Wieża sztuk

inna gierka oraz Rewia NUTTER

Twórczość własna naszych forumowiczów

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Meryiel » 28 mar 2011, o 20:10

^ Superaśny wstępik! :clap: W sensie, że teraz my piszemy historię, tak? Nie za bardzo się jeszcze w tym wszystkim orientuję, ale spróbuję coś zaimprowizować... >.>
< - Och, kurczę blaszka! - Mary zdjęła z ognia kociołek, po czym zaczęła zawzięcie ssać swój palec, który cholernie piekł po oparzeniu. - Nigdy więcej niemarkowych kociołków!
Dziewczyna, mniej więcej w wieku około szesnastu lat, była wysoka i szczupła, miała długie, brązowe włosy do pasa oraz niebieskie oczy (Tak wiem, prosty opis... -_-'). Właśnie zajmowała się gotowaniem zupy koreańskiej, ale nie najlepiej jej to wychodziło, biorąc pod uwagę fakt, że za składniki tego wspaniałego i wykwintnego dania, pełniły rolę: leśne grzyby - białe w czerwone kropki, mech, zdechły szczur, liście laurowe, parę ostrych papryczek czy-li oraz coś co przypominało brązową kiełbaskę.
v Dobrze napisałam? <.< A coś czuję, że kolejna postać będzie tymi żółtymi oczyma w ciemnościach...
Avatar użytkownika
Meryiel żeńska
Student Magii
 
Posty: 43
Lokalizacja: Zadupie Dolne
Reputacja: 24

Reklama

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez 4jola » 28 mar 2011, o 20:36

^ ŁAŁ!
> No i co teraz?Ja tego nie ruszę za Chiny.Poczekam.To jest za dobre,żebym mogła,tak sobie,spaprać.

Meryiel napisał(a):Można wbić? ^-^'

Pewnie,że tak,ale pilnujemy ciągu przyczynowo-skutkowego z poprzedniego "odcinka".W związku z tym dobrze by było zapoznać się z naszymi wypocinami od...początku(POWODZENIA!)tak z ciekawości i chęci ogarnięcia całości.
Poza tym?Miłej zabawy!
(Widzę,że nie zdążyłam.Postaci,szczególnie nowe,powinny mieć jakieś uzasadnienie w przeszłości lub pomysł na ich egzystencję obecną).
Ja jeszcze a propos zakończenia poprzedniego odc.
wiem,że zastosowałam absolutnie wtórnie pomysł naszego Mistrza(mecz),ale wynikało to tylko z faktu,że Eoren siedziała głównie w dziale Mielonka i tam się dopiero rozpisywała!O,ho ho!Sami sobie zobaczcie!
No to był tylko jeden sposób,żeby ją ściągnąć znowu do nas.I tak wyszło.Dziękuję za uwagę.

V Ciekawe,kto będzie taki odważny i ruszy to dalej...
"My,z matką twoją,rasizmowi mówimy twarde i zdecydowane: raczej nie !"

"-Zamknijcie się sierżancie.Jesteście wolnym trollem.To rozkaz."
Avatar użytkownika
4jola
Pani Palm
 
Posty: 5360
Reputacja: 6042

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez ratharienn » 28 mar 2011, o 20:46

^Jolu - gratuluję Taktycznego (przepraszam za słownictwo) Posunięcia! Mam na myśli oczywiście podstęp na ściągnięcie do nas Eoren. ;)
>
4jola napisał(a):Pewnie,że tak,ale pilnujemy ciągu przyczynowo-skutkowego z poprzedniego "odcinka".W związku z tym dobrze by było zapoznać się z naszymi wypocinami od...początku(POWODZENIA!)tak z ciekawości i chęci ogarnięcia całości.

Podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami. Niestety, ale Ci, którzy są z tekstem na bieżąco, domyślają się o co chodzi z piorunem i oparzeniem o kociołek, więc dopóki nie nadrobisz poprzednich części, raczej ciężko będzie Ci "wstrzelić się" w fabułę. Zapraszam, polecam - chyba od strony siódmej (?). ;)
v Może... Dicey? :roll:
"Co to za sztuka i kogo w niej gram?"
Avatar użytkownika
ratharienn żeńska
Dziekan
 
Posty: 1840
Lokalizacja: Jelenia Góra/Cieplice (Kraina Elfów)
Reputacja: 1980

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez 4jola » 28 mar 2011, o 20:49

ratharienn napisał(a):Taktycznego (przepraszam za słownictwo) Posunięcia!

Ależ absolutnie nie ma za co a wręcz prawidłowo! :D
"My,z matką twoją,rasizmowi mówimy twarde i zdecydowane: raczej nie !"

"-Zamknijcie się sierżancie.Jesteście wolnym trollem.To rozkaz."
Avatar użytkownika
4jola
Pani Palm
 
Posty: 5360
Reputacja: 6042

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Dicey Reilly » 28 mar 2011, o 21:06

^
ratharienn napisał(a): Może... Dicey?

Mogę być ja...
> Kilka pytań: Rozumiem że opcja zamówienia sobie odcinka działa?
Pani Reżyser: czym możesz wstawić linka do II cz Rewii dla młodszej krwi? A może III cz jest jakoś złożona również?
Odcineczki wporzo są. Rozumiem, że mamy akcję z potomkami III części...
v Dajcie mi dzień/dwa.

Obrazek
Skład: 75%Marchewy, 75%Bibliotekarza, 74%Niani Ogg, 64%Rincewinda, 63%Śmierci i 60%Vimesa.
Avatar użytkownika
Dicey Reilly żeńska
Kwestor
 
Posty: 2412
Lokalizacja: Kopalnia pomarańczy
Reputacja: 2500

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez ratharienn » 28 mar 2011, o 21:11

^
Dicey Reilly napisał(a):Rozumiem że opcja zamówienia sobie odcinka działa?

