Wspomniany tytuł jest dobry do zastosowania do niemal każdej sytuacji po jakiejkolwiek wypowiedzi. Zapamiętajcie go i zastosujcie w praktyce przy najbliższej okazji.
Dobry wieczór. Nazywam się Jan i trafiłem tu, bo mogłem. I wiedziałem, gdzie szukać. Napadnięty przez Yasia, znanego mi od jakiegoś czasu i Białą, poznaną w kwietniu w pociągu do Krakowa (teraz już wiem, gdzie jechała) pozornym zupełnym przypadkiem (jasne, chaos i przypadek, dobre sobie. Ha. Ha. Ha.)
Na stan obecny lat mam 28, co czyni mnie na pewno nie nastolatka. Znam się nieco na językach obcych i tą oto profesją staram się zarobić na życie.
Księgi Pratchetta znalazły mnie jakiś czas wewstecz, w okolicy roku 2004. Tak mnie znalazły, popatrzyły się na mnie i wziąłem je do łap swych. I to otworzyło wrota szalonej wyobraźni.
Jeżeli czytałeś, drogi czytelniku, na przykład dwie księgi ze Śmiercią w roli głównej pod rząd, a potem spojrzałeś w pustą przestrzeń i wydawało ci się, że stoi tam siedmiostopowy szkielet z urządzeniem rolniczym nieodparcie przywołującym skojarzenia z ostatecznością, to wiesz, o czym mówię.
Jak widać, lubię mówić/pisać. Ci co byli na pażdzierzowym spotkaniu w Nawojowej Górze mieli okazję się przekonać. Niejedną.
Pierwszy Pratchett? Nie pamiętam, ale mam parę historii związanych z poszczególnymi dziełami (na przykład jak pogryzłem "Carpe Jugulum").
Ulubiony Pratchett - bezkonkurencyjnie "Złodziej Czasu". Za prokrastynatory i kaskadowe zwalnianie obciążeń czasowych (choć należy uważać na zrzuty). I śmierć w czekoladzie =)
Poza Pratchettem, a wciąż w materii papierowej - science fiction, fantasy nieco mniej, ale nie pogardzę. Ostatnimi czasy kryminały, wszystko jedno czyje. Dodatkowo dobre obyczajówki i dla kontrastu Lovecraft. Niezła książka kucharska też jest w porzo (jak pranie)
Poza papierem - a tam filmy, najfajniejsze są spotkania z ludźmi na żywo, jesze przyjemniejsze są te z zaskoczenia, ale planowane są też w porzo (jak pranie), pogaduchy, niekoniecznie żłopanie i miłe spędzenie czasu z hal, coby ładnie móc go na prokrastynator nawinąć. A jak wyskoczy jakaś zorganizowana akcja, to z chęcią wezmę udział, nawet pomogę jak będę mógł najlepiej.
Hobby - dużo tego: rozmowy, gitara, śpiew, rozmowy i śmiech, fizyka, gotowanie, pieczenie, języki, śmiech, rozmowy, spacery, hugi, jedzenie, śmiech plus rozmowy, koty, psy, zwierzątki, pandy, śmiechorozmowy, żarty zwykłe, sytuacyjne, suchary, kombajny (żart długi do opowiadania), dobre riposty, nekrohumor, rozmowy przeplatane śmiechem, historia Świata, Japonia, Rosja, Brytania, więcej śmiechu i rozmów, piłka nożna, pływanie, łucznictwo, podróżnictwo stosowane, krajowe i nie tylko, rozmowy ze śmiechem (i skrzypcami) w tle, RPG-i, planszówki, strategie, karcianki, zagadki, zagwozdki, śmiech między rozmowami, a przede wszystkim KALAMBURY (Octavo zią!)
I pewnie jeszcze wiele innych niewymienionych w czołówce, na przykład gra w akwedukt, czy jakoś tak...
(Jako że imperatyw narracyjny się domaga wręcz zakończenia wymieniania pewnych hobbistycznych zajęć, nie mogę mu odmówić, zatem...)
Czy wspomniałem o śmiechu i rozmowach? Nie? No to jeszcze śmiech z rozmowami. No!
Witam wszystkich, a najbardziej to... no... no wszystkich!
A więc w końcu do tego doszło...


