przez Eoren » 25 sie 2010, o 14:00
^ Kto? No, powiedzmy, że Jola: z emocji zapomniała o wszystkich fałach, strzałkach etc. ... A ja już śpieszę z odcinkiem! Proszę:
> - Wiesz koleś, "Jeremy" to dośc drażliwa pieśń.
Bard podniósł głowę znad swojej roboty - właśnie próbował założyc nową strunę. Stara pękła chyba w tym momencie, kiedy tamten facet wyrwał mu z rąk lirę i z całej siły walnął go nią w głowę. Tak więc Bard podniósł wzrok szykując się do jakiejś ciętej odpowiedzi, gdy nagle zjawisko, które przed sobą ujrzał zupełnie odebrało mu głos. Zmrużył oczy i przekręcił głowę w lewo licząc na to, że zmiana perspektywy chociaż trochę polepszy sytuację. Nie polepszyła...
- Coś nie tak, koleś?
- Co? Nie. Nie, ależ skąd! - wyrzucił z siebie Bard, który w odpowiedniej chwili odzyskał głos. - Co mówiłeś?
- Mówiłem, że "Jeremy" to dośc drażliwa pieśń - powtórzył nieznajomy.
- A tak... - odparł Bard patrząc z rozpaczą na swoją zniszczoną lirę. - Zauważyłem... - na chwilę zawiesił głos a potem znów spojrzał nieufnie na swojego rozmówcę. - Przepraszam, że pytam - rzekł - ale czy mógłbym wiedziec kim jesteś?
- Możesz mi mówic Dżek - nieznajomy obnażył zęby w uśmiechu.
Bard z trudem próbował opanowac dziedziczny odruch wytrzeszczu oczu.
- Dobra, Dżek - rzekł z trudem przełykając ślinę. - Wiem już jak masz na imię ale to chyba nie do końca wyczerpuje kwestię tego kim jesteś, nie?
- A, to... - powiedział Dżek patrząc z zażenowaniem na swoje... ...no, to co znajdowało się na koniuszkach jego palców więc technicznie rzecz biorąc były to paznokcie. - Wiesz, to trochę krępująca sprawa...
Chyba nie zdawał sobie sprawy, że jego lewa stopa zaczęła rytmicznie uderzac w grunt.
- No dobra - rzekł po chwili Dżek. - Zaczniemy od początku. Znasz tę starą legendę o Trzech Przyjaciołach, którzy uratowali świat przed zagładą, prawda?
- Bard, Pies i Stepujący Jeżozwierz - wyrecytował Bard. - Wszyscy ją znają. Ale zabawne, że o tym wspominasz, bo wiesz, ten Bard, o którym mowa był moim przodkiem - rzekł prostując się z dumą.
Dżek wcale nie był zdziwiony o ile chłopak był w stanie to ocenic.
- Właśnie - rzekł. - A tę historię o tym, że ścieżki życia potomków tych bohaterów splecie ze sobą Los, gdy świat po raz kolejny stanie w obliczu zagłady, czy jakoś tak?
Bard skinął głową.
- No to... - zaczął Dżek, którego druga stopa również zaczęła się poruszac, - właśnie się splotły.
Znów się uśmiechnął. Chłopak potrzebował kilkunastu sekund żeby ta informacja została przeanalizowana w jego umyśle. Postanowił zmierzyc Dżeka badawczym wzrokiem - nawet jeśli okazało się to błędem...
- Chcesz powiedziec, że jesteś potomkiem Jeżozwierza? - zaryzykował.
Dżek zastanowił się.
- Nie całkiem, koleś. Tak jakby... nie to końca.
Tryby w mózgu Barda pracowały teraz na pełnych obrotach.
- Czyli Psa? - rzekł.
Twarz Dżeka wyrażała teraz czyste zażenowanie.
- To też nie jest dokładne stwierdzenie.
Zapadła krępująca cisza.
- Dżek...