Myślę, że tak, o ile oczywiście nie będzie się to przeciągało w czasie. I jeśli nie masz ochoty, nie pisz, tak sobie tylko strzeliłam. ;)
>
Dicey Reilly napisał(a):Rozumiem, że mamy akcję z potomkami III części...

Z takim zamierzeniem pisałam, ale co z tym zrobicie, to się okaże. Pamiętaj o oczach w krzakach. :mrgreen:
v Czekamy zatem.

*
Dicey Reilly napisał(a):czym możesz wstawić linka do II cz Rewii dla młodszej krwi

Zaraz poszukam, bo mianowałam się Chwilową Zastępczynią Pani Reżyser**.
**CZPR.
***Dziękuję, Jolu.:D

EDIT:
Proszę:
http://img841.imageshack.us/img841/2233/nutterii.pdf
Na początku Eoren zamieściła krótkie streszczenie części pierwszej, ale i tak radzę ją mimo wszystko odczytać własnoocznie (strona siódma - początek).

EDIT 2 (przepraszam!):
Zapomniałam o istotnym fragmencie. Zatem otóż jakżeby bynajmniej ponieważ:
Co zrobi Mael teraz, kiedy jest skończony w tej szkole?
Dlaczego niektórzy nauczyciele zostali nauczycielami?
Kim naprawdę jest Marco?
Czy zdąży uratować Maureen?
Co czai się w krzakach malin?
I kto oparzył się o kociołek, kiedy huknął piorun*?
*Pytanie: czyj to był piorun?
DEMONY WIEDZĄ! BOGOWIE PODEJRZEWAJĄ!
"Co to za sztuka i kogo w niej gram?"
Avatar użytkownika
ratharienn żeńska
Dziekan
 
Posty: 1840
Lokalizacja: Jelenia Góra/Cieplice (Kraina Elfów)
Reputacja: 1980

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Dicey Reilly » 29 mar 2011, o 18:53

^Dzięki, CZPR ;)
> No dobra, coś do głowy przyszło:

Czas jest jak… Hm, we wszystkich światach, niezależnie od kształtu i koloru, mędrcy i ci, którzy się za nich uważają, nie mogą dojść do porozumienia w kwestii: do czego porównać czas. No bo nie wszyscy lubią obwarzanki a inni uważają, że wąż zjadający własny ogon nie jest niczym innym jak przejawem zwierzęcego masochizmu.
Zostawmy jednak te abstrakcyjne próby naśladowania narracji Terry’ego Pratchetta. Jedno jest pewne: czas płynie i wpływa na wszystkie światy. Lata mijają, organizmy umierają i na ich miejsce wskakują nowe, gotowe pozostawienia po sobie śladu w pięciolinii/dywanie/innej personifikacji historii. Nic nie trwa wiecznie…
- Ta, jasne. – w czasoprzestrzeni Rewii NUTTER rozległ się głos poprzedzony odgłosem pociągnięcia z piersiówki.
Jebudu!
No dobra: nic nie trwa wiecznie, ale nie wszyscy zaliczają się do ‘nic’.
*
...Kilkadziesiąt godzin przed Maureen niefortunnym wypadkiem…
Ognisko płonące nocą, na polanie stanowiącej centrum lasu gęstego jak owłosienie goryla – taki obraz zawsze tworzył tajemniczą atmosferę rodu z powieści fantasy. Shakalaka Bum-Bum, zdając sobie sprawę z mrocznej aury, przygotował się celująco: założył czarny habit, należący niegdyś do dziadka, uciekiniera z klasztoru Złotego Widelca.
Spojrzał na wyciągnięte ku płomieniom dłonie. Uśmiechnął się: to były ręce wysłannika. Już za chwilę te dłonie przekażą Mu zdobycz i otrzymają nagrodę. Co to może być.
Poczuł podmuch zimnego wiatru na twarzy. Zdając sobie sprawę z jego znaczenia, spojrzał do góry. Po drugiej stronie ogniska pojawiła się para żółtych oczu.
- Mam to. – oznajmił Shakalaka, po czym szybko wyciągnął zza pazuchy cienki, podłużny przedmiot. – Proszę, o, mroczny. Struna z Lutni.
Oczy skupiły się na przedmiocie i przymrużyły lekko. Shakalaka czuł, że widok struny zadowoli mistrza.
- Okej, Bum-Bum. – usłyszał. – Na razie tyle z twojej strony.
- Ty-tyle z mojej strony? – Shakalaka nie ukrył zdziwienia. – A co z dziewczyną? Przecież… miałem zabrać jej Część Pudła Rezonansowego…
- Nie dałbyś sobie z nią rady. – przerwały mu złote oczy.
Racja. Zwykły śmiertelnik nie mógł równać się z potomkinią Psjezozwierza.
*
Jebudu!
Mael, przytłoczony własnym pechem, nawet nie zauważył przejeżdżającej Elżetki 101 – najnowszego pojazdu marki Lord Żaber, marzeniu każdego chłopaka. Westchnął, wpatrzony w hebanowe drzwi. Za nimi miały odbyć się Pierwsze Korepetycje.
Wypracowanie Maela było straszne. Gorzej – spowodowało wybuch załamania nerwowego w klasie. Nauczycielka – swoją drogą atrakcyjna kobieta i nie wiadomo dlaczego, kojarząca się wszystkim chłopcom z peleryną Batmana – zdecydowała poinformować o zaistniałym incydencie dyrektora, który wezwał rodziców chłopca. Po zażartej dyskusji rodzice zgodzili się złożyć pisemną przysięgę, że zapiszą chłopaka na korepetycje.
Z początku Mael z trudem przyswajał wiadomość o przymusowych lekcjach. Na dodatek miał uczyć się u Starej Migrencji – sędziwej pani, znanej w mieście ze swoich niebywałych teorii o przeznaczeniu. No bo kto normalny może głosić, że czas to tak naprawdę muzyka wykonywana przez bębniarza i dudziarza?
- Kto by pomyślał, że nauczycielce biologii na emeryturze może tak odbić. – mruknął Mael, pukając w drzwi.
*
Maureen westchnęła. No pięknie, będzie padać a ja sobie wiszę.
- Hej! – krzyknęła w stronę nadal trzęsącego się krzaku malin. – Ogłuchłeś?
Krzak malin przestał drgać. Dziewczyna zmrużyła oczy, nieprzyzwyczajona do patrzenia na świat do góry nogami. Coś czarnego zaczęło rozrastać się ku dołowi (dla obserwatora stojącego na ziemi: ku górze). To coś przypominało postać człowieka o bujnej czuprynie. Maureen przyjrzała się sylwetce. Ten ktoś miał trwałą?
Jebudu!
- Ała!
*
Marco znowu potknął się o kamień. „Cholera. Tego mi brakowało… horoskop rzeczywiście dobrze mówił o niepowodzeniach w pracy” pomyślał, biegnąc w stronę pułapki. Jako między innymi początkujący inkwizytor niedoszły leśniczy nie mógł pozwolić sobie na kolejną porażkę. Dziś miał być piękny wieczór: miał unicestwić marę, zdobyć trochę fioletowego proszku a następnego dnia zgłosić się z nim do Inkwizycji, jako dowód, że się nadaje. Rodzice w końcu przestaliby się go czepiać… No i mógłby kupić sobie samochód.
Już był prawie na miejscu: widział dziewczynę.
Jebudu!
Siedzący na pobliskim drzewie kruk obserwował, jak młodzieniec oślepiony błyskawicą zakrywa oczy i po chwili niefortunnie zderza się z wiszącą do góry nogami dziewczyną. Nie zwracając na krzyki obu przedstawicieli homo sapiens spojrzał w bok: sylwetka zza krzaku malin się okazała niezadowolenie i zniknęła. Ptak zakrakał.

v Co Mael zobaczy na korepetycjach?
Kto oparzył się o kociołek w trakcie „Jebudu!”?
Jak rozwinie się rozmowa/kłótnia (niepotrzebne skreślić) Marco i Maureen?
Czy kruk był tylko ptakiem?
Czy Tańczące Tygrysy pojawią się w TV?
Czyżby Lutnia wróciła?
DEMONY WIEDZĄ! BOGOWIE PODEJRZEWAJĄ!

Obrazek
Skład: 75%Marchewy, 75%Bibliotekarza, 74%Niani Ogg, 64%Rincewinda, 63%Śmierci i 60%Vimesa.
Avatar użytkownika
Dicey Reilly żeńska
Kwestor
 
Posty: 2412
Lokalizacja: Kopalnia pomarańczy
Reputacja: 2500

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez ratharienn » 29 mar 2011, o 21:01

^ Świetny odcinek! Motyw ze składaniem lutni - nie mogło jej zabraknąć. Swoją drogą, moja współlokatorka oświeciła ostatnio swojego chłopaka i mnie, zażarcie dyskutujących na temat bardów i kolędników - okazuje się, że wspomniani bardowie nie grai na lutniach, tylko na lirach korbowych. Interesująco pociągnęłaś wątki - bardzo mi się podoba.
> Napisałabym dalej, ale muszę się uczyć, gdyż mam jutro kółko.
v Co będzie dalej z naszymi bohaterami?
"Co to za sztuka i kogo w niej gram?"
Avatar użytkownika
ratharienn żeńska
Dziekan
 
Posty: 1840
Lokalizacja: Jelenia Góra/Cieplice (Kraina Elfów)
Reputacja: 1980

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Marek_Sobczak » 30 mar 2011, o 10:10

