Ssaku, zanim zaczniesz się rozczulać moją naiwnością, wiedz, że zdarzało mi się redagować książki, a bywało, że i poprawiać po tłumaczach. I tak, naprawdę istnieją wydawnictwa, które dbają o konsekwentne słownictwo, styl, poprawność językową i w ogóle wszystkie te rzeczy, które autor albo tłumacz ma w nosie, bo on jest artysta, a ty się redaktorze męcz

(Ba, zdarzało się czytać nawet dobrze zredagowaną fantasy! Nie powiem, kto wydał, bo mnie haniebnie pokrzywdzili nie uwieczniając choćby w przypisach, że im tłumaczyłam wiersze).
Niestety, Prószyński jest fleja, a szkoda.