Uuu! napisał(a):Przyznaję, że nie dałem rady przeczytać tej książki
Doskonale Cię rozumiem! Ja co prawda dałam radę, ale wyłącznie dlatego, że w mej pierwszej pracy (po której padałam do wyra o 17-tej i budziłam się o szóstej nie mając absolutnie pojęcia czy to rano czy wieczór) - jedyną książką, jaką wzięłam do obskurnej pakamery, gdzie mieszkałam - był właśnie ony Władca. Najgorzej wspominam trzecią część - absolutnie depresjogenna...
Skądinąd "Józefa i Jego Braci" [tego sympatyczniejszego Manna, znaczy Henryka] też bym pewnie nigdy nie przeczytała, ugrzęznąwszy na pierwszych 30-tu stronach wstępu, gdyby nie kolejka po mięso od piątej rano, gdzie był ci On moją jedyną podporą duchową. Muszę dodać, że potem wstęp ten czytałam z rozkoszą jeszcze ze trzy razy - bo naprawdę cudny... (tylko za tym pierwszym razem tak mi się dłużył. Egzegeza buntu Pierwszych Aniołów jako zazdrości o seks u Człowieka (że nie dość, iż dostał inteligencję jako Anioły, to jeszcze dostał i to, co zwierzętom za jej brak miało być zadośćuczynieniem) - była tam dla mnie fascynującym odkryciem /no, nastolatką byłam wszak.../