^ ciężko powiedzieć, ale spróbuję. Przynajmniej odpowiem na jedno pytanie.
> BUM!
Migrencja udeżyła w bębenek i zapytała
- Co by jednak było gdyby się nie spotkali? Jeśli każde z nich poszłoby w inną stronę?
BUM!
- Nie byłoby naszego miasta. - Mael wszedł na wyżyny swojego intelektu i przypomniał sobie opowiadaną przez dziadka Historię o parze założycieli miasta Awe i Mada. - Bo dzięki ich małżeństwu zwaśnione rodziny założyły wspólny biznes – pierwszą fabrykę guzików, z których nasze miasto słynie.
Przez twarz Panny (i niech tylko ktoś wspomni o tym, ze formalnie jest wdową, to wypluje mu flaki) przebiegł skryty uśmiech
BUM!
Szybko jednak przerwany przez grymas po zafałszowaniu na bębnie.
- Błąd! - odparła – Wszystko w końcu jest takim jakie zesłał nam los.
Na tablicy zaskrzypiała kreda. Przy wtórze piekielnych dźwięków pojawiały się kolejne równoległe linie.
- Gdyby nie spotkali się wtedy przyszedłby czas na wyrównanie taktu. Na skorygowanie fałszu. Jeśli nie na tej wysokości dźwięku to na innej. Każda z liń na pięciolini jest zupełnie inną historią. Poszczególne dźwięki współgrają jednak tworząc harmonię – mówiąc to narysowała kilka ćwierćnut i kreską rozpoczęła kolejny takt - Zmienia się tępo wydarzeń, zmieniają się odtwórcy ale opowiedziana jest ciągle ta sama historia.
Mael przysypiał na jedno oko, słuchał bzdur starej baby. Jednak stwierdził, że jego buntownicza natura weźmie górę nad pędem do wiedzy (jako organ nieużywany ten pęd był już w zaniku) i zadał pierwsze pytanie które przyszło mu do głowy:
- WHAT?! Przecież zmiana jednego małego fragmentu historii zmieni cały świat. Cały ciąg przyczynowo – skutkowy. Słyszała pani o czymś takim? Efekt motyla, czy szpilki w bucie? Toż nawet ja wiem, choć 7 lat mam. A pani taka ( i tu przeszło mu przez głowę stara baba, ale ugryzł się w język tak boleśnie, że nie dokończył zdania). Panna (a jakże!) Migrencja uśmiechnęła się tylko szyderczo pod nosem
BUM!
Uderzyła w bębenek jakby szukała natchnienia i powiedziała.
- Każda z wersji historii, tak jak poszczególna linia w pięciolini. Jest odrębną całością i prowadzi swoją własną piosenkę. Jednak jest coś co te wszystkie linie łączy.
BUM!
- Klucz wiolinowy! - wykrzyknął nie wiedzieć dlaczego podniecony Mael.
BUM! BUM! BUM!
- Brawo! - ucieszyła się Migrencja, że jej podopieczny wpadł na jej tok rozumowania. - Klucz wiolinowy. Czyli nasze przeznaczenie. Bo nawet gdyby Awe i Mada nigdy o sobie nie usłyszeli, to fabryka guzików powstałaby. Bo guziki były od początku nam przeznaczone. Tak było zapisane w gwiazdach. Wszyscy tylko odgrywamy swoje role, które prowadzą do kilku strategicznych miejsc, które są pewnikiem w dziejach. Które powtarzają się jak refren piosenki. Nie ważne w którym miejscu piosenki dźwięk powstał, dąży jednak do końca, albo przynajmniej do refrenu.
- A co z porywającymi solówkami wielkich mistrzów? - Chłopaka bawiło droczenie się z Panną Migrancją - przecież taka solówka jest zupełnie poza układem nut i taktów. Jak to się ma do Pani teorii?
Mael była z siebie dumna. Tylko ona miała taki talent do wyszukiwania odpowiednich osób.
- Dobrze, że zwróciłeś na to uwagę. - odpowiedziała – to zdarza się niezwykle rzadko. Pojawia się utalentowana młoda dusza, która - i tu dodała nieskromnie - pod odpowiednim okiem uczy się jak zapanować nad piosenką i wyprzedzić jej twórcę w kunszcie muzycznym. Takich ludzi nazywano wybrańcami lub bohaterami. Oni brali na swoje barki los wszechświata i zostawiali swoje piętno na zawsze.
- Po co mi to Pani mówi? Czy nie wystarczy że zada mi Pani coś do nauczenia i będziemy kwita? Po co w ogóle te dywagacje o przeznaczeniu i liniach czasu? I dlaczego w ogóle nauczycielka biologi uczy mnie historii?
- Po to – rzuciła prost w ręce Maela jeden z jej bębenków. Chłopak pochwycił go i przez jego ciało przebiegł dreszcz. Nagle wszystko stało się takie jasne. Uchwycił bębenek mocno pomiędzy jego udami i zaczął uderzać w niego miarowo. Źrenice jego oczu zaszły białą mgłą. Przez jego umysł przebiegła seria obrazów: trzy postacie, wielki posąg, magiczna lutnia, błysk miecza, krzyk słowika, 12 kielichów na kryształowym stole, 15 lutego, ogień w lesie, trzy wiedźmy, kurtyna topór, krew i wielki napis THE END wypalony w szczerym polu.
Mael ze świstem wciągnął haust powietrza jakby dopiero skończył długodystansowy bieg.
- Mój brat jest w niebezpieczeństwie! Widziałem to! Muszę pomóc Marco!.
- To co widziałeś to koniec tej historii. Zdarzy się. Chyba, że...
- Chyba, że co?! Powiedz mi – krzyknął nie zważając na uprzejmości i konwenanse.
- Chyba, że będziesz potrafił zagrać swoją część piosenki lepiej niż przewidział kompozytor...

V Jak potoczą się dalsze losy Maela?
Skąd w niewykształconym muzycznie chłopaku talent muzyczny?
Czy to co widział to zapowiedź końca dla jego brata?
Kto oparzył się o kociołek w trakcie „Jebudu!”?
Jak rozwinie się rozmowa/kłótnia (niepotrzebne skreślić) Marco i Maureen?
Czy kruk był tylko ptakiem?
Czy Tańczące Tygrysy pojawią się w TV?
Czyżby Lutnia wróciła?
DEMONY WIEDZĄ! BOGOWIE PODEJRZEWAJĄ!
We’re all stories in the end. Just make it a good one!
Avatar użytkownika
Marek_Sobczak męska
Dyżurny Klasowy
 
Posty: 3122
Lokalizacja: Oxford
Reputacja: 5264

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Eoren » 2 kwi 2011, o 13:48

^Jesteście cudowni!

> Jako, że nie mam w tej chwili czasu na napisanie odcinka (właśnie dzisiaj się przeprowadzam:/ ) odpowiem tylko na parę kwestii:

1. Rath, mogę Ci przyznac zaszczytne miano CZPN jednakże pamietaj(cie). Prawdziwa Pani Reżyser* jest tylko jedna. Uuk!
2. Oczywiście, że kontynuujemy wcześniejsze wątki (zresztą już to zaczęliście) przecież to NUTTER!
3. Jako, że Rath mnie wyręczyła i wrzuciła link to PDFa - bardzo dziękuję. Co do trzeciej części również pojawi się w takiej formie tylko muszę to trochę ogarnąc bo było tam parę niespójności. Nawet ja, w samym finale, (ciekawe czy zauważyliście...) nie doliczyłam się goli :oops: Ale poprawię to, tak jak też i podciągnę trochę finał, bo naprawdę byłam już zmęczona a chciałam to wreszcie Wam wysłac. Oczywiście nie zmienię nic ważnego dla fabuły. Jeszcze zostaje kwestia tytuły trzeciej części. Czy może byc "Ostatnia Rozgrywka"?
4. Również pragnę podziękowac Joli za Taktyczne (...) Posunięcie. I po raz kolejny się usprawiedliwic - nie pisałam tak długo, bo naprawdę, naprawdę ale to naprawdę nie miałam pomysłu jak to zakończyc... Jako, że chwilowo nawet na Mielonkę praktycznie nie mam czasu więc proszę Was o cierpliwości. Wytrzymajcie parę dni beze mnie, słuchajcie grzecznie CZPR, a ja jak uda mi się przenieśc wszystkie graty i dogadac z Internetem odezwę się z nowego mieszkania. I napiszę odcinek. A na razie pozwolę sobie umieścic niżej "v" w dawnym stylu Kiniro:

v Napisze posta.

*PPR.
THERE IS NO JUSTICE. THERE IS JUST ME.
"Outside of a dog, a book is man's best friend. Inside a dog, it's too dark to read."
Avatar użytkownika
Eoren żeńska
Bibliotekarz
 
Posty: 1645
Lokalizacja: Nałęczów...KRK
Reputacja: 362

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Eoren » 3 kwi 2011, o 18:07

^ Uff, zdążyłam. Proszę:

> Zła Wiedźma sięgnęła po pilota i zniesmaczona wyłączyła telewizor. "Gwiazdy tańczą z Tygrysami" - kto by pomyślał?! Niegdyś to ona tańczyła z Tygrysami (ech, to stare dobre "Blackberry blossom"...) i to ona była Gwiazdą. Ba, gwiazda to mało powiedziane! Uratowała świat. Poprowadziła ludzi przeciwko bogom w Ostatniej Rozgrywce i sprawiła, że ci pierwsi zwyciężyli.* A oni, czym jej się za to odpłacili? Niewdzięcznicy! "Ta pani chatka już zupełnie się sypie, kalenica jest taka krzywa, że niedługo pewnie to wszystko się zawali. I ile tu pająków! Zobaczy pani, przeprowadzi się do czystego mieszkanka, najnowocześniejsza technologia wielkiej płyty, i od razu będzie lepiej. A to zatęchłe bagienko się osuszy i zbuduje supermarket. Tak będzie najlepiej dla wszystkich, zobaczy pani."
- Dla wszystkich! - parsknęła z irytacją na samo wspomnienie.
Pająki? Krzywa kalenica? Zabrali jej wszystko, co kochała. Cały sens jej życia. A w zamian dostała... to. Oparła się o barek i wydobyła z jego niezmierzonych otchłani ostatnią butelkę żmijówki. No tak, nawet żmijówka się kończyła. Zębami wyjęła korek i pociągnęła sobie solidny łyk. Ech, gdzie się podziały te czasy, gdy wraz z Lokim upijali się w trupa w jej chatce? I o co to wtedy chodziło? Ach, tak - to się zdarzyło wtedy, kiedy mu powiedziała, że EjDżej...
...Wzrok Złej Wiedźmy powędrował w kierunku stojącego na półce zniszczonego dagerotypu małego chłopca. To była jedyna rzecz, którą prócz zapasu żmijówki udało jej się ocalic ze starego domku. EjDżej... Był kiedyś jej synem, jeszcze zanim Ostatnia Rozgrywka po raz kolejny przywróciła świat na właściwe tory. Był jej synem a potem... po prostu był. Nikt jej o tym nie powiedział ale w jakiś sposób była pewna, że miał normalną matkę, normalnego ojca, normalny dom. I był szczęśliwy - głównie dlatego, że nigdy więcej już jej nie spotkał - podpowiedziała jej krążąca w jej żyłach gorąca żmijówka. Ale to było całe wieki temu... A teraz? Nadal wiedziała, że on jest, ale już nie w tym świecie. Za to ona nadal tkwiła w tym samym miejscu. Może tym samym nie było dobrym określeniem, bo tam stał przecież teraz supermarket. Zabrali jej wszystko... Oszuści! Kłamcy! Złodzieje! Z wściekłością uderzyła w ścianę pięścią tak mocno, że dagerotyp zsunął się z półki i uderzył o podłogę. Cienkie szkiełko, które chroniło go przed zniszczeniem roztrzaskało się w drobne okruchy. Schyliła się i podniosła z ziemi wizerunek chłopca. "Wszystko..." - powtórzyła w myślach. A jednak nie. Coś zostało i to zostało na tym świecie. Chociaż minęły lata, długie lata, to coś cały czas mieszkało czyjejś krwi. Uśpione, przekazywane z pokolenia na pokolenie - czekało. Czekało by się obudzic. Zerwała się z ziemi i pobiegła do kuchni po zapałki. Nie znalazła ich, chwyciła więc zapalniczkę. "Trudno, nie ma tego stylu ale na tę chwilę musi wystarczyc" - pomyślała. Kopniakiem odsunęła dywan ze środka salonu i przyklękła. Zdjęła z szyi zawieszony na rzemyku woreczek, wysypała jego zawartośc - czerwony, iskrzący pył - na wnętrze swojej dłoni i na odsłoniętym parkiecie, przesypując pył przez palce wyrysowała prawie idealny okrąg. Zbliżyła do niego zapalniczkę i proszek zapłonął dziwnym, nieruchomym płomieniem. Zła Wiedźma wstała i zaczęła wpatrywac się w krąg. W jej oczach kurczył się i powiększał, załamywał, rozdwajał i cały czas tańczył hipnotycznie. A potem obraz kręgu zniknął i zamiast niego ujrzała to, co chciała zobaczyc. Tak, to coś nadal istniało. Nadal żyło. Więcej - miało kształt. Kształt małego chłopca, zupełnie takiego samego jak ten, który był kiedyś jej synem. I miało imię. Mael...
Gdy przeznaczenie otwiera swe ślepia, podnosi łeb i zaczyna wynurzac się ze swojej jaskini powinno się coś wydarzyc. Powinien nagle powiac wiatr albo zahuczec grom. Niestety na świecie pozostało już niewiele narrativum więc nic takiego się nie miało miejsca w tej chwili. Zła Wiedźma przełknęła to jakoś. Wyciągnęła zza szafy swoją starą miotłę, otworzyła okno na oścież, zrobiła parę kółek dookoła salonu żeby mechanizm zdołał zaskoczyc i już niebawem szybowała ku swojej** przyszłości.
Minęło zaledwie parę minut nim ogień z czerwonego kręgu, który zostawiła nieugaszony, rozpełzł się po parkiecie i rozprzestrzenił na większą częśc salonu. Po chwili zajęły się również te paskudne firanki w kwiaty i kopnięty w kąt dywan. Gdyby nie wyłączyła telewizora Gwiazdy i Tygrysy tańczyłyby teraz w płomieniach.

