Wyrzucanie z klasy? Gówniarzom się w głowach po^#$^#@WEliło i myślą, że wszystko im wolno
Popieram. Czasami sama mam ochotę szepnąć słówko nauczycielowi, żeby zdrowo pie****ął takim cwaniaczkom, którzy mu włażą na głowę. Ale oczywiście to nie wchodzi w grę, bo to przemoc w szkole...
Kiedyś (niepamiętne czasy) nauczyciel był szanowany, dzieci się uczyły, a jak oberwały linijką po paluchach, to przynajmniej spokój był - i co? Nikt nie narzekał. Moja mama nawet miło (może lepiej użyć stwierdzenia: Pozytywnie) wspomina tamte czasy. I nie wydaje mi się, żeby przez to dzieci wpadały w depresje.
A teraz wystarczy takiego chama (za przeproszeniem) za ucho pociągnąć, i już nauczyciel w więzieniu ląduje.
Sama niestety należę to tego porąbanego pokolenia, gdzie na każdym kroku roi się od nieuków-cwaniaczków, którzy chyba specjalnie prowokują nauczycieli.
I jak ma się nauczyciel zachować wobec czegoś takiego? Przecież też jest człowiekiem, i nerwy mu najzwyczajniej puszczają. Ale jedyne, co może zrobić zgodnie z prawem, to wpisanie uwagi do dzienniczka. Tylko takiej osobie, która zachowaniem w ogóle na zachowaniu nie zależy, na uwaga nie zrobi najmniejszej różnicy (no, może tylko doda kolejne trofeum, którym będzie mógł się pochwalić przed kumplami*)
Moim zdaniem, przywrócenie kar cielesnych w końcu by wychowało nasze społeczeństwo, ale cóż zrobić. Skoro już Teletubisie mają zły wpływ na rozwój dziecka, to i o możliwości stosowania kar cielesnych nie ma co marzyć.
I współczuję nauczycielom.
* w mojej szkole nie jeden raz słyszałam teksty "a ja mam 1000 punktów na minus, ha!"