała wyprostowac się dumnie, zdawała sobie bowiem sprawę, iż, co najmniej dwukrotnie, góruje na owym stworzeniem. Owo wyprostowanie się** okazało się jednak niemożliwe a to z powodu tego, że jedna jej noga znajdowała się w bucie na obcasie nr 12, zaś druga, co tu dużo mówic, w błocie. Zła Wiedźma klnąc w duchu schyliła się i założyła drugiego buta. Sytuacja trwała na tyle długo, że stała się krępująca. Stworzenie nadal patrzyło na nią nieruchomo.
- No i na co się gapisz? - syknęła Zła Wiedźma zdając sobie sprawę, że nie jest to najlepszy tekst, szczególnie w tej sytuacji.
Stworzenie chyba wzruszyło ramionami i po raz pierwszy się odezwało:
- To ja powinnam spytac co robisz w moim lesie? - odparowało, czy też raczej odparowała na co wskazywał rodzaj użytego przez nią czasownika. I w sumie tylko to.
- To ogólnodostępny las - stwierdziła Zła Wiedźma. - Kim ty jesteś żeby go sobie zawłaszczac?
- Ja - rzekło stworzenie i sięgnęło łapą do maski - jestem... (w głowie Złej Wiedźmy zabrzmiały mentalne werble) ...Vydrą!
Vydra podniosła maskę na czoło i ukazała swój puszysty pyszczek. Poruszyła nerwowo wąsikami.
Cisza trwała dobrych kilkanaście sekund.
- Taką przez "V"? - upewniła się Zła Wiedźma.
Vydra kiwnęła głową.
- Aha, na to świetnie! - rzekła w końcu Zła Wiedźma. - To wszystko tłumaczy. Miło mi było poznac - w geście pożegnania zbliżyła dłoń do kapelusza i zrobiła krok przed siebie.
W jednej chwili poły płaszcza Vydry załopotały i w jej małych łapkach znalazły się wydobyte zza paska dwa lśniące sztylety.
- Pragnę zwrócic uwagę, że ty jeszcze się nie przedstawiłaś - rzekła.
Zła Wiedźma uniosła brew.
- Jestem Złą Wiedźmą - rzekła dumnie.
Vydra spojrzała na nią sceptycznie.
- Jakieś imię?
Wiedźma skrzywiła się.
- Zdecydowanie nie - orzekła. - Zła Wiedźma w zupełności mi odpowiada. A ty masz imię, Vydro? - w jej ustach "v" zawibrowało mrocznie jak przystało na tak mroczną literę i tak Złą Wiedźmę.
Vydra uniosła brew i opuściła sztylety.
- Mam - odparła. - Jestem Vydra Vendetta.
**O dumie nie wspominając...
Zła Wiedźma i Vendetta siedziały przy ognisku piekąc kiełbaski na leszczynowych kijkach.
- Czyli powiadasz, że masz na pieńku z tym kędzierzawym oszustem - zagadała. - To ciekawe...
- Dlaczego ciekawe? - spytała Vydra pogryzając swoją kiełbaskę.
- Bo ja, on i... i ktoś jeszcze mamy za sobą kawał wspólnej historii.
- Czy to jedna z tych historii, które wymagają właściwego zakończenia? - chciała wiedziec Vendetta.
Zła Wiedźma uśmiechnęła się. Po raz pierwszy ktoś tak dobrze ją rozumiał.
- O tak... - rzekła. - Zdecydowanie tak...
- I pewnie sądzisz, że powinnyśmy uczynic coś by owo zakończenie wreszcie... nastąpiło.
- Zupełnie jakbyś czytała mi w myślach - oświadczyła Zła Wiedźma.
- Więc co chcesz zrobic?
- Na początek musimy kogoś znaleźc.
v Co spotka magiczną miotłę?
Dlaczego Vydra Vendetta ma na pieńku z Lokim?
Jaki plan uknuje wraz ze Złą Wiedźmą?
I jak to możliwe, że jej imię nie zaczyna się na "M"?
THERE IS NO JUSTICE. THERE IS JUST ME.
"Outside of a dog, a book is man's best friend. Inside a dog, it's too dark to read."