*Fakt, że dostała czerwoną kartkę i większą częśc Rozgrywki spędziła na ławce rezerwowych, pominęła w swoich myślach. W końcu była Złą Wiedźmą i łamanie zasad było wpisane w samą jej definicję.
**I nie tylko swojej...

v Czy Mael i Marco są potomkami EjDżeja?
Czy Maureen jest potomkiem kogoś jeszcze gorszego?
Co chce uczynic Zła Wiedźma?
I czy wreszcie pojawi się nowa postac, której imię nie będzie się zaczynac na "M"?
DEMONY WIEDZĄ! BOGOWIE PODEJRZEWAJĄ!
THERE IS NO JUSTICE. THERE IS JUST ME.
"Outside of a dog, a book is man's best friend. Inside a dog, it's too dark to read."
Avatar użytkownika
Eoren żeńska
Bibliotekarz
 
Posty: 1645
Lokalizacja: Nałęczów...KRK
Reputacja: 362

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez ratharienn » 3 kwi 2011, o 21:10

^Cudnie! Cudnie! Cudnie! Zarówno odcinek Marka, jak i Eoren.
>
Eoren napisał(a):Rath, mogę Ci przyznac zaszczytne miano CZPN jednakże pamietaj(cie). Prawdziwa Pani Reżyser* jest tylko jedna. Uuk!

Dziękuję i wiedz, że pamiętam, że to Ty jesteś PPR i nie zamierzam Cię, brońcie wszelacy bogowie, detronizować.
Chciałabym również zamówić następny odcinek. Będzie jutro - nie ma zmiłuj. Jak tylko wrócę z pracy, to napiszę.
v
Eoren napisał(a):A na razie pozwolę sobie umieścic niżej "v" w dawnym stylu Kiniro:

v Napisze posta.


Tak.
"Co to za sztuka i kogo w niej gram?"
Avatar użytkownika
ratharienn żeńska
Dziekan
 
Posty: 1840
Lokalizacja: Jelenia Góra/Cieplice (Kraina Elfów)
Reputacja: 1980

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez Eoren » 6 kwi 2011, o 15:04

^Ring! Ring! Helooł?!
> Nie chcę poganiac po tym, co sama ostatnio odjechałam ale już jest pojutrze...
Aha, mój PDF się tworzy i jest na jak najlepszej drodze do ostatecznego utworzenia się.
v Będzie Rath.
THERE IS NO JUSTICE. THERE IS JUST ME.
"Outside of a dog, a book is man's best friend. Inside a dog, it's too dark to read."
Avatar użytkownika
Eoren żeńska
Bibliotekarz
 
Posty: 1645
Lokalizacja: Nałęczów...KRK
Reputacja: 362

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez ratharienn » 6 kwi 2011, o 17:18

^Tak, jestem to ja. Z góry upraszam o przebaczenie i zmiłowanie za zwłokę. I tak nikt mi nie uwierzy, jeśli napiszę jak bardzo miałam wczoraj zorganizowany dzień, w którym mój grafik nie przewidywał innego posiłku niż śniadanie i garść paluszków w ramach obiadu, dlatego proszę:
>

- Ała! – Donośny wrzask cierpiącego młodego człowieka rozerwał ciszę wiszącą pomiędzy kolejnymi grzmotami piorunów. – Ała! Fak! – Młody człowiek kuśtykał w stronę poręcznie urządzonej (choć kompletnie bez smaku) małej kuchni.
Kuśtykał, ponieważ kilka godzin wcześniej, kiedy nie zdążył nawet wstać z łóżka (mahoniowe drzewo, kolumny, zasłony), na nogę spadł mu żyrandol (kute żelazo, szkło, mnóstwo ostrych, misternie poskręcanych listków). Tak, wtedy domyślił się, że głupotą było jednak stawianie łóżka pod żyrandolem*, którego mocowanie stawiało oglądającemu je wiele pytań, dotyczących czasu. Czasu, jaki jeszcze powisi, nim spadnie i rozbije się komuś na głowie – w wersji optymistycznej: na nodze.
Młody człowiek doczłapał się jakoś do umywalki i zanurzył w zimnej wodzie rękę po łokieć, by po chwili wyjąć ją z kolejną porcją wrzasków i przekleństw – zapomniał, że w umywalce hoduje przecież wodnego chochlika, stworzenie zupełnie nie nadające się na współlokatora jego niedużego mieszkanka w wieży.
- Dlaczego mam takiego pecha? – pytał sam siebie młody człowiek. – Przecież jestem potęgą! – Tupnął wściekły i pisnął z bólu.
Tupnął oczywiście nie tą nogą, która pozostawała zdrowa. Pioruny nadal trzaskały, w równych odstępach czasu, dokładnie tak zakrzywione i jasne, jak sobie wcześniej zamierzył. Był z siebie dumny – na czas odszyfrował starodawne zapiski jego poprzednika i zdążył wydać Ostrzegawczy Sygnał Błyskawicowy**. To była ta noc, był pewien. Teraz należało tylko wyleczyć nogę (do tego potrzebował wywaru z przypalonego kociołka), wyjść z wieży po raz pierwszy od kilku lat i odszukać dziewczynę, następnie zabrać jej podejrzany instrument muzyczny, wrócić do wieży, zamknąć się w niej na siedem spustów i wreszcie zniszczyć przeklęty przedmiot, który przecież nigdy nie przepadł w żadnych odmętach najgorszych ruin, kraterach wulkanów, nie spadł do żadnej przepaści, nie utracił strun i nie odnalazł ich ponownie – wszystko to były tylko bajki, czcza gadanina, bezsensowne opowieści starych, pokrzywionych przez nadużywanie fajkowego ziela stulatków.
Zanim jednak młody człowiek zabrał się za to wszystko, nalał sobie do czarki przypalonego, gęstego jak smoła, choć pachnącego dużo gorzej wywaru i włączył telewizor, bo w końcu mieli nadawać relację z występu tańczących tygrysów. Nie mógł zrozumieć, jak udało się namówić je do noszenia tych wszystkich tiulowych i błyskających różem po oczach warstw odzienia. Sam próbował kiedyś kląć chrabąszcze, ale skończyło się to tygodniową utratą przytomności***.

