Grace przepraszam, że nie dotarłem. Ale, że tak powiem z rycerskiego obowiązku, nie dałem rady...
Bo to wszystko było tak, że ja najpierw po kryzysie w dostaniu piwa trafiłem na nową dostawę z browaru - kupiłem sobie 8 puszek i choć przepłaciłem ponad dwa razy, to niezwykle ucieszony postanowiłem usiąść i je wypić

Jak już je wypiłem (luba moja mi też pomagała, żebym się za bardzo nie upił) jak już mi się skończyły to chciałem znaleźć Aratovala ale wymiękł i poszedł spać, potem poszedłem szukać Ciebie

Załapałem się na końcówkę pokazów ogniowych i jak już Cię znalazłem to poszedłem po lubą a ona mi tu właśnie wymiękała - musiałem ja do namiotu odprowadzić i chyba już nie chciała mnie puścić z powrotem.
Swoją drogą mój przyjaciel co się z Tobą witał, nie mógł mnie znaleźć - myślał, że poszedłem do Ciebie - ale warty z obozu kuglarzy też go nie chciały wpuścić - twierdzili, że żadnej grace tam nie ma....
Ogólnie wyjazd na Grunwald uważam za udany, paru starych znajomych spotkałem, przegadałem z Aratovalem z łuku postrzelałem itp. Choć straszny upał wykańczał, a zakończenie miałem takie, że siedziałem przemoczony w kałuży i trzymałem namiot, bo chciał odlecieć - uciekliśmy w niedziele o 8 rano w ekspresowym tempie ;P
W każdym razie jak wczoraj koło 21 poszedłem spać, tak wstałem dziś o 17
