^(n) *
Eoren napisał(a):Rath!...
Słucham?
**
Kolejny odcinek i zawiłości koneksji między bohaterami czekają na Rath.
Doczekały się wreszcie.
>Zatem, zapraszam Państwa, oto akt tysiąc osiemset pięćdziesiąty szósty, scena sześćset pierwsza:
Odyn ciężkim krokiem przemierzał las. Jego tupanie słyszały wiewiórki, siedzące na drzewach porastających sąsiednie wzgórze. W Asgardzie jakaś szklanka spadła na podłogę i rozprysła się w drobny mak.
- Oho - uznał Thor. - Odyn się wściekł.
Na tym skończyło się jego zainteresowanie. Tymczasem Odyn wyciągnął z kieszeni piersiówkę, pociągnął z niej jeden, spory łyk i oparł się o drzewo.
- Gdzież jest ten kretyn? - zastanawiał się głośno. - Szukam go od...
W tym momencie z krzaków wylazła wesoła kompania. Po środku kroczył Bard, chwiejnie nieco, po jednym boku mając Jeżozwierza, który nie stepował, a po drugim Psa, jak zwykle z wywieszonym językiem.
- Macie ich! - wrzasnął wściekłe Odyn. - Drużyna Marzeń! Gdzie się włóczycie?! Mówię: poczekaj na mnie, to czekasz, a nie... idziesz!
Bard, Jeżozwierz i Pies przystanęli, na wszelki wypadek kawałek od Odyna. Jeżozwierz zaczął lekko stepować.
- Nie mówiłeś... - zauważył Bard. - Obudziłem się, a Ciebie nie było.
- Co? - Odyn zerknął na niego podejrzliwie.
- No...
- Dobra, durnie, słuchajcie! - nadal przeraźliwie wrzeszczał. - Wiem, gdzie jest...
- Mamy lutnię! - przerwał mu Bard. - Mamy lutnię, musimy zdążać do Góry Przeznaczenia.
- Zatem żwawo, durnie! Resztą zajmę się ja!
Nim mrugnęli, już go nie było. Pozostawił po sobie zapach fajkowego ziela. I malutką mgłę.
Loki przedzierał się przez krzaki. Było ciemno, nie widział ścieżki. Podejrzewał zresztą, że ścieżki nie ma. Gałęzie i spadające szyszki rysowały mu twarz i wplątywały się w rozprostowaną trwałą.
- Przestań! - krzyczał. - Pójdziesztymistąd!!!!
Nigdzie się nie wybieram, odparło Sumienie.
Byłeś zły, teraz poniesiesz konsekwencje.- Samo sobie ponoś konsekwencje! - Loki chwycił gruby kij, o który się przed chwilą potknął.
Bard, Jeżozwierz i Pies z ukrycia obserwowali, jak raz i drugi okłada się po głowie.
- Zrobi sobie krzywdę - przemówił Bard. - Musimy mu pomóc, chłopaki.
- Musi to na Rusi - odparł filozoficznie Jeżozwierz i otrzepał igły. - Chodźże, durniu, Góra Przeznaczenia to nie śpiący troll, nie obudzi się i nie przylezie walnąć cię maczugą w łeb. Sam musisz do niej pójść! Loki nie ma króliczej łapki, jest nieszkodliwy. Pędźmy, póki ma inne problemy.
Góra Przeznaczenia majaczyła z bliska. Z bardzo bliska, zresztą. Bard, Jeżozwierz i Pies wspinali się po skałach, zlani potem, zmęczeni i zrezygnowani.
- Jeszcze kawałek został - powiedział Bard. - Nie musicie ze mną iść. - Spojrzał na swoich przyjaciół. - To mój ciężar, sam muszę się go pozbyć.
- Twój ciężar? - Jeżozwierz podparł się pod boki. - Twój ciężar?! Zgubiłeś lutnię kilka razy, kilka razy dałeś ukraść, kilka razy...
Nie dokończył, bo niebo przeszyła błyskawica i nim się obejrzeli, koło nich stanęła Akrobatyczka, a płaszcz powiewał jej czarną peleryną.
- Trzymaj struny - powiedziała i podała je Bardowi. - Żeby udało się zniszczyć lutnię, musi być kompletna.
- Ale są tylko trzy! - zawołał Bard, usiłując przekrzyczeć wichurę. - Mogłabyś to wyłączyć? - Wskazał niebo.
- O, sorry. - Akrobatyczka pstryknęła palcami i przejaśniło się.
- Po co w ogóle to robisz?
- Lubię mocne wejścia. - Wyszczerzyła zęby w rozbrajającym uśmiechu. - Teraz musimy poczekać na Odyna, który przybędzie z resztą strun. Minęłam się z nim parę chwil temu, wywoływał Krakena.
- Co robił?! - Bard wytrzeszczył oczy.
- Struny. Rzęsy. Kraken. Helooł? - Akrobatyczka pomachała mu przed nosem.
- Że niby struny... to rzęsy... Krakena? - nie mówił, ale poruszał niemo wargami.
- Wolno myślisz. Nie wiem, czemu Odyn oddelegował cię do tej misji...
- Może też za wolno myśli? - spytała z przekąsem Zła Wiedźma, wyłaniając się zza skały.
- Co tu robisz?! - zdenerwowała się Akrobatyczka.
- Pomyślałam, że potrzebujecie jeszcze jednej struny. Czyż nie jest tak?
- Masz strunę?