- Zdejmiesz mnie stąd, idioto?! – Maureen nie przebierała w słowach, dość miała niewychowanego chłopaka, który krążył wokół niej, jakby była, nie przymierzając, świńskim truchłem, wiszącym za nogę na haku w rzeźni, a i tak, uważała, znalazła się w gorszej sytuacji, musząc ciągle pilnować sukienki, która jakoś nie chciała oprzeć się prawu grawitacji, cokolwiek by z nią nie robiła.
Marco faktycznie przechadzał się spokojnym krokiem wokół niej. Wcześniej rozpalił ognisko dwa metry dalej – noc w końcu była chłodna, a on nie lubił marznąć podczas pracy. Zbadał już kilka możliwości – wisząca do góry nogami dziewczyna nie była rusałką (była co prawda szczupła i delikatnej budowy, ale kiedy błyskał jej po oczach skonstruowanym przez siebie małym laserem, który dawał szybkie, urywane serie świetlików, nie zaczęła piszczeć i wić się ze strachu, tylko kląć i usiłować kopnąć go wolną nogą). Dzięki pierwszemu doświadczeniu miał od razu załatwioną drugą próbę – kiedy dziewczyna wierzgała wściekle, spostrzegł, że nie ma owłosionych nóg, czyli czarownicą też nie była. Nie była również strzygą, wampirzycą i leśnym chochlikiem, prowadzącym zbłąkanych wędrowców na bagna. Marco wykluczył również wilkołaczkę, poirytowanego elfa i wiłę. Chwilę zastanawiał się nad dybukiem, ale przypomniał sobie sprawę, że one nigdy nie przybierają postaci kobiet, choćby umierały z głodu.
- Chyba wszystko z tobą w porządku – uznał po chwili namysłu, uważnie przyglądając się całej sylwetce dziewczyny, która, choć widziana odwrotnie, spodobała mu się.
- To mnie odetnij, świrze! – krzyknęła.
Chłopak obszedł jeszcze raz dookoła przypadkową ofiarę polowania i nim się spostrzegła, spętał jej nadgarstki sznurem.
- Co robisz?!
- Pierwsza zasada kodeksu: nigdy dość ostrożności – wyrecytował automatycznie Marco. – Teraz przytrzymaj się mnie, ostrożnie odetnę linę.
- Czym mam się przytrzymać, panie przerażający oprawco potworów? Zębami? Bo chyba tylko je mi pozostawiłeś nie skrępowane.
- Odzywaj się do mnie nadal w ten sposób, a powisisz tu i poczekasz na strzygę, która ucieka mi od zeszłego piątku. Jest głodna, pełnia była wczoraj, a skutecznie utrudniłem jej zdobycie pożywienia. Myślę, że nie będzie wybrzydzać i schrupie cię ze smakiem, a twoje…
- Tnij ten sznur, pomyleńcu!
- Proszę bardzo. – Marco bez zbędnej etykiety wyciągnął nóż i jednym sprawnym ruchem odciął dziewczynę, z lubością przyglądając się, jak spada na stos szyszek i zeschniętych liści. – Masz dwa wyjścia, moja droga – mówił. – Pierwsze: powiesz mi, gdzie mieszkasz i odprowadzę ci do domu…
- Sama trafię, dziękuję – syknęła, odwiązując związanymi rękami sznur z kostki.
- Wspominałem coś o strzydze? – Marco udał namysł.
- Druga możliwość to?
- Usiądziesz ze mną przy ognisku i porozmawiamy. Może jeszcze uda mi się złapać tego przeklętego dybuka albo chociaż marnego chochlika, który zwodzi mnie od wczoraj, ale na to muszę być w lesie, a nie prowadzać cię do domu.
Maureen faktycznie miała dwa wyjścia. Jednym była ucieczka, ale nie do domu, na pewno nie do domu. Drugą było unieszkodliwienie chłopaka i ucieczka. W końcu dziewczyna wybrała trzecią możliwość.
- Masz coś do jedzenia? – spytała.

Mael patrzył przez okno, wychodzące na las. Las, w którym kilka godzin temu zniknął jego starszy brat. Niósł plecak i torbę na książki, ale co do jej zawartości chłopiec nie był pewny. Był pewny tylko tego, że Marco nie niósł w niej książek. W plecaku miał kanapki i termos z gorącą kawą – mama co wieczór szykowała mu „śniadanie” do pracy. Biedna, myślała, że jej najstarszy syn nareszcie znalazł odpowiednią pracę. Wszystko dlatego, że nie widziała go bladym świtem, kiedy zwykł wracać do domu. A Mael widział… Marco śmierdział bagnami, często był podrapany i pochlapany czymś, co wyglądało zupełnie jak zaschnięta krew. Chłopiec był przekonany, że „nocna zmiana jako leśniczy” nie zapewnia tylu niedobrze pachnących atrakcji.
Nie tylko to budziło w siedmiolatku wątpliwości co do zajęcia, jakim parał się nocami jego brat. Niedawno, ledwie Marco wyszedł do lasu wieczorem, Mael wkradł się do jego pokoju, zwykle zamkniętego na klucz. W sumie o żadnym wkradaniu mowy być nie mogło, bo brat zapomniał zamknąć drzwi, ale Mael lubił myśleć, że zakradł się tam jak skrytobójca.
Pokój wyglądał zwyczajnie, ale chłopiec wiedział, gdzie ma szukać. I znalazł. Słoiczki z kolorowymi proszkami, oznaczone etykietami z runicznym pismem, cała szuflada świec – różnej maści i koloru, niektóre wypalone do połowy, różnorakie kamienie, blaszki, wisiorki, małe i większe kosteczki, brudne od ziemi, kilka sztyletów i składany miecz (MDPT0076653653). Prócz tego książki, dzienniki… Mael nie rozumiał większości języków, w jakich zostały napisane, więc jego uwagę przykuł dziennik człowieka, który nazywał siebie Ostatnim Bardem. Otworzył gruby zeszyt oprawny w skórę ze sztucznego tworzywa i zauważył, że gdzieniegdzie Marco poczynił notatki o treści: „Sprawdzić!”, „Gówno prawda!”, „Jestem Ostatnim Bardem i potrafię tylko układać fałszywe ballady…”, „Głupi dziadunio.” i wiele, wiele innych, niekoniecznie nadających się do przytoczenia. Mael zostawił wszystko dokładnie tak, jak zastał i położył się spać, zastanawiając się, co tak naprawdę robi nocami jego brat.
Była już prawie piąta rano i zbliżała się pora powrotu Marco do domu po Ciężkiej Nocy W Pracy. Mael przyjrzał się uważnie ścianie lasu. Tak, jak się spodziewał, krzaki porastające jego skraj poruszyły się i wychynął zza nich jego brat. Ale tym razem nie szedł sam. Szedł z dziewczyną!


*Łóżko już przesunął. Szkoda, że po tym, jak kilka listków boleśnie werżnęło mu się w łydkę…
**OSB.
***Nie chrabąszczy z pewnością.

Czy Mael i Marco są potomkami EjDżeja?
Czy Maureen jest potomkiem kogoś jeszcze gorszego?
Co chce uczynić Zła Wiedźma?
Jak potoczą się dalsze losy Maela?
Skąd w niewykształconym muzycznie chłopaku talent muzyczny?
Czy to co widział to zapowiedź końca dla jego brata?
Czy kruk był tylko ptakiem?
Czyżby Lutnia wróciła?
Czy imię Młodego Człowieka z wieży będzie zaczynało się na „M”?
Czy to Maureen jest tą dziewczyną, której szuka?
Dlaczego Maureen nie może wrócić do domu?

DEMONY WIEDZĄ! BOGOWIE PODEJRZEWAJĄ!

*(*) Bardzo proszę o nie ruszanie postaci Marco i Maureen w następnym odcinku. Jeśli oczywiście uznacie, że moja prośba jest nie na miejscu, ruszcie, ale wtedy zgubi mi się pomysł. Nie mogłam go opisać tym razem, bo i tak mam wrażenie, że to wszystko jest przydługawe. ;)

v Napisze komentarz do odcinka, może kolejny odcinek, może wymyśli imię dla Młodego Człowieka z wieży.
"Co to za sztuka i kogo w niej gram?"
Avatar użytkownika
ratharienn żeńska
Dziekan
 
Posty: 1840
Lokalizacja: Jelenia Góra/Cieplice (Kraina Elfów)
Reputacja: 1980

Re: inna gierka oraz Rewia NUTTER

Postprzez 4jola » 6 kwi 2011, o 21:08

^Komentarz-jak zwykle rewelacyjny(odcinek,nie komentarz).

>
ratharienn napisał(a): wszystko to były tylko bajki, czcza gadanina, bezsensowne opowieści starych, pokrzywionych przez nadużywanie fajkowego ziela stulatków.

Odyn wybałuszył oczy na ekran swojego nowiutkiego laptopa Kosztela900 i zakrztusił się dymem z fajki.
"O żesz ty gówniarzu!Ty taki i owaki w ząbek czesany!"pomyślał wzburzony.Szturchnął łokciem w bok Tańczącego.
-Przestań bawić się tym FajFonem i zobacz,co się wyrabia na Ziemi.
-Zaczynają wątpić w przeszłość,co?Ano,czas szykować się powoli do akcji,staruszku.
"Ja ci dam starych i pokrzywionych!W życiu MarJanie ci tego nie daruję.Nu pagadi!"Odyn sam nie wiedział skąd mu to przyszło do głowy...

Daleko,na Ziemi młody człowiek usłyszał ciche ding-dong.
Na swój nieznany nikomu,nawet jemu samem, adres mejlowy marjanie_ty@po.żp*,otrzymał przedziwną wiadomośc.Jedno słowo:
"Jebudu!"

V Nie ruszałam młodych.Jeśli imię nie pasuje,można zmienić.


*żebyś pękł

Naprawdę brakuje mi naszych akcji typu:wykradanie tygrysów z zoo tudzież "Zakoś Rajstopy Współlokatorce".
"My,z matką twoją,rasizmowi mówimy twarde i zdecydowane: raczej nie !"

"-Zamknijcie się sierżancie.Jesteście wolnym trollem.To rozkaz."
Avatar użytkownika
4jola
Pani Palm
 
Posty: 5360
Reputacja: 6042

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Wieża sztuk

Kiedy człowiek zadumał się nad takim pokojem, ogarniał go dziwny smutek i niejasne przeczucie, że należałoby może usunąć całą ludzką rasę i zacząć od nowa z amebami.

Straż! Straż!, dodał(a) ratharienn

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników