Hurra, nareszcie mam czas na to, żeby sobie pointernetować ^^. Tak więc korzystam.
Zdecydowanie Wiedźmikołaj - nie był idealny, ale ze wszystkich ekranizacji najbardziej pratchettowaty. Faktycznie, miejscami trochę się dłużył, niektóre fragmenty dali niepotrzebnie, niektórych zabrakło, ale ostatecznie oceniam na plus.
Możliwe też, że oglądało mi się lepiej, ponieważ nie czytałam jeszcze Piekła Pocztowego jako książki, więc cała akcja była dla mnie tajemnicą.
Ja czytałam, ale akcja również była dla mnie tajemnicą. Zakończenie zmienili w taki sposób, że trudno sobie wyobrazić (mi przynajmniej) kontynuację.
Nie patrzcie się na mnie dziwnie, ale bardzo nie podoba mi się to, co zrobili z Piekłem Pocztowym. Pierwsza część była całkiem fajna, ale druga to zUo. To dobrze, że film nie jest dokładnym odwzorowaniem książki, ale to już lekka przesada. Po pierwsze - Gilt - jak mogli uczynić go postacią tak banalną? Zrobili z niego czarny charakter z rodem z kreskówki, a przecież to był przebiegły oszust, przyjmujący odpowiednią pozę. Drugą sprawą są relacje Adora-Moist. Straszenie to pokomplikowali, moim zdaniem na niekorzyść. Wyszedł straszliwy banał, pogłębiony jeszcze "głębokimi przemyśleniami" Moista.
Całkiem sympatycznie wypada jako kino familijne (-.-'), ale po Pratchettcie oczekiwałam czegoś więcej.
Zdecydowanym plusem jest tu jednak scenografia - o wiele lepsza, niż w poprzednich częściach. Szczególnie drażniła mnie w Kolorze Magii - cóż, ten film też nie był najlepszy, ale tego chyba dobrze zrobić się nie dało.
Ogólnie rzecz biorąc wszystkie ww. ekranizacje oglądało mi się przyjemnie, ale bez fajerwerków. Wciąż czekam na jakiś naprawdę dobry film.
Choć przyznaję, że "Wiedźmikołaja" w swoim czasie oglądałam kilka razy w tygodniu

.