- Tak?
- Twoje ucho...
- O nie... znowu?!
EjDżej martwił się trochę milczeniem ciotki, kiedy ta odwoziła go do domu z posterunku policji. Nie miał pojęcia dlaczego właściwie tam trafił. No tak, była ta afera kiedy w całej szkole wysiadł prąd w chwili, gdy nauczycielka matematyki wezwała go do tablicy. EjDżej uśmiechnął się w duchu - a jak dziewczyny piszczały kiedy ze wszystkich świetlówek strzeliły błyskawice! Ale to przecież nie jego wina, a poza tym nauczycielka powinna wiedziec, że jest kiepski z przedmiotów ścisłych... Zresztą, i tak nikt nie mógł skojarzyc tej historii z nim. Więc może chodziło o to, kiedy ten facet na rogu wcisnął mu do ręki jakąś torebkę z suszoną trawą? EjDżej nie miał pojęcia co to jest ale tak pięknie, tak kusząco pachniało...
- ...tyle razy mówiłam, powtarzałam, ale mnie nie chcieli słuchac! - wyrwał chłopca z jego własnych myśli monotonny głos ciotki.
Nie był pewien czy padło jakieś pytanie jednak zaryzykował:
- Słucham, ciociu?
- Kolejny raz nie będę cię stamtąd odbierac. Ot co! - oznajmiła kobieta - Znowu narobiłeś mi wstydu!
- Przepraszam ciociu...
- No już dobrze - rzekła łagodniej. - Tylko pamiętaj, jak jeszcze raz zobaczę, że bawisz się elektrycznością albo dymem...
- Ale mama mówiła... - przerwał jej chłopiec.
Ciocia EjDżeja odwróciła się w jego kierunku tak gwałtownie, że stanowiła w tej chwili poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa na drodze.
- Nigdy więcej nie chcę słyszec o tej kobiecie! - warknęła.
EjDżej nie odpowiedział.
- No dobra - rzekła Zła Wiedźma. - Ale z ręki do ręki. Ja ci daję JWSROZP a ty mnie imię - jednocześnie. W tej samej sekundzie, rozumiesz?
Loki skinął głową.
- Najlepiej zsynchronizujmy zegarki - zaproponowała Zła Wiedźma.
Loki spojrzał na nią spode łba:
- Sęk w tym - rzucił, - że ja jeszcze nie mam zegarka.
Zła Wiedźma posłała mu paskudny uśmiech.
- Fakt - przyznała. - To może stanowic pewien problem. No to na trzy-cztery. Uwaga!
- Trzy-cztery...
- EjDżej - rzekł Loki a Jedyny-W-Swoim-Rodzaju-Oryginalny-Zegarek-Przedwiecznych (czy też raczej coś co do złudzenia przypominało Jedyny-W-Swoim-Rodzaju-Oryginalny-Zegarek-Przedwiecznych) powędrowało do jego wyciągniętej łapczywie ręki.
- EjDżej? - powtórzyła Zła Wiedźma. - To ma byc imię?
Loki wzruszył ramionami.
- Tak naprawdę to skrót od Apoloniusza Januarego. W sumie się chłopakowi nie dziwię. Też z dwojga złego wolałbym EjDżeja. Ale swoją drogą nieźle go starzy załatwili, nie sądzisz?
Zła Wiedźma zmrużyła oczy.
- Starzy, powiadasz?
A Loki po raz kolejny zdał sobie sprawę, że powiedział o jedno słowo za dużo...
- Czekaj, czekaj - rzekł Bard. - Możesz powtórzyc jeszcze raz, bo chyba nie załapałem.
Dżek westchnął.
- To było tak - zaczął od początku. - Pies miał syna, prawda?
Bard skinął głową:
- Psa II.
- Właśnie. I Jeżozwierz również miał dziecko, tylko, że była to córka - Jeżozwierzyna. No i tu zaczyna się ta krępująca częśc - rzekł Dżek przytupując. - Jestem ich dzieckiem...
Bard patrzył na niego tępo.
- Czyim?
- Psa II i Jeżozwierzyny! - wrzasnął doprowadzony już do granic cierpliwości Dżek.
Przez chwilę zwoje mózgowe Barda pracowały bardzo intensywnie.
- Ale to znaczy, że jesteś... - zawahał się lecz zaryzykował - ...Psjeżozwierzem?
- Wolę kiedy mówią do mnie Dżek - oświadczył Psjeżozwierz.
Oczy Barda cały czasu utrzymywały wielkośc przyzwoitych spodków.
- Czy to jest w ogóle możliwe?
Dżek westchnął - po raz kolejny.
- Koleś, ja sobie to pytanie zadaję codziennie patrząc w lustro...
Zapadła cisza. Po chwili przerwał ją Bard.
- A jak ci się udało mnie znaleźc?
- Już mówiłem: Los, Przeznaczenie, Przepowiednia, te rzeczy... łapiesz?
- I Koniec Świata? - spróbował Bard.
- Właśnie.
- Ale ile razy, do demona, ten świat może się kończyc?
Dżek wzruszył ramionami.
- Odyn jeden wie... - mruknął sentencjonalnie.
Lecz gdy wypowiedział to imię obudziło ono jakieś wspomnienie w jego umyśle i Dżek wykrzyknął:
- To jest właśnie to! Odyn!
- Co Odyn? - nie rozumiał Bard.
- To ci miałem powiedziec. Tu chodzi o jego syna.
- To Odyn ma syna?
- A co, nie wolno? No, w każdym razie jak dzieciak skończy 9 lat w pełni odkryje swoją moc i przejmie władzę nad światem. A wtedy: Ragnarok, Armageddon, totalna apokalipsa, łapiesz koleś?
- Może i łapię - rzekł Bard. - Ale co to ma wspólnego ze mną?
Dżek przewrócił oczami.
- No jak to co? Tak jak mówiła przepowiednia: ty i ja, wierni kompani po raz kolejny musimy uratowac świat.
- Nie ma mowy! - krzyknął Bard. - Nie pisałem się na to kiedy wziąłem tę robotę.
Dżek uniósł jedną brew.
- Chcesz mi powiedziec, że nic ci nie zaświtało kiedy zostałeś Ostatnim Bardem?
- A co mi miało zaświatac?
- Widzisz, kluczowe jest tu słowo "Ostatni"... Ta robota jest tak jakby wpisana w tę fuchę.
- Ale dlaczego niby miałbym się zgodzic ratowac świat? - nie ustępował Bard. - Daj mi jeden logiczny argument.
Dżek spojrzał w niebo i podrapał się po głowie... tylną łapą.
- No... - zaczął niepewnie - jeśli tego nie zrobisz - umrzesz.
- Umrę?
- Na bank. Świat to jest dokładnie to na czym stoisz w tej chwili.
Bard spojrzał z panice na ziemię jakby ta miała mu się za chwilę rozstąpic pod stopami.
- No dobra... - rzekł ostrożnie. - A gdybym się zgodził uratowac ten świat to jak właściwie mielibyśmy się do tego zabrac?
- To proste, koleś - odparł Dżek. - Trzeba sprzątnąc dzieciaka.
W oddali złowróżbnie zahuczał grom...
v Kim jest matka EjDżeja? Po co Lokiemu JWSROZP? I czy zorientuje się, że dostał podróbę? Co uczyni Zła Wiedźma z informacjami, które uzyskała? Czy Odyn zdąży na czas? Czy Bard zgodzi się uratowac świat? Czy EjDżejowi uda się przeżyc?
DEMONY WIEDZĄ! BOGOWIE PODEJRZEWAJĄ!
THERE IS NO JUSTICE. THERE IS JUST ME.
"Outside of a dog, a book is man's best friend. Inside a dog, it's too dark to read."