A ja chyba już 3 raz czytam od początku Stevena Eriksona i jego Malazańską Księgę Poległych. Seria jest genialna, ale bardzo trudna na początku. Autor rozbudował fabułę do tego stopnia, że przebrnięcie przez pierwszą część jest trudne i dosyć niezrozumiałe.
Jednak z biegiem czasu czytającemu zaczynają "zaskakiwać" kolejne wątki, aż w końcu rozpędza się niczym lawina chłonąc wir wątków jak gąbka.
Podsumowując, autor stworzył niesamowity i bardzo ciekawy, wielowymiarowy świat, dużo obszerniejszy nawet niż chociażby u Tolkiena, nie jest człowiekiem z gatunku "happy endowców" a swoich bohaterów uśmierca nie gorzej niż Martin, ale w przeciwieństwie do niego, niektórym pozwala wrocić na scenę tyle że pod inną postacią.
PS: Chyba najlepszym elementem u Eriksona są jego postacie. Każda ma własny charakter, liczne tajemnice i swoją historię. A tych postaci w całej serii (nie skłamię) jest spokojnie ponad setka. Każdy znajdzie grono swoich ulubionych. Do moich należą: Szybki Ben, Icarium, Karsa Orlong, bracia Brys i Tehol Beddict.
Ogromnie polecam!