- Mam dwie. Oddam jedną.
- Na co czekasz?! - wrzasnął stepujący już Jeżozwierz. - Zaraz nogi pogubię!
- Wy macie coś, czego pragnę ja, ja mam coś, co interesuje was. Zamienimy się?
- Aleś wymyśliła - uznał BBR, wychodząc zza kolejnej skały i mierząc Wiedźmę Spojrzeniem.
- To jak będzie? - spytała.
Odyn wspinał się pod Górę. Z daleka widział już jakieś poruszenie niemalże u samego szczytu. Śpieszył się bardzo, nie mając najlepszych nowin.
- Wiedźma ma struny! - krzyknął. - Wiedźma!
Akrobatyczce słabo się zrobiło, kiedy po raz wtóry zdała sobie sprawę z dezorganizacji Odyna i jego słabego kojarzenia. Miast czekać na rozwój wydarzeń, chwyciła Wiedźmę za zanadrze, podejrzewając, iż tam właśnie ukryła struny.
Zanadrze odpadło i wysypały się z niego różne drobiazgi. Wszyscy rzucili się na ziemię, usiłując dostać struny. Wiedźma tymczasem stała i śmiała się głośno.
- Myślicie, że tam ukryłam struny? O, nie! Ukryłam je w miejscu, które nigdy nie przyjdzie wam do głowy! Rozumiecie? - Spojrzała na nich. - Głowa, włosy, kok, spinki...
Wszyscy spojrzeli na nią, porzucając przeglądanie szpargałów. Tylko Jeżozwierz uniósł wysoko jakieś młyńskie koło i przyglądał mu się uważnie.
- UPS! - Zła Wiedźma oceniła sytuację. - Chyba się starzeję...
Odwróciła się na pięcie i już chciała umknąć w krzaki, ale zaniepokoił ją ich dziwny ruch. Po chwili wyszedł z nich Loki, ledwo trzymający się na nogach, blady, z pokudłaconymi włosami i podrapaną twarzą.
- Trzymajcie ją! - krzyknął i w tej samej chwili BBR, korzystając ze swojego rycerskiego refleksu, ucapił Wiedźmę w stalowym uścisku. - Mam wprawę, w końcu byliśmy sklejeni taśmą i wiem co nieco o tej kobiecie... - tłumaczył.
To może byś zrobił z tego użytek?- Zamknij się, durne! - wrzasnął Loki.
- Nikt nic nie mówił - zauważył Bard.
- Ty tam! - Loki wskazał na niego. - Gotuj się lepiej do szybkiego biegu, zaraz będziesz miał strunę. - W tym miejscu wyrwał Wiedźmie włos.
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAŁAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! - wrzasnęła opętańczo. - Loki, kretynie, rwiesz mi włosy!
- Wybacz, kochanieńka, omyłkę. - Uśmiechnął się.
Im szybciej to zrobisz, tym szybciej zniknę.- A nie pojawisz się już?
Nie, nigdy. Obiecuję., obiecało Sumienie ze skrzyżowanymi za plecami palcami.
- Mówiący do siebie Loki? - zagadnął Jeżozwierz.
- Nie wnikaj - odpowiedziała Akrobatyczka.
Loki wyplątał strunę, rzucił Bardowi, ten ją złapał i, zakładając, biegł do Groty.
A wszyscy czekali z zapartym tchem na to, co się stanie. Tylko Wiedźma macała się po kieszeniach.
- Nie dość, że włos mój rozwiany, ręce wykręcone, to jeszcze... - mamrotała. - Zgubiłam tę cholerną, króliczą łapkę!!!! Czemu musiałam zakląć ją w tak durny, bezmózgi sposób, żeby zawsze się gubiła?! - wyrzucała sobie.
Bard biegł. Nie miał sił, ale biegł. Wiedział, że za chwilę zakończy się ten cały znój, długa wędrówka dosięgnie kresu, a świat zostanie uratowany.
Tymczasem, kiedy on biegł, na występie skalnym stała zapuszkowana i zakapturzona postać. Czekała, ściskając w żelaznej ręce króliczą łapkę i śmiejąc się w duchu, ponieważ gdy śmiała się poza nim, potrafiła wydobyć z siebie jedynie jakieś dziwne dźwięki.
- Kim jesteś? - zapytał Bard, przyciskając do siebie lutnię.
- Ja jestem Lord Żejber! - rozległ się głos. - I mam króliczą łapkę!
- Co?! - Bard wytrzeszczył oczy. - Mam pecha! Pecha, pecha, pecha! Lord Żejber, Loki, Odyn! Pierońska lutnia! Dlaczego ja?!
Wtedy spostrzegł, że nie ma lutni.
v Właśnie: gdzie jest pierońska lutnia? Gdzie są SCMPP i Rycerz? Może należałoby zapytać, co robią? Czy Bard poradzi sobie w pojedynku z Lordem Żaberem? Czy to się wszystko wreszcie skończy?!
***
4jola napisał(a):A tak w ogóle ,to co dzieje się z naszą SK?
SK nie występuje w tej części. (Jeszcze by jej tu brakowało...)

****Przydałoby się opisać targowanie się Lokiego z Sumieniem. Nie mam, niestety, weny - co widać. Sumienie przekonało Lokiego, że kiedy pomoże zniszczyć lutnię, zniknie. Nie mam pomysłu na tę rozmowę, a mogłaby być naprawdę świetna. Napisze ktoś?