


























Cały świat to teatr.Wszyscy mężczyźni i wszystkie kobiety są aktorami-wchodzą i znikają... I różne człowiek gra kolejne role w siedmioaktowej sztuce swego życia mkną akty,biegną lata...


















Wydawało się niemożliwe, żeby Wendy Wright składała się jak inni ludzie z krwi i organów wewnętrznych. W jej sąsiedztwie czuł się jak drobny, tłusty, spocony, niewykształcony żarłok o rozklekotanym żołądku i świszczącym oddechu. Zaczynał wtedy zdawać sobie sprawę z mechanizmów, które utrzymywały go przy życiu: pompy, rury, zawory, sprężarki i paski klinowe musiały z hałasem wykonywać w jego organizmie swą pozbawioną szans powodzenia pracę, skazaną ostatecznie na klęskę. Widząc jej twarz miał wrażenie, że jego własna jest krzykliwą maską, obserwując jej ciało czuł się jak tandetna, nakręcana zabawka. Cała utrzymana była w subtelnych kolorach, jakby delikatnie podświetlonych. Jej oczy, przypominające zielone, polerowane klejnoty, spoglądały na wszystko beznamiętnie i nigdy nie dostrzegł w nich lęku, wstrętu czy pogardy. Wszystko, na co patrzyła, zyskiwało sobie jej akceptację. Robiła wrażenie osoby bardzo spokojnej: wydawała się przy tym silna, pogodna i opanowana, odporna na wyczerpanie, zmęczenie, choroby i niemoc. Miała pewnie jakieś 25 czy 26 lat - ale nie mógł sobie wyobrazić, by kiedykolwiek wyglądała młodziej, i wydawało mu się pewne, że nigdy się nie zestarzeje. Zbyt dobrze panowała zarówno nad sobą, jak i nad otaczającą ją rzeczywistością, by ulegać wpływom wieku.




















Niedźwiedź pożerał jego ojca, tak przynajmniej wydało się dwunastolatkowi. Można by pomyśleć,że chłopiec rzuci się z gołymi rękami na zwierzę, które tak okrutnie poczynało sobie z jego tatą, choćby po to tylko, żeby samemu ponieść śmierć. Jednakże opowieści rodzinne- zapewne głównie te, które słyszymy w dzieciństwie- budzą w nas pierwotne instynkty i uśpione wspomnienia, zwłaszcza w kryzysowych sytuacjach. Niewiele myśląc , Dan sięgnął po żeliwną patelnię, o średnicy dwudziestu centymetrów, jakby oto miał uczynić z niej pionierski użytek. Patelnia była legendą, a Dan wiedział, gdzie jej szukać. Oburącz trzymając patelnię, chłopiec podszedł do łóżka i na oślep wycelował w głowę niedźwiedzia. Już miał się zamachnąć- z półobrotu, jak nauczył go Ketchum, posługując się do tego celu siekierą- gdy jego spojrzenie padło na bose podeszwy niewątpliwie ludzkich stóp. Spoczywały tuż obok gołych kolan ojca; Danny'emu przyszło do głowy,że do złudzenia przypominają stopy Jane.



















Równoumagicznienie, dodał(a) Kinga
Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników