








-Trzeba wylicytować truflę. - Zapaliła papierosa. - Może pan ciągnąć do dziesięciu milionów dolarów. No dobrze, jeśli się zrobi gorąco, to do dwunastu.
- Mhm - powiedziałem z błyskiem, który zazwyczaj zapala mi się w oku przy wykręcaniu numerów z dzielnicy Bellevue. - Naprawdę panią przypaliło.
- Niech pan nie będzie chamem. - odgryzła się, najwyraźniej dotknięta. - Może pan podwoić swą zwykłą stawkę. Po prostu niech pan nie wychodzi z Sotheby's bez trufli.
- O grzybach powiedziałbym, że powyżej pięciu milionów nasuwa się trochę podejrzeń. - odpaliłem.
- Nie wykluczam, chociaż trufla Bundini poszła za dwadzieścia: to najwyższa znana cena aukcyjna za narośl. Oczywiścied należała do Agi Khana i była nieskazitelnie biała. Tylko niech pan nie pokpi ze sprawy, bo niedawno jakiś teksański nafciarz przelicytował mnie przy foie gras; na moich siedem milionów odpowiedział górką na osiem. A ja przedtem sprzedałam dwa Chagalle, żeby zebrać gotówkę.










Flotylle umarłych żeglowały dookoła świata z prądami podwodnych rzek.
Praktycznie nikt nie miał o nich pojęcia. Ale sama teoria jest łatwa do zrozumienia. Brzmi tak: morze jest w końcu, pod wieloma względami, tylko bardziej mokrą formą powietrza. Powszechnie wiadomo,że przy zejściu w dół powietrze robi się gęściejsze, a tym rzadsze, im wyżej się wzleci. Kiedy ciskany sztormem statek zanurza się i tonie, musi w końcu osiągnąć taką głębokość, na której woda pod nim jest dostatecznie gęsta, by powstrzymać dalsze opadanie.
Krótko mówiąc, przestaje tonąć i unosi się na podwodnej powierzchni, poniżej zasięgu
sztormów, ale daleko ponad dnem oceanu.
Panuje tu cisza. Martwa cisza.















































Świat finansjery, dodał(a) grace
Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników