Nie zdzierżę tym razem. Wracam do gry.
Moim faworytem w tym zmaganiu jest Cohen, postać jedyna w swoim rodzaju. Widocznie mam słabość do bohaterów, których śmiało i bez przesadnego patosu można by nazwać epickimi. Bo Cohen jest epicki, pozostając jednocześnie pratchettowski - z jednej strony wspaniały heros, z drugiej to niemal stuletni staruszek. Ta postać jest cudownym tworem połączenia dwóch stylów - angielskiej i amerykańskiej fantasy. Pratchett przekuł bowiem amerykańsko-fantastyczną postać Conana, wojownika o bezproblemowym podejściu do życia w herosa równie skutecznego w akcji, ale również rozważającego głęboko problemy związane z hierarchią wartości ("Ciekawe czasy") bądź też losem człowieka po śmierci ("Ostatni bohater"). Terry zmieszał w tej postaci komizm z tragizmem, by oba te elementy nawzajem się uwydatniały. Cohen widział w końcu śmierć swoich towarzyszy, zadaną nie tylko żelazem na polu bitwy, ale także ogórkiem w wygodnym pałacu.
Cohen nie walczy jedynie ze swoją legendą. On rzuca wyzwanie samym bogom, uosobieniom sił rządzących światem. Jednocześnie jest to walka z własnym przeznaczeniem. I on ją zwycięża. A jego piękna, eukatastroficznie ukazana śmierć jest zarazem końcem jego legendy za życia i początkiem nowej legendy po jego śmierci.
Cohen nie jest tylko parodią, ponieważ nie można ograniczać swojego spojrzenia jedynie na "Blask fantastyczny". Moim zdaniem najpiękniej i najpełniej ukazany jest w "Ostatnim bohaterze". Nie sądzę, by można było uznać, że nie jest to dzieło ze szczytowego okresu zdolności twórczych Terry'ego. Przy tej książce można bowiem śmiać się i wzruszać - przede wszystkim dzięki postaci Cohena. Można jeszcze wspomnieć na boku, że postać tego bohatera ewoluuje, a Otto trwa bez zmian i bez widoków na jakąkolwiek zmianę.
Cohena (ostatniego bohatera Dysku) nie pokonali ani jego zwyczajni wrogowie, ani całe armie, ani potwory. Nie dała mu rady starość. Nawet śmierć nie powstrzymała jego dalszych bohaterskich wypraw. Będę głęboko zdumiony, jeśli zostanie on w tym starciu zwyciężony przez jednego (choć bardzo interesującego) wampira.
Świetnie się pisze takie rzeczy przy soundtracku z "Króla Artura